Reklama

Kryzys po pandemii może potrwać 40 lat lub dłużej

Kryzys gospodarczy spowodowany pandemią koronawirusa może potrwać znacznie dłużej niż kryzys zdrowotny, a jego skutki mogą wybiegać poza 2060 rok. To dlatego, że pandemia wyżłobi w naszym myśleniu głębokie blizny. Jeśli sprawy pójdą źle, USA mogą stracić w ciągu 40 lat nawet 188 proc. swojego PKB. Dlatego trzeba unikać bankructw firm - sugerują ekonomiści.

Podobnie jak infekcja koronawirusem pozostawia w płucach głębokie blizny i zmiany do końca życia, tak kryzys gospodarczy wywołany przez pandemię pozostawi "blizny" w naszym myśleniu. Takie wnioski wynikają z badań przeprowadzonych przez troje amerykańskich naukowców Juliana Kozlowskiego, Laurę Veldkamp i Venky’ego Venkateswarana podczas niedawnej zdalnej konferencji bankierów centralnych w Jackson Hole.

Reklama

Ich prezentacja zrobiła potężne wrażenie. Julian Kozłowski pracuje w amerykańskim banku centralnym Fed w St. Louis, Laura Veldkamp jest profesorem finansów na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku, a Venky Venkateswaran - profesorem ekonomii w nowojorskiej Stern School of Business.

- Naszym celem (...) jest ilościowe określenie długoterminowych skutków kryzysu COVID wynikających z efektu bliznowacenia przekonań, czyli wynikający z odkrycia, że pandemie są bardziej prawdopodobne, niż sądziliśmy - napisali naukowcy w badaniach opublikowanych ostatnio przez Fed.

- Największy koszt ekonomiczny pandemii (...) może powstać, jeśli zmienią się zachowania na długo po ustąpieniu bezpośredniego kryzysu zdrowotnego. Powodem tak długotrwałego efektu jest bliznowacenie przekonań - dodali ekonomiści.

Nie będzie jak dawniej

Teraz jeszcze się pocieszamy - pandemia w końcu minie, wynaleziona zostanie szczepionka, populacja zyska odporność, a ludzie wrócą do pracy. Będzie "jak dawniej", a gospodarka znowu się rozkręci, bo firmy zaczną inwestować, a konsumenci - kupować. Nic bardziej mylnego - twierdzą naukowcy. Takie patrzenie w przyszłość nie bierze pod uwagę "efektu blizn". A te - wyryte przez pandemię w naszych przekonaniach - mogą być bardzo głębokie.

Aby zrozumieć dobrze całą sprawę związaną z "efektem blizn", trzeba powiedzieć trochę o metodzie. Kiedy ekonomiści próbują odgadnąć przyszłość, kierują się prawdopodobieństwem zdarzeń, jakie mogą wystąpić. Normalny rozkład prawdopodobieństwa przypomina rysunek węża, który połknął słonia. Najbardziej prawdopodobne są oczywiście zdarzenia występujące tam, gdzie słoń, znajdujący się w brzuchu węża, ma łeb i tułów. Najmniej prawdopodobne są te, gdzie wąż ma łeb i ogon. Te najmniej prawdopodobne nazywa się nawet "zdarzeniami ogonowymi". Ale to ich wystąpienie właśnie powoduje najgłębsze blizny.

Dodajmy do tego, że to właśnie na "zdarzeniach ogonowych" koncentruje się uwaga mediów. To, że pies pogryzł człowieka nie jest dla nich godne uwagi, bo zdarza się, że psy gryzą ludzi. Prawdziwym newsem byłby przypadek wyjątkowo rzadki, gdyby to człowiek pogryzł psa. Wskutek zainteresowania mediów "zdarzenia ogonowe" mogą do naszej świadomości docierać częściej niż te, które występują zgodnie z największym prawdopodobieństwiem. 

Do czego mogą doprowadzić "zdarzenia ogonowe"?

Na przykład do takiego kryzysu, jaki wybuchł w latach 2007-2009. Wcześniej też nikt go się nie spodziewał, uważano go za mało prawdopodobny, a światową gospodarką na kilka lat zatrząsł właśnie splot takich zdarzeń.    

- Pandemia nauczyła nas, że ryzyko było większe, niż myśleliśmy. To właśnie ta nowo odkryta wiedza ma długotrwały wpływ na wybory ekonomiczne - napisali Julian Kozlowski, Laura Veldkamp i Venky Venkateswaran.

- Bez względu na to, jaki masz pogląd na to, co wydarzy się w przyszłym roku, koszty tej pandemii będą znacznie większe, niż sugerują obliczenia w krótkim okresie - dodali.

W krótkim okresie nikt nie wie, co wydarzy się w gospodarce i jak silny będzie szok wywołany pandemią. Nie sposób oszacować, o ile spadnie PKB USA w 2020 roku. Ale okazuje się, że bez względu na to, jak głęboki będzie spadek w tym roku, efekty długoterminowe mogą bardzo silne. Największym problemem nie jest jednak głębokość aktualnej recesji, tylko trwale zmiany. A one zależą od tego, jak będą ewoluować nasze przekonania.  

Zdaniem naukowców sam szok spowodowany atakiem pandemii nie spowoduje tych długotrwałych efektów. Generalnie po kryzysach - na przykład po wojnach - inwestycje wracają z nawiązką, żeby wyrównać ubytki utraconego kapitału. Tym razem może być jednak inaczej. Zmniejszenie aktywności gospodarczej może być długotrwałe, a jego skutki mogą być odczuwalne do 2060 roku lub dłużej.

Na okres wychodzenia z kryzysu naukowcy przygotowali trzy scenariusze. Pierwszy zakłada krótką, choć głęboką recesję oraz odbicie gospodarki w kształcie litery "V". Według tego scenariusza USA stracą w długim terminie 65 proc. PKB licząc według zdyskontowanej wartości bieżącej netto. Jeśli kształt recesji będzie mniej korzystny - może to być 114 proc. PKB, a przy długotrwałej recesji - 188 proc. PKB. To tak jakby przez niemal dwa z najbliższych 40 lat amerykańska gospodarka nie wytworzyła dosłownie niczego.

Czemu straty mogą być aż tak wielkie?

Bo popandemiczny kryzys oznacza spadek produktywności. To widać najlepiej w usługach. Skoro ludzie zostają w domu fryzjerzy i kosmetyczki nie mają klientów. To jeszcze nie jest najgorsze, bo znacznie głębsza "blizna" spowodowana jest oczekiwaniami co do tego, że niższa produktywności będzie też w przyszłości. A jakie są takich przeświadczeń skutki?

Oczekiwania wyższej premii za ryzyko z zainwestowanego kapitału. A jeśli kapitał chce wyższej premii za ryzyko, to staje się droższy, co odstrasza firmy od inwestycji. Nawet wtedy, gdy nominalne stopy procentowe pozostają równie niskie, jak obecnie.

Drugi skutek, który powoduje "blizny" to starzenie się kapitału. Puste lokale po restauracjach, które zbankrutowały, puste pokoje w hotelach, kina, sale koncertowe, puste biura, bo pracownicy siedzą w biurach domowych - to kapitał, który nie jest wykorzystywany produktywnie, i który się "starzeje". Im więcej kapitału się "starzeje" i im dłużej, tym mniejsze są jego pracujące zasoby i tym bardziej kosztowna amortyzacja. 

W końcu wreszcie - powszechne bankructwa. Pogłębiają one erozję wartości ekonomicznej kapitału wynikającą już z początkowego szoku. Jeśli na przykład zbankrutują sklepy w centrum handlowym, to powierzchnia w nim wynajmowana będzie warta mniej. Jeśli zbankrutuje dostawca przedsiębiorstwa - będzie musiało ono podjąć kosztowne poszukiwania innego dostawcy lub wprowadzić kapitałochłonne zmiany w produkcji.

Mniej wartościowy kapitał okazuje się bardziej kosztowne dla inwestorów niż przejściowy spadek produktywności. Obniżenie wartości pracującego, czy też "starzejącego się" kapitału znaczy, że trzeba sięgać po jego nowe - i droższe - zasoby. Ale skoro kapitału jest mniej, to mniej potrzebuje pracy. Popyt na pracę maleje, rośnie bezrobocie i spada konsumpcja.  

Zdaniem naukowców, najważniejsze jest obecnie zapobieganie bankructwom przedsiębiorstw, bo one najbardziej zwiększają utratę wartości kapitału. Upadłości oznaczają także "trwałą separację" pracy i kapitału, a nie tylko przejściową, spowodowaną lockdownem. Zapobieganie im to zadanie dla polityki gospodarczej - uważają.

- Osiągnięcie jest większe niż ktokolwiek mógł to sobie wyobrazić - napisali.

Tylko, że polityka gospodarcza USA straciła już pole manewru. Biuro Budżetowe Kongresu wyliczyło właśnie, że zadłużenie rządu USA prawie podwoi się w ciągu najbliższych 30 lat i osiągnie 195 proc. PKB w 2050 roku.

Jacek Ramotowski

Dowiedz się więcej na temat: pandemia | PKB | kryzys gospodarczy | gospodarka | gospodarka światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »