Do podobnych wniosków doszli też naukowcy - uczestnicy unijnego programu obserwacji zmian klimatycznych Copernicus. Przekonali się, że począwszy od czerwca bite były nowe rekordy temperatury. A każdy kolejny miesiąc był najgorętszy w historii. Naukowcy zakładają, że rekordy pobiją również temperatury w listopadzie i grudniu.
Nie “El Niño”, tylko człowiek
Z wyjątkowymi upałami i pożarami lasów mierzyły się nie tylko kraje europejskie, ale też obu Ameryk. A we wrześniu fala wyjątkowego ciepła przeszła przez Australię, gdzie dopiero rozpoczęła się wiosna. – Możemy stwierdzić z całą pewnością, że rok 2023 będzie najcieplejszym rokiem w historii, obecnie o 1,43 st. Celsjusza powyżej średniej przedindustrialnej – podkreśla Samantha Burgess z programu Copernicus.
Wyjątkowo wysoka temperatura odczuwalna była nie tylko w powietrzu, lecz także na powierzchni mórz i oceanów. Rok 2023 to rok tzw. „El Niño” - zjawiska pogodowego, które powoduje wzrost temperatury na powierzchni wschodniego Pacyfiku. Naukowcy zapewniają jednak, że tegorocznych rekordów nie można wytłumaczyć wyłącznie „El Niño”. – To, co wydarzyło się w tym roku w Kanadzie, USA czy Europie, nie ma nic wspólnego z „El Niño”, lecz ze zmianami klimatycznymi spowodowanymi przez człowieka – zapewnia cytowany przez dw.com Carlo Buontempo, dyrektor programu Copernicus.
Zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych
Jego zdaniem, sytuacja jest jasna. Jednym z powodów tak ciepłego roku jest wysoka emisja gazów cieplarnianych, która jest efektem spalania paliw kopalnych. Według Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), w 2022 roku osiągnęła ona na całym świecie rekordowy poziom. Sama emisja CO2 była o połowę wyższa od poziomu przedindustrialnego. – Tegoroczne rejestracje temperatur są alarmem dla świata. Aby złagodzić niebezpieczeństwa związane z ocieplaniem się Ziemi, należałoby drastycznie ograniczyć emisję gazów cieplarnianych i to bardzo, bardzo szybko - zachęca Buontempo.
Tymczasem do końca tego roku emisja będzie rosła, bo duże spółki giełdowe spowalniają aktywność dekarbonizacyjną. Wykazała to analiza przeprowadzona przez MSCI - indeks, który śledzi określone grupy spółek giełdowych w zakresie konkretnych kategorii. Wynika z niej, że istnieje duże ryzyko, że zbyt wolne działania dekarbonizacyjne spowodują większą emisję gazów niż dozwolono w ramach celu klimatycznego. Zgodnie z nim, wzrost globalnej temperatury nie przekroczy 1,5 st. C. wobec czasów przedprzemysłowych.
Jest się czego bać
Obawy potwierdza najnowszy raport rocznego Programu Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP). Wynika z niego, że 20 państw-potentatów paliw kopalnych, m.in. Stany Zjednoczone, Chiny, Rosja i Zjednoczone Emiraty Arabskie, planują wydobyć do 2030 roku tyle ropy, gazu i węgla, że globalne ocieplenie może wzrosnąć nawet o dwa stopnie.
ew











