Reklama

Możliwy wysyp oszustw po spisie

GUS i policja odnotowują przypadki wyłudzania danych na Narodowy Spis Powszechny. Oszuści dzięki uzyskanym w ten sposób informacjom mogą zaciągnąć kredyty czy ukraść pieniądze z konta - pisze we wtorek "DGP".

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

"Zdarzały się przypadki, gdy dzwoniłem do danej osoby w celu jej spisania, a ta informowała mnie, że przecież już rozmawiała z rachmistrzem i podała informacje w NSP. Takich sytuacji było wiele. Gdy wskazywałem, że w bazie respondent widnieje jako osoba niespisana, wówczas zgadzała się na spis. Czasem okazywało się wtedy, że np. pytania brzmią inaczej" - informuje w rozmowie z "DGP" rachmistrz.

Jak podaje gazeta fałszywi rachmistrzowie wypytywali o zarobki, majątek, dane z dowodu osobistego, konta w banku, a tych informacji biura spisowe nie zbierały podczas NSP. "Niektórzy respondenci zachowali czujność, przerywali takie rozmowy i prosili o dane osoby, która podaje się za rachmistrza - wtedy fałszywy ankieter rozpływał się w powietrzu" - czytamy.

Reklama

Według dziennika część osób mogła paść ofiarą oszustwa. "Ile? Nie ma takich statystyk. Komenda Główna Policji co prawda przyznaje, że odnotowuje przypadki oszustw na NSP, trudno jednak o dokładną liczbę, nie prowadzi bowiem odrębnej statystyki. Pokrzywdzone w ten sposób osoby są włączane do ogólnej liczby w rubryce: oszustwa" - pisze "DGP".

Dziennik wskazuje, że Główny Urząd Statystyczny również odnotowuje sygnały na temat podawania się za ankieterów przez osoby nieuprawnione w celu wyłudzenia danych. "Niestety, w trakcie spisu dotarły do nas informacje o próbach podszywania się pod rachmistrzów - telefonicznie czy podczas przeprowadzania wywiadów bezpośrednich" - mówi "DGP" rzecznik prasowa GUS Karolina Banaszek.

"Dziennik Gazeta Prawna" podaje, że oszuści szukali różnych metod wyłudzenia informacji. "Fałszywi rachmistrzowie nie tylko dzwonili, ale próbowali się też dostać do domów. Przykładowo do mieszkańca Włocławka domofonem zadzwoniła kobieta, mówiąc, że jest pracownikiem biura spisowego i przyszła w sprawie wypełnienia formularza.

Mężczyzna, nie podając kobiecie swoich danych, umówił się z nią na spotkanie w innym terminie, jednak nabrał wątpliwości, czy w rzeczywistości jest ona rachmistrzem. Sprawa trafiła na policję, która wszczęła postępowanie mające ustalić tożsamość tej osoby. Natomiast pod koniec NSP pojawił się problem z dodzwonieniem na infolinię spisową" - czytamy.

"Rachmistrzowie zaczęli więc podawać w internecie swoje indywidualne numery telefonów, aby ułatwić spis osobom, które jeszcze nie wywiązały się z tego obowiązku.

Bezpośredni kontakt pozwalał szybciej wypełnić formularz spisowy, nie trzeba było bowiem czekać w kolejce na infolinii czy na odzew ze strony rachmistrza. To jednak była bardzo ryzykowna praktyka, na którą nie było pozwolenia GUS. W ten sposób osoby nieuprawnione mogły z łatwością podszywać się pod rachmistrzów, by wyłudzić dane od respondentów" - dodaje dziennik.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »