Reklama

Kryzys energetyczny uderzył w firmy. Problemy mogą ciągnąć się latami

Przemysł mocno odczuwa wzrost kosztów energii i gazu. Pojawiają się już problemy z płatnościami, zdarzają się przypadki zagrożenia upadłościami. Potrzebne są odgórne usprawnienia, które odblokowałyby inwestycje firm, w tym w budowę własnych źródeł. Tymczasem w Polsce narzędzia walki z kryzysem sprowadzają się na razie do rekompensat. Trudna sytuacja na rynkach energii może potrwać kilka lat.

- W przypadku każdej firmy sytuacja wygląda inaczej. Wiele zależy od kondycji finansowej odbiorcy, ale też od sektora, w którym działa. Oczywiście największy problem ma przemysł energochłonny, gdzie energia stanowi bardzo ważny element kosztów - mówi Interii Maciej Kowalski, prezes firmy Enefit oferującej rozwiązania energetyczne dla firm.

Kryzys szczególnie mocno odczuwają firmy metalurgiczne, producenci szkła, producenci materiałów budowlanych a także sektor automotive. Ale wyzwania pojawiają się też w innych sektorach. - Jednym z naszych kontrahentów jest firma z branży przetwórstwa spożywczego, w której dotychczas energia i gaz stanowiły niecałe 2 proc. ogólnych kosztów. W ciągu tego roku udział ten wzrósł do 12 proc. To sześciokrotna zwyżka, a przed nami jeszcze zima, która może spowodować dalszy wzrost cenników za prąd - informuje szef Enefitu.

Reklama

Kilkuletnie kontrakty zbawienne dla firm

Duże znaczenie mają decyzje podjęte przez przedsiębiorców w przeszłości. Wiele firm zdecydowało się na zakup energii elektrycznej czy gazu z wyprzedzeniem. Jeśli mają zakontraktowany gaz czy energię na trzy lata do przodu, będą chronieni podpisanymi kontraktami do czasu ich obowiązywania. Jednak nie wszyscy zabezpieczyli dostawy na przyszłość. Maciej Kowalski informuje, że widać już problemy z płatnościami ze strony niektórych odbiorców. - Część z nich nie była w stanie przenieść rosnących kosztów na klientów. Pojawiają się przypadki zagrożenia upadłościami. Na razie problem ten dotyka jednak raczej małych przedsiębiorstw - wyjaśnia.

W tej sytuacji przemysł stara się dostosować do obecnych warunków, zmieniając procesy, rewidując zapotrzebowanie na surowce i energię, modernizując linie i inwestując w budowę własnych źródeł energii.

Konieczne usprawnienia administracyjne i szybki rozwój OZE

Jednak aktywność przedsiębiorców ograniczają rozmaite bariery, w tym administracyjne. Potrzebne są specustawy, by odblokować pewne procesy. Wówczas przedsiębiorcy będą mogli działać. W niektórych krajach są już wdrażane konkretne usprawnienia, m.in. intensyfikacja wsparcia dla budowy źródeł lokalnych czy ułatwienia w zakresie przyłączeń. - To reakcja na kryzys. W Polsce narzędzia walki z kryzysem na razie sprowadzają się do rekompensat. Mimo zapowiedzi nie widać rozwiązań, które miałyby odblokować inwestycje przemysłu - zauważa Kowalski.

Pomocna byłaby liberalizacja zasady 10H, która praktycznie wstrzymała w Polsce rozwój energetyki wiatrowej na lądzie. Istotne byłoby też przeprowadzenie zmian dotyczących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego upraszczających procesy administracyjne w zakresie inwestycji w OZE.

Prezes Enefitu zauważa, że brakuje decyzji choćby w sprawie linii bezpośredniej, łączącej jednostkę wytwarzania bezpośrednio z odbiorcą. Odpowiednie przepisy mogłyby odblokować budowę nowych mocy już w przyszłym roku. Wiceminister klimatu Ireneusz Zyska zasygnalizował powrót m.in. do prac nad linią bezpośrednią. - Przyznał jednocześnie, że problemem w tym przypadku są obawy o unikanie obciążeń podatkowych przez przedsiębiorców korzystających z takiej linii - sektor energetyczny odebrał to jako ucieczkę przed kosztami socjalizowanymi na wszystkich uczestników rynku. Tego typu kwestie trzeba rozwiązać - podkreśla Kowalski.

Niezrozumiałe jest, dlaczego tak długotrwały jest proces przyznawania koncesji wytwórcom energii odnawialnej. Gdyby decyzje zapadały wcześniej, nowe moce szybciej trafiałyby na rynek. - Obecnie proces uzyskiwania koncesji potrafi trwać nawet pół roku - mówi.

Sieci dystrybucyjne - wąskie gardło

Jest też duży problem z wydawaniem warunków przyłączenia. Dotyczy to zarówno źródeł małych, jak i dużych. To problem systemowy, narasta on od dłuższego czasu. Sektor wytwarzania energii argumentuje, że duża część mocy jest zarezerwowana na rozprowadzanie mocy ze źródeł wiatrowych na morzu. Te jednak mają trafić do sieci najwcześniej w 2026 r. - Pytanie, czy nie można udostępnić tej mocy źródłom, które są w stanie wybudować się w ciągu roku - dwóch, by radzić sobie z kryzysem w 2023 i 2024 r., dając jednocześnie operatorom możliwość szybszego wydatkowania środków na rozwój sieci, by później rozprowadzenie mocy w sieci nie było zaburzone? - zastanawia się prezes Enefitu.

Pojawia się także kwestia systemu hybrydowego, tzw. cable pooling. Polega on na tym, że różne instalacje OZE współdzielą infrastrukturę energetyczną. Tego typu rozwiązania techniczne sprawiają, że OZE pracują bardziej stabilnie i produkują więcej energii, optymalnie wykorzystując infrastrukturę.

Dużym ułatwieniem byłoby też umożliwienie przedsiębiorstwom budowy źródeł OZE na terenach należących do zakładów bez uzyskiwania specjalnych zgód. W wielu krajach uznano, że tereny przemysłowe mogą służyć przemysłowej produkcji energii. To ułatwia inwestycje i skraca proces administracyjny. Źródła OZE instalowane w przemyśle, często finansowane przez same firmy, mogą być istotnym wkładem w rozwój mocy. - To są tysiące megawatów potencjału. Przemysł ciężki mocno optował za takim rozwiązaniem - mówi Kowalski.

Słabnący popyt na gaz i energię przełoży się na spadek cen

Obecny czas jest niezwykle trudny dla firm. Kryzys energetyczny jest wynikiem sytuacji geopolitycznej. Rozstrzygnięcia polityczne mogłyby przynieść rozwiązanie, ale nie widać jak na razie przestrzeni do porozumień. Według prezesa, do końca roku należy oczekiwać napięcia i presji cenowej, jeśli chodzi o energię i gaz, ale im wyższe będą ceny, tym bardziej będzie słabł popyt, bo klienci zaczną oszczędzać. Istotna będzie też pogoda. Zwłaszcza gaz jest bardzo podatny na zmiany pogodowe. Jeśli zima będzie lżejsza, surowiec będzie tańszy. Jeśli mroźna - droższy.

Kluczowe są inwestycje w infrastrukturę, które pomogą Europie dostosować się do nowej sytuacji. Na to potrzeba jednak czasu. - Zakładam, że problem będzie się rozładowywał kilka lat. Powoli, wraz z budową nowych terminali i gazociągów, przy jednoczesnym rozwoju mocy produkcyjnych w zakresie wydobycia choćby gazu, podaż do Europy zacznie się zwiększać, a ceny - normować - ocenia rozmówca Interii.

Nie bez znaczenia jest też sytuacja w Chinach. Widoczny jest tam już kryzys. Jeśli on się pogłębi, spadnie zapotrzebowanie na surowce energetyczne w tym kraju, a to uwolni duże wolumeny gazu na rynku światowym. W efekcie LNG zasysane przez Azję będzie mogło z czasem być przekierowywane do Europy.

- Spodziewam się więc górki cenowej zimą, to będzie szczyt, po którym nastąpi prawdopodobnie długi okres korygowania tego nienaturalnego stanu. Potrwa on od trzech od pięciu lat - podsumowuje.

Monika Borkowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »