Reklama

Kryzys nie pogrzebał autonomicznego transportu

Choć koronawirus zamroził gospodarkę i życie, zamarły dostawy towarów i ruch na ulicach, nie znaczy to, że auta bez kierowców i samoloty bez pilotów nie mają przyszłości. A zwłaszcza drony. Przeciwnie, nadchodzą ich czasy, tym bardziej, że jeszcze długo będziemy żyć w świecie ograniczania międzyludzkich kontaktów.

Dlatego eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego postanowili przyjrzeć się, jakie są szanse dla autonomicznego transportu, zwłaszcza po pandemii. I wyszło im, że gdyby po Polsce jeździły tylko auta bez kierowców, ale za to z naprawdę czujną sztuczną inteligencją, to zaoszczędzilibyśmy ponad 50 mld zł rocznie na samych kosztach wypadków. 

Reklama

- Możliwość ograniczania relacji międzyludzkich w transporcie i dostawach nabiera na znaczeniu - mówił na zdalnej konferencji prasowej zastępca dyrektora PIE Andrzej Kubisiak prezentując raport Instytutu "Autonomiczny Transport Przyszłości" powstały we współpracy z Ministerstwem Infrastruktury.

Ludzkie obawy

Kłopot w tym, że autonomiczny transport niejedno nosi imię i w zasadzie każdy ze środków transportu trzeba inaczej "autonomizować". Czy leci z nami pilot? - pytają pasażerowie samolotu. Przez lwią cześć czasu lotem samolotu steruje autopilot, a żywy pilot jest w zasadzie niepotrzebny.

Ale żywy pilot przydaje się, kiedy dochodzi do prawdziwych i niestandardowych zagrożeń - jak przy słynnym lądowaniu kapitana Wrony na Okęciu. Czy pilot-maszyna by potrafił tak usiąść na pasie? Ostatecznie gdy pilot walczy o życie pasażerów, walczy także o swoje. Jak maszynę nauczyć takiej motywacji? Ryzyka całkowitego wysadzenia pilota zza sterów samolotu są więc bardzo duże.

Ludzie to intuicyjnie wyczuwają i dlatego dwie trzecie badanych niedawno Amerykanów odpowiedziało, że do samolotu bez pilota nie wsiadłoby za żadną cenę, nawet gdyby lot miał być znacznie tańszy. Bariera akceptacji społecznej i zaufania do maszyn może być kluczowa dla rozwoju autonomicznego transportu i na niebie, i na autostradach, i na miejskich ulicach.

- Jeśli napięcia społeczne będą zbyt duże, nie będziemy chcieli z takiego transportu korzystać - mówił Andrzej Kubisiak.

Choć do wybuchu pandemii ruch na morzach i w powietrzu stale rósł, i tak trudno go było go porównać z tłokiem na autostradach, gdzie trzema pasami auta jadą zderzak w zderzak jak specjaliści z SOP. Albo z ruchem na miejskich ulicach, na które wtargnąć może w każdej chwili pieszy. A na dodatek niedługo w powietrze wzbiją się całe roje dronów i to już całkiem autonomicznych, bo przez nikogo nie sterowanych.

Kilka dni temu nad Warszawą przeleciał pierwszy taki dron. Przenosił próbki medyczne z lotniska na Okęciu do szpitala MSWiA. Wszystko odbyło się zgodnie ze sztuką i już obowiązującym w Polsce prawem. Wylądował dokładnie w punkcie oznaczonym krzyżykiem, a po drodze nie zawadził o żaden dach, antenę ani drzewo. Nie zrzucił też nikomu na głowę transportowanych próbek.

- Są już przepisy pozwalające na loty automatyczne i umożliwiające takie loty nad miastem.

Przygotowanie testu trwało miesiącami - powiedziała Małgorzata Darowska z Ministerstwa Infrastruktury.

Testy trwają, także w Polsce

Jacek Grzeszak, analityk z zespołu gospodarki cyfrowej PIE i współautor raportu twierdzi, że stosunkowo najłatwiej będzie wysadzić pilotów z samolotów, a kapitanów z morskich statków. Stosunkowo szybko będziemy wsiadać do autonomicznego metra, pociągu a nawet  do tramwaju. Wszystko to dlatego, że te środki transportu mają osobną, przynajmniej częściowo wydzieloną infrastrukturę. Potem zautonomizują się ciężarówki, bo dla nich można wydzielić osobny pas ruchu. Najtrudniej będzie z autami osobowymi.

Nie tylko Tesla i Google prowadzą fascynujące eksperymenty z autonomicznymi środkami transportu. To także dzieje się w Polsce. W Krakowie odbył się test jazdy tramwajów nie prowadzonych przez motorniczego. Mikrobusy bez kierowców wypuszczono na ulice Gdańska, a autobusy - w Rzeszowie. I obyło się bez wypadków. Cały ul dronów wyhodował już port w Gdyni i testuje do czego mogą się przydać.

Autonomiczny transport obiecuje bardzo wiele jako dziedzina gospodarki. Jeśli okaże się, że pobór danych przez odpowiednio wymyślone czujniki, ich analiza, i transmisja będą działały sprawnie i bezpiecznie, to jest szansa na ogromną poprawę bezpieczeństwa na drogach i ulicach. Teraz wypadki i kolizje pochłaniają rocznie ponad 56 mld zł, a w 90 proc. ich przyczyną jest błąd człowieka. Gdyby te błędy wyeliminować - wraz z nieostrożnymi kierowcami - oszczędności roczne tylko na tym przekraczałyby 50 mld zł, czyli ponad 2 proc. polskiego PKB. 

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Oczywiście firmy transportowe zaoszczędziłyby na pracy ludzi. Ale uwaga - polskie firmy transportu drogowego zbudowały swoją potęgę (ok. jednej trzeciej przewozów w całej Unii) na taniej pracy. A nowe technologię będą drogie. Nie wiadomo więc, czy to im się w sumie opłaci i czy będzie na to je stać.

Redukcja miejsc pracy to jeden skutek wprowadzania autonomicznych pojazdów, ale w ich miejsce powstaną nowe możliwości zatrudnienia. W dziedzinie technologii, budowie infrastruktury, zarządzaniu ruchem. Bilans pod tym względem wcale nie musi być ujemny, choć transformacja będzie wymagała zupełnie nowych - w dużej części nieznanych do tej pory - kwalifikacji.

Optymistyczne perspektywy

Eksperci PIE policzyli, że branża pojazdów autonomicznych już za 6 lat może być warta 557 mld dolarów. W latach 2013-2016 liczba patentów dotyczących wykorzystania sztucznej inteligencji w transporcie wzrosła o 134 proc. To absolutny rekord wśród wszystkich branż, bo w będącej na drugim miejscu telekomunikacji wzrost ten wyniósł 84 proc., a w medycynie - 40 proc.

Pandemia skłania nas do przemyśleń, czy przed nią nie żyliśmy w zbyt dużym tłoku. Wielu analityków prognozuje, że branża sprzedaży przez Internet zyska kosztem tradycyjnych sklepów, gdzie ryzykujemy kontakty z nieznanymi ludźmi. A dla dostaw produktów do klienta idealnym narzędziem może być dron. W ten sposób za każdym etapie - zakupów i dostawy - zmniejsza się liczba kontaktów twarzą w twarz, a więc także maleją ryzyka.

Automatyzacja i autonomizacja transportu to proces, który trwa już od lat - twierdzą eksperci PIE. Wprowadzenie autopilotów w samolotach czy ograniczników prędkości w autach to pierwsze kroki, które zrobiliśmy już dawno temu. Pewne jest, że po pandemii prace te będą przyspieszać.  

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | kryzys gospodarczy | branża transportowa | transport

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama