Reklama

Kto może pracować na kwarantannie?

Pracownik, który jest na kwarantannie, ale nie jest chory, może wykonywać swoje obowiązki zdalnie. Decyzja należy do niego. Natomiast pracodawca, wbrew woli pracownika skierowanego na kwarantannę, nie może nakazać mu wykonywania pracy zdalnie. W dużo gorszej sytuacji są zleceniobiorcy - tłumaczy Monika Gładoch, kierownik Katedry Prawa Pracy Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, radca prawny.

Monika Krześniak-Sajewicz:  Według najnowszych informacji już ćwierć miliona Polaków jest na kwarantannie.  Kto spośród osób skierowanych na kwarantannę może wykonywać w tym czasie  pracę, jeśli jest to możliwe w formie zdalnej, a kiedy nie można tego robić?

Reklama

Monika Gładoch, kierownik Katedry Prawa Pracy Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, radca prawny:  - Pracownikowi skierowanemu na kwarantannę przysługuje za ten okres 80 proc. wynagrodzenia. Tę sytuację reguluje art. 92 par.1  Kodeksu pracy, który mówi o wynagrodzeniu pracownika do pracy wskutek choroby lub odosobnienia w związku z chorobą zakaźną.

- Natomiast pracownicy, którzy nie są chorzy,  czują się dobrze i nie mają na kwarantannie jednocześnie zwolnienia lekarskiego, mogą ustalić z pracodawcą świadczenie pracy, tyle, że w trybie zdalnym i wówczas za ten okres należy im się 100 proc. wynagrodzenia.

Czy to zależy od pracownika, który może sam zdecydować czy chce pracować zdalnie na kwarantannie czy też pracodawca może mu bez uzgodnienia zlecić wykonywanie obowiązków służbowych?

- To jest decyzja pracownika, który w takiej sytuacji może uznać, że podczas kwarantanny woli sobie odpocząć i pobierać 80 proc. wynagrodzenia, albo jeśli np. zależy mu na pobieraniu całkowitego wynagrodzenia, to może zdecydować się na wykonywanie pracy, ale tylko za zgodą pracodawcy. Natomiast pracodawca, wbrew woli pracownika skierowanego na kwarantannę, nie może nakazać mu wykonywania pracy zdalnie.

- Co ważne, w momencie, w którym pracownik stwierdza jednak, że jego stan zdrowia się pogorszył i czuje się chory, to nie tylko może, ale musi przerwać wykonywanie pracy zdalnej, bo nie ma gotowości do świadczenia pracy i wówczas powinien natychmiast uzyskać i przejść na zwolnienie chorobowe oraz oczywiście poinformować o tym natychmiast pracodawcę.

A jaka jest sytuacja osób wykonujących pracę w postaci zlecenia na podstawie umów cywilnoprawnych czyli umowy zlecenia czy o dzieło, a jak to jest w przypadku tzw. samozatrudnionych?

- W przypadku przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą przewidziane jest świadczenie chorobowe,  na podobnych zasadach, jak w przypadku pracowników. W gorszej sytuacji są ci zleceniobiorcy, którzy nie opłacili składek. Wtedy nie mają prawa do świadczenia. Ci zleceniobiorcy powinny zrobić wszystko, żeby umówić się ze zleceniodawcą na pracę zdalną, ale oczywiście to nie zawsze będzie możliwe, bo zależy od rodzaju pracy. To jest jeden z głównych powodów ukrywania przez takie osoby faktu, że mieli kontakt z kimś zakażonym. Powodem jest  strach przed utratą kontraktu, utraty wynagrodzenia za usługę czyli de facto utraty źródła zarobków.

- Dochodzi do sytuacji, że takie osoby proszą o niepodawanie do Sanepidu ich nazwisk, właśnie w obawie przed utratą pracy.  To jest jeden z poważniejszych problemów związanych z pandemią, bo kierowca czy pośrednik handlowy nie ma możliwości wykonywania swojej pracy na kwarantannie, a często nie ma zabezpieczenia socjalnego w postaci wynagrodzenia za sam okres kwarantanny tak jak jest to w przypadku osób zatrudnionych na umowie o pracę, którzy mają ubezpieczenie obowiązkowe.

- Jeśli na kwarantannę zostanie wysłany kierowca na umowie o pracę,  to traci za ten okres 20 proc. wynagrodzenia, ale jak dotyczy to kogoś kto świadczy usługę podstawie umów cywilnoprawnych i nie jest ubezpieczony, nie otrzyma wynagrodzenia za ten okres.

To często występująca sytuacja?

- To duża skala zjawiska, szczególnie wśród osób na umowach cywilnoprawnych i wśród osób pracujących na czarno.

- Natomiast w kontekście przymusowej kwarantanny warto zwrócić uwagę na sytuację pracodawców, bo są firmy, w których 50 proc. czy 80 proc. załogi jest odizolowanych w związku z kontaktem z zakażonym. W przypadku firm produkcyjnych to jest bardzo trudna sytuacja, bo pracodawca płaci wówczas 80 proc. wynagrodzenia pracownikom, którzy nie świadczą pracy, a firma w zasadzie nie ma możliwości prowadzenia działalności. Przypomnijmy, że pracodawcy pokrywają koszt zwolnienia pracownika przez 33 dni, a dopiero po tym okresie zaczyna za nie płacić ZUS.

- Problem jest coraz bardziej palący, bo w związku z rozwojem pandemii coraz szersze grupy są kierowane na kwarantannę. Należałoby się zastanowić nad jakąś formą pomocy czy rekompensaty kosztów pracodawców.

- Tym bardziej, że jest ryzyko przenoszenia wirusa przez dzieci w szkołach i w momencie, gdy w którejś placówce pojawia się COVID, wówczas całe rodziny są kierowane na kwarantannę, a to w małej miejscowości może oznaczać zaprzestanie działalności przez zakład pracy, który często jest tam głównym pracodawcą.

Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »