Morza i oceany to zbiornik paliwa

Wizja stworzenia paliwa na bazie wody wydaje się mrzonką z gatunku pustynnej fatamorgany. Jednak poszukiwanie "alchemicznej" formuły na równie cudowną, co zbawienną, przemianę H2O jest wciąż, o ile nie coraz bardziej, aktualne.

Po raz pierwszy o odważnym pomyśle na przemianę wody morskiej w paliwo świat usłyszał w 2012 r. za sprawą amerykańskiego NRL (Naval Research Laboratory), które podjęło się tego karkołomnego zadania. Motorem projektu było rosnące zapotrzebowanie na paliwo, które miałoby zasilać olbrzymie siły powietrzne i marynarkę wojenną Stanów Zjednoczonych, prowadzące operacje militarne na całym świecie.

Piętnaście tankowców pływa po oceanach, dostarczając siłom powietrznym i okrętom wojennym USA gigantyczne ilości paliwa. W dobie kryzysu energetycznego Amerykanie musieli znaleźć alternatywne rozwiązanie.

Reklama

Idea jest prosta: na pełnym morzu uzyskać JP-5, mieszankę opartą na nafcie i benzynie syntetycznej uzyskiwanej z węgla.

Paliwo syntetyczne jest wynalazkiem z lat 20. XX w. autorstwa niemieckich chemików - Franza Fishera oraz Hansa Tropscha. Z ich odkrycia skorzystali niemieccy naziści, rozpętując drugą wojnę światową. Laboratorium NRL od lat pracuje nad technologią pozyskiwania dwutlenku węgla i produkcji wodoru z wody morskiej, a następnie zamiany dwutlenku węgla oraz wodoru w węglowodory, z których można produkować paliwo.

Woda morska jest optymalnym źródłem podstawy dla tego procesu, gdyż dwutlenku węgla znajduje się w niej 140 razy więcej niż w powietrzu. Na litr wody morskiej przypada 100 miligramów CO2, ok. 3 proc. jest rozpuszczone w formie kwasu węglowego, 1 proc. stanowią węglany, natomiast pozostałe 96 proc. to wodorowęglany. Uzyskiwane w ten sposób paliwo w pełni zaspokoiłoby potrzeby amerykańskiej armii.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

W kwietniu br. NRL z dumą oświadczyło, że w ramach specjalnego programu - Office of Naval Research P38 wreszcie udało im się osiągnąć cel. Stworzona technologia wykorzystuje elektrolityczny moduł wymiany kationów (E-CEM), który pozwala na pozyskanie z wody morskiej aż do 92 proc. dwutlenku węgla.

Ważnym elementem tej technologii jest katalizator oparty na żelazie, który zdecydowanie zmniejsza obecność niepożądanego metanu, produkując węglowodory, będące w następnym etapie konwertowane, dzięki procesowi kontrolowanej polimeryzacji, w paliwo bazujące na alkanach C9 oraz C16. Skomplikowana procedura ma zostać udoskonalona na przestrzeni najbliższej dekady, a potem skomercjalizowana.

Dowodem rzeczowym, że technologia produkcji paliwa z wody morskiej nie jest żadną propagandą był pokaz inżynierów z NRL, którzy publicznie zaprezentowali przelot zdalnie sterowanej miniatury samolotu P-51 zatankowanego opisanym "koktajlem". Choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, na pewno robi spore wrażenie, zmieniając dotychczasowe spojrzenie na morskie otchłanie.

Michał Mądracki

Private Banking
Dowiedz się więcej na temat: chemia | paliwo
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »