Mateusz Szczurek: Kwota wolna od podatku to fetysz. Tępy i drogi instrument

Nie będzie podwyższenia kwoty wolnej od podatku? Sprzeciwia się temu minister finansów. - Kraje, które mają wyższą kwotę wolną od podatku, mają również kilkaset razy wyższy podatek do nieruchomości - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM Mateusz Szczurek.

Mateusz Szczurek opowiadał w RMF FM o planach rządu - głównie domniemanych - i zadeklarował, że nie będzie startował w jesiennych wyborach parlamentarnych.

Konrad Piasecki: Wcieli się pan w rolę przedwyborczego świętego Mikołaja?

Mateusz Szczurek: - To nie jest nigdy rola ministra finansów.

Chociaż mogłaby być kusząca dla ministra finansów.

- To zawsze jest kusząca rola, ale to zupełnie nie ta branża.

Partie rządzące i pani premier tego właśnie będą od pana w najbliższych miesiącach oczekiwać.

Reklama

- Będą oczekiwać, ale także oczekują podstawowego wykonywania mojej pracy, to jest zmieszczenia tych kierunków pracy, działań rządu, w ramach rygorów budżetowych. I to jest zawsze rola ministra finansów.

No tak, ale ten rygor zawsze można troszeczkę poluźnić - wzorem tych, którzy chcą właśnie rozdawania.

- W ramach obowiązujących reguł zapisanych w ustawie o finansach publicznych i w ramach rozsądku budżetowego, to się zawsze sprawdza.

Najpopularniejszy pomysł tej kampanii już teraz to podniesienie kwoty wolnej od podatku. Pan jest za?

- Za każdym razem, kiedy słyszę, że kwota wolna od podatku jest w Polsce niska...

Bo przyzna pan, że jest niska.

- ...to przypomnę również, że po pierwsze, przeciętne podatki płacone przez Polaków to jest połowa nominalnej stawki. 18 proc. płatników płaci zerowy podatek, a ponad 30 proc. dorosłych Polaków w ogóle nie płaci żadnego podatku. To daje pewną perspektywę dla tych, którzy twierdzą, że kwota wolna od podatku jest niska, bo to jest jeden element, wycineczek naszego systemu podatkowego.

Czyli uważa pan, że to jest jakiś mit tej kwoty wolnej?

- Uważam, że jest to jakiś fetysz kwoty wolnej, dlatego że jest to kawałek - wcale nie najważniejszy - systemu podatkowego w Polsce. Te kraje, które mają wyższą kwotę wolną, mają kilkaset razy wyższe podatki od nieruchomości. Podatek katastralny w zamian za wyższą kwotę wolną? Proszę bardzo. Ale tego już nie słyszymy.

Ale to tym bardziej skoro to jest fetysz, to właśnie oswoić ludzi z tym fetyszem i podwyższyć tę kwotę wolną, żeby sprawdzili i zobaczyli, czy tak naprawdę ta kwota wolna im jakoś rażąco podniesie dochody.

- Razem z obniżeniem wydatków publicznych czy razem z podwyższeniem innych podatków? To tak nie działa, a tak to funkcjonuje w krajach, w których ta kwota jest wyższa.

Czyli marzeniom o podwyższeniu tej kwoty wolnej od podatku, snute przez partie rządzące i partie opozycyjne, mówi pan absolutne nie?

- Wszystkie zmiany, które będą dokonywane w podatkach na 2016 rok, będą się mieścić w regułach budżetowych i regułach wytyczonych przez ustawę o finansach publicznych, a więc regułę wydatkową.

A w tejże regule może się zmieścić podwyższenie kwoty wolnej, czy nie?

- Wszystko zależy od skali, wszystko zależy od tego, co robimy z wydatkami, ale pozostaje też kwestia, co chcemy osiągnąć przez zmiany w podatkach. Jakie są wady polskiego systemu podatkowego? Ja bym wskazał dwie. Jedna to jest wyjątkowo niska progresywność, czyli coś takiego, że dla osoby średnio zarabiającej, czy lepiej zarabiające podatki i składki są bardzo, bardzo niskie w porównaniu do wszystkich krajów rozwiniętych. A jednocześnie one nie są aż takie bardzo niskie dla osób mało zarabiających. I to jest jedna wada systemu. A druga jest taka: to jest rozstrzelenie wysokości obciążeń składkowo-podatkowych pomiędzy różnymi rodzajami świadczonej pracy.

Panie ministrze, ale gdybyśmy odegrali scenkę, ja jestem panią premier, a pan jest tym, kim pan jest. I przychodzę do pana i mówię: panie ministrze, w tym sezonie politycznym obowiązuje nas pogoda na podwyższenie kwoty wolnej od podatku. O ile możemy to zrobić?

- To ja bym raczej zachęcał panią premier do trochę innych rozwiązań, niż kwota wolna od podatku, która jest tępym instrumentem, tzn. drogim i niekoniecznie przekładającym się na te efekty społeczne i poprawę systemu podatkowego. Podam przykład jeszcze jeden. W 2014 roku zostały zmodyfikowane ulgi na dzieci. I tym samym dla osób z dziećmi, zarabiających wcale nie tak źle, jak trzy tysiące na osobę z trójką dzieci, takie rodziny nie płacą w ogóle podatku dochodowego. To jest gigantyczna kwota wolna, ale nie dla wszystkich.

Czyli mówi pan: idźcie tą drogą raczej. Raczej precyzyjne ulgi, niż szerokie kwoty wolne.

- Kolejny przykład - VAT. Dlaczego mamy tak wielki rozstrzał stawek VAT w Polsce? 23, 7...

Właśnie, dlaczego? To pan jest ministrem finansów.

- Dlaczego te dyskusje o stawkach VAT zawsze są bardzo, bardzo gorące? No dlatego, że ich celem - teoretycznym przynajmniej - jest poprawianie czy ułatwianie sytuacji gorzej zarabiających. Ale to jest bardzo - znów - tępy instrument i bardzo drogi, dlatego że poprawia to sytuację wszystkich - zarówno lepiej zarabiających, jak i gorzej zarabiających, komplikując system.

To mówi pan: "kwota wolna to słaby pomysł" - a zapomoga dla biednego emeryta? "Dziennik Gazeta Prawna", ale też pani premier wczoraj sugerują, że jest taki pomysł. Zgodzi się pan na to? 400 złotych we wrześniu dla każdego emeryta z niższą emeryturą.

- O konkretach zmian - tak jak powiedziałem - to są najbliższe miesiące, kiedy je wszystkie poznamy, więc nie będę ich dzisiaj ujawniał.

Ale jest taki pomysł zapomogi.

- Zwrócę uwagę na jeden problem, który mamy z systemem waloryzacji emerytur i rent. Problem, z którym zderzyliśmy się w zeszłym roku pierwszy raz bardzo mocno. W przypadku ekstremalnie niskiej inflacji albo deflacji jak w tym roku waloryzacja - nawet jeżeli realnie ona nie jest wcale mniejsza niż w czasach, kiedy wynosiła 70, 80, 100 złotych, bo przecież zachowuje i zwiększa realną wartość świadczeń - w takim przypadku one są nominalnie bardzo małe, co jest zarówno medialnie, jak i praktycznie niełatwe do obrony - nawet jeżeli sensowne.

Czyli jest pan zwolennikiem takiej zapomogi.

- To zależy od reszty systemu waloryzacji świadczeń i tego, na co nas będzie stać w tym i następnym roku.

A stać nas na taką zapomogę?

- Jaką? Bo ja widzę jakieś 400 złotych wielkie, wydrukowane na pierwszej stronie "Dziennika Gazety Prawnej"...

5 milionów emerytów dostaje 400 złotych we wrześniu. Stać nas na to?

- Dlaczego pięć? Dlaczego nie trzy, dlaczego nie dwa? To wszystko jest kwestia wykalibrowania ewentualnego systemu, ale tak jak powiedziałem: ja go dzisiaj nie będę ogłaszał.

Zamierza pan wystartować w tych wyborach?

- Absolutnie nie.

Przygoda z polityką dwuletnia i koniec?

- "Przygoda z polityką"... polityka ma wiele wymiarów. Każdy, kto udziela się np. w lokalnej społeczności, też jest w jakiejś mierze politykiem. Pan jest politykiem, bo pełni pan funkcję społeczno-polityczną.

Ale rozumiem, że kariera parlamentarna pana nie interesuje, a jeśli chodzi o karierę rządową - to zobaczymy, jakie będą rozstrzygnięcia wyborcze, tak?

- Tak właśnie będzie. Kariera parlamentarna mnie nie interesuje, nie startuję w wyborach.

Jeśli Grecja ogłosi niewypłacalność i wypadnie ze strefy euro, bardzo nas boleśnie poranią odłamki?

- Wierzę, że nie. W przypadku tak dramatycznych scenariuszy niczego w pełni nie da się wykluczyć, dlatego tak trzeba prowadzić politykę państwa, żeby być zabezpieczonym na wszelki wypadek.

Grecy czują, co się święci, wycofują pieniądze z banków, albo wyprowadzają je jakoś za granicę - pan się boi takiego scenariusza i u nas? Że ludzie się rzucą do banków, bo nie wiadomo, jaka jest sytuacja?

- Ta sytuacja jest zupełnie inna niż w Grecji....

Oczywiście, my ze strefy euro nie wypadniemy, bo nigdy do niej nie weszliśmy.

- Ze strefy euro nie wypadniemy, bo do niej nie weszliśmy, po drugie wzrost gospodarczy w Polsce jest 2 proc., a nie minus 20, tak jak w Grecji, mamy stabilny system bankowy, dobrze skapitalizowany, płynny, mamy Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który zabezpiecza depozyty itd. To jest zupełnie inny świat na szczęście.

Ale mamy też złotówkę, która w razie krachu strefy euro, czy problemów takich potężnych strefy euro, solidnie by dostała, prawda?

- Na początku tego roku, w czasie kiedy grecki kryzys wkraczał w nową fazę, bywało tak, że złoty się umacniał wobec euro. Polskie obligacje umacniały się, więc to pokazuje, że Polska jest troszkę w innej fazie rozwoju, nie jest już krajem rozwijającym się, doganiającym, tylko jest traktowana często jako kraj rozwinięty, który zyskuje na problemach innych.

Czyli co? Mówiąc Wyspiańskim: "Niech tam w Grecji wojna, a Polska wieś zaciszna i spokojna"?

- Oby, ale gdyby było inaczej, to będzie i tak bezpiecznie, bo mamy duże zasoby gotówkowe czy finansowe w Ministerstwie Finansów - emitowane obligacje na zapas, duże rezerwy walutowe, płynnie skapitalizowany system bankowy i stabilną gospodarkę.

A jeszcze słuchacze pytają - co się stało z 6,27 miliarda euro pożyczonymi 3 lata temu dla MFW dla ratowania Grecji? One wróciły?

- Jest to cały czas linia, którą mamy dla MFW, gdyby chciał z tego skorzystać, ale nie pożyczamy tych pieniędzy Grecji tylko Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu.

Ale pożyczyliśmy je?

- Nie, pozostawiamy tą możliwość, gdyby te pieniądze były potrzebne.

Ale mamy je na kontach cały czas swoich.

- Oczywiście, mamy na swoich kontach. Jeżeli chodzi o pożyczki, pożyczyliśmy pieniądze Islandii na przykład, która ostatnio zwróciła, na czym Polska zarobiła.

Konrad Piasecki

Więcej informacji ekonomicznych na RMF24.pl

Kwota wolna od podatku to mit? Dołącz do dyskusji!

RMF
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »