Reklama

Kto zarobi na Kosowie?

W Europie powstaje państwo, które w ciągu trzech dni istnienia zdążyło skłócić największe mocarstwa świata i pokazać Unii Europejskiej, jak jest niejednolita.

W Europie powstaje państwo, które w ciągu trzech dni istnienia zdążyło skłócić największe mocarstwa świata i pokazać Unii Europejskiej, jak jest niejednolita.

Wiadomo, która gospodarka zarobi na niepodległości Kosowa, a która może na niej stracić. Choć może szansą na pobudzenie koniunktury jest nie tyle niepodległość, ile dążenie do niej za wszelką cenę. Cenę, w którą wliczony jest handel bronią i obecność wojsk sił międzynarodowych na terytorium Kosowa. Problem możliwego konfliktu na Bałkanach jest jednak jako żywo związany z gospodarką, bo dotyczy bezpośrednio Unii Europejskiej - Słowenia jest krajem unijnym, Serbia jest (przynajmniej oficjalnie) państwem aspirującym do UE, zaś Czarnogóra, także aspirująca do UE - do niedawna jeszcze w konfederacji z Serbią a dziś niezależna republika uznała euro za swój środek płatniczy. Nie sposób także pominąć Albanii, która też chce się znaleźć w Unii i otwarcie popiera Kosowo, deklarując przy tym chęć przyszłego zjednoczenia się z republiką.

Reklama

To ostatnia niedziela?

I wojna światowa też rozpoczęła się w związku z zamieszaniem na Bałkanach. Iskrą był dokonany przez Serba zamach na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie 28 czerwca 1914 r. W 2008 roku jedna z dzielnic Serbii proklamuje niepodległość. Dzielnica, która formalnie pozostaje częścią Republiki Serbii i protektoratem ONZ, lub - zmieniając terminologię - państwo, które doprowadziło do powstania egzotycznej koalicji rosyjsko-hiszpańsko-chińsko-kanadyjskiej.

Kosowo z gospodarczego punktu widzenia nie ma szczególnego znaczenia na mapie świata. Nie ma tam złóż ropy naftowej ani mających znaczenie na arenie międzynarodowej zakładów przemysłowych. Mimo to pozycja kraju okazała się w ostatnich dniach wyjątkowo istotna.

Zaraz po ogłoszeniu niepodległości w niedzielę 17 lutego serbskie władze skierowały akt oskarżenia przeciwko prezydentowi Kosowa Fatmirowi Sejdiu, premierowi Hashimowi Thaci (skazanemu na 10 lat więzienia za terroryzm dawnemu liderowi Wyzwoleńczej Armii Kosowa) i przewodniczącemu parlamentu Jakupowi Krasniqi za zorganizowanie proklamacji fałszywego państwa na serbskim terytorium. Zdaniem rządu Serbii ogłaszając niepodległość Kosowa, trzej przywódcy popełnili przestępstwo przeciwko konstytucyjnemu porządkowi i bezpieczeństwu kraju. Dalej wydarzenia toczą się jak w dobrym filmie political fiction.

Parlament Republiki Serbskiej na nadzwyczajnym posiedzeniu jednogłośnie anuluje proklamację niepodległości zbuntowanego terytorium, uznając tę proklamację za naruszanie integralności terytorialnej i suwerenności kraju. Za uchwałą głosują wszyscy obecni na sesji posłowie. Ale w tym samym czasie w kilkudziesięciu stolicach rządy i parlamenty zaczynają oficjalnie uznawać niepodległość Kosowa - w tym dwa mocarstwa gospodarcze, czyli Stany Zjednoczone i Francja. O uznaniu niepodległości Kosowa informuje także David Blunt, przedstawiciel królowej brytyjskiej, aby chwilę potem przekazać listy uwierzytelniające oraz - w imieniu rządu Wielkiej Brytanii - listy potwierdzające zamiar uznania Kosowa za kraj suwerenny i niepodległy.

- Republika Turcji postanowiła uznać niezależność Republiki Kosowa - oświadcza krótko szef tureckiej dyplomacji Ali Babacan. Uznanie niepodległości Kosowa przez Turcję ma ogromne znaczenie, ponieważ Imperium Osmańskie panowało nad Bałkanami, w tym Serbią kilkaset lat, a prawosławni Serbowie do dzisiaj opłakują swoją klęskę zadaną im przez Turków w XIV w. na Kosowym Polu, położonym w środku Kosowa.

Również australijski minister spraw zagranicznych Stephen Smith deklaruje, że jego rząd uzna decyzję narodu Kosowa, zapowiadając rychłe nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Prisztiną. - Belgia ma zamiar uznać niepodległość Kosowa - oświadcza w Brukseli belgijski minister spraw zagranicznych Karel De Gucht. Zaraz po nim o podobnym zamiarze informują ministrowie spraw zagranicznych Finlandii i Danii. Jednak fińskie MSZ zapowiada, że samo uznanie potrwa kilka tygodni, zaś szef duńskiej dyplomacji Per Stig Moeller oświadcza, że jego kraj uzna niezależność nowego państwa w Europie najpóźniej 22 lutego. W ślad idą pozostałe kraje skandynawskie.

Uznanie niepodległości Kosowa potwierdza także niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier i Iwajło Kałfin, wicepremier i szef dyplomacji Bułgarii. Choć Bułgar uczciwie zaznacza, że uznanie suwerenności republiki nie nastąpi szybko. Wcześniej rząd tego kraju będzie śledził rozwój sytuacji w Kosowie i pilnował, aby Prisztina przestrzegała praw mniejszości wobec Serbów. Uznanie nowego państwa deklarują również Włosi i inne kraje Europy. Ale na tym dobre wiadomości się kończą.

Koalicja zaniepokojonych

Na świecie zawiązuje się dość niespotykana koalicja krajów, które dotychczas nie darzyły się sympatią, w najlepszym przypadku nie współpracując z sobą. - Rumunia uznaje jednostronne proklamowanie niepodległości Kosowa za działanie nielegalne - oświadcza prezydent Rumunii Traian Basescu. Słowacja także "nie widzi możliwości" uznania niepodległości Kosowa, co wynika z lakonicznego oświadczenia ministra spraw zagranicznych Słowacji Jana Kubisza.

- Nie uznamy nigdy niepodległości Kosowa - w podobnym tonie oznajmia minister spraw zagranicznych Cypru Erato Kozaku-Markullis. Rząd Cypru obawia się, aby secesja serbskiej prowincji zamieszkanej przez albańską większość nie została wykorzystana jako precedens przez Turków cypryjskich, których państwo na północy Cypru uznaje jedynie Ankara. Również rząd Mołdawii, która stoi w obliczu separatyzmu Naddniestrza, uznał w poniedziałek proklamację niepodległości przez Kosowo za czynnik destabilizacji w Europie. Miguel Angel Moratinos, szef MSZ Hiszpanii także odmawia uznania jednostronnej deklaracji. - Do jej uznania nie ma międzynarodowych podstaw prawnych - wyjaśnia. Hiszpanie wiedzą, co robią. Uznanie Kosowa mogłoby się dla nich skończyć separacją Kraju Basków, a więc antypaństwową rewolucją niemal w sercu Unii Europejskiej.

Najdalej idą jednak politycy rosyjscy. Rada Federacji i Duma Państwowa, dwie izby parlamentu Rosji, dzień po niepodległościowej deklaracji wydają wspólne oświadczenie, w którym potępiają proklamowanie niepodległości przez Kosowo. Rosyjscy deputowani i senatorowie oceniają ten akt jako pogwałcenie jednej z fundamentalnych zasad prawa międzynarodowego, czyli nienaruszalności integralności terytorialnej państw.

Informując o oświadczeniu, przewodniczący Dumy Borys Gryzłow zauważa, że w wypadku jednostronnego proklamowania przez Kosowo niepodległości świat ma do czynienia z niebezpiecznym precedensem. - Tylko polityczna krótkowzroczność nie pozwala dostrzec, że kosowski separatyzm będzie podpałką dla wielu tlących się konfliktów w Europie i świecie - wyłuszcza. - Nieposzanowanie suwerenności i integralności terytorialnej państw nieuchronnie doprowadzi do zmiany granic, co w ostatecznym rachunku odbije się na całym systemie międzynarodowego bezpieczeństwa.

Żadne państwo - protektorat

Rosjanie mają się czego obawiać. Na precedens kosowski czekały rządy Abchazji i Osetii Południowej, które chcą się zwrócić do Rosji, Wspólnoty Niepodległych Państw oraz ONZ z prośbą o uznanie ich niepodległości. O uniezależnieniu się od silniejszego hegemona od dwóch dekad marzą także Czeczeni uwikłani w wyniszczającą ich naród wojnę z Rosją. Rosja dysponująca prawem weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ przestrzega organizację przed oficjalnym poparciem Kosowa. A w telefonicznej rozmowie z sekretarz stanu USA Condoleezzą Rice, rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow mówi wprost, że cała sytuacja destabilizuje międzynarodową sytuację polityczną i gospodarczą. Rosjanom wtórują Chiny, które mają swoje wcale niemałe kłopoty z Tajwanem uważającym się za niezależne państwo i Tybetem od lat walczącym o niepodległość bądź przynajmniej daleko posuniętą autonomię.

Tajwan, nawiasem mówiąc, uznał niepodległość Kosowa trzy dni po deklaracji i obradach tamtejszego parlamentu. W komunikacie z właściwym dla Azjatów romantyzmem rząd Tajwanu napisał: "Republika Chińska formalnie uznała niepodległość Kosowa z natychmiastowym skutkiem", między wierszami deklaruje nawiązanie z nowym państwem formalnych więzi dyplomatycznych, utrzymywanych obecnie jedynie z 23 krajami świata.

Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-Moon studzi dyskusje na temat Kosowa i przypomina, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego i zgodnie z rezolucjami ONZ Kosowo, choć jest częścią Serbii, od 1999 roku posiada faktyczny status protektoratu międzynarodowego. Decyzji odnośnie ewentualnej zmiany statusu Kosowa nie udało się uzgodnić na forum ONZ.

Komu wojna?

Ale skoro faktycznie prawo międzynarodowe nie uznaje Kosowa, dlaczego największe mocarstwa Zachodu przyjmują fakt ogłoszenia niepodległości przez część uznawanego przez międzynarodową opinię kraju? Być może dlatego, że sąsiadująca z Kosowem Albania deklaruje daleko posuniętą współpracę w przyszłości, uczestnictwo w strukturach NATO i wejście do Unii Europejskiej. To znacznie wzmocni pozycję Amerykanów w Europie i na Bliskim Wschodzie. Poza tym ich wojska stacjonują już na Bałkanach.

- A na ewentualnej wojnie zawsze zarabiają ci, którzy są na miejscu - mówi Andrzej Sadowski, wiceszef Centrum im. Adama Smitha. - Gdyby wybuchła wojna, to wszystkie zaangażowane w nią gospodarki mogłyby zarabiać na sprzedawaniu broni stronom konfliktu. Na razie jednak możemy mówić wyłącznie o konflikcie lokalnym, który wpływ na gospodarkę będzie miał niewielki. Oczywiście pod warunkiem, że nie rozwinie się na całe Bałkany. Choć jego ostateczny wpływ na światową gospodarkę będzie zależny od wielu czynników i ostatecznego biegu wypadków. Każdy konflikt jest wykorzystywany do spekulacji np. cen paliw. I tak, jeśli działania Kosowa i Serbii wymkną się spod kontroli ceny paliw wzrosną z pewnością. Tak więc na bałkańskich niepokojach zarobią z pewnością producenci ropy naftowej i broni, czyli USA, kraje arabskie, Izrael i Rosja.

Zdaniem Sadowskiego obecne protesty części państw wynikają z ich interesów politycznych, podobnie zresztą jak szybkie uznania przez dyplomacje innych krajów. Nie powinno to jednak w żaden sposób przeszkadzać w funkcjonowaniu nowego kraju, który w ten czy w inny sposób będzie istniał.

Wiadomo już, że Serbia przestanie się starać o przyjęcie do Unii Europejskiej. Minister spraw zagranicznych Serbii Vuk Jeremić wyraził w Strasburgu wątpliwości co do przyspieszenia integracji swego kraju z UE, ze względu na gotowość uznania niepodległości Kosowa przez większość państw Unii. Jeremić, który występował na forum Komisji Spraw Zagranicznych PE, wygłosił emocjonujące przemówienie, słysząc od wielu eurodeputowanych słowa zrozumienia, a nawet zbierając oklaski. Przede wszystkim usłyszał od nich apele, aby Serbia nie izolowała się i nie odrzucała swej europejskiej perspektywy, czyli przyszłego członkostwa w Unii Europejskiej. Jeremić apelował o wznowienie w ramach ONZ negocjacji w sprawie Kosowa i złożył deklarację, że Serbia nigdy nie pogodzi się z utratą Kosowa i w związku z tym zawetuje przyjęcie Kosowa do ONZ i do OECD.

PAWEŁ PIETKUN

Gazeta Bankowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »