W marcu tego roku UBS przejął za 3 miliardy franków swojego największego rywala - Credit Suisse. Zrobił to pod naciskiem władz Szwajcarii. Urzędnicy i administracja obawiali się, że drugi co do wielkości bank w kraju upadnie w obliczu rosnącej paniki na rynkach. Ich zdaniem, obawy miały dotyczyć zdolności pożyczkodawców do poradzenia sobie z rosnącymi stopami procentowymi. Kilka miesięcy później, w sierpniu, UBS podał, że planuje w pełni wchłonąć stuletnią instytucję finansową i zwolnić co najmniej 30 proc. zatrudnionych - ponad 3 tysiące osób.
Credit Suisse będzie znikać trzy lata
Logo banku nie zniknie z dnia na dzień, będzie wycofywane stopniowo. - Marka Credit Suisse zniknie w biegiem czasu. Do 2026 roku może istnieć tylko na niektórych rynkach - powiedział Sergio Ermotti gazecie Le Temps. Zgodnie z założeniami UBS, za trzy lata ma zostać zakończona integracja Credit Suisse. Do tego czasu największy, szwajcarski bank planuje redukcję kosztów brutto o około 10 miliardów dolarów (8,8 miliarda franków) – wynika z wrześniowego komunikatu UBS. Wtedy też bank poinformował, że marka Credit Suisse zostanie utrzymana do czasu zakończenia migracji klientów.
Wszystko przez skandale
Przez lata drugiemu, szwajcarskiemu bankowi towarzyszyły skandale. W lutym 2021 r., po analizie raportu z audytu wykonanego przez zewnętrzną firmę, Financial Times napisał, że "Credit Suisse przez lata ignorował naruszenia przepisów przez jednego z czołowych bankierów. Okradał klientów-miliarderów i lekceważył dyrektywy dotyczące przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy".
W poniedziałek Bloomberg News poinformował, że logo Credit Suisse zostało już usunięte z londyńskiego budynku, w którym mieści się jego siedziba. Za tydzień UBS ma opublikować wyniki za trzeci kwartał. Wtedy też - twierdzą eksperci - inwestorzy i analitycy dowiedzą się więcej na temat planów związanych z działalnością Credit Suisse.
ew












