Reklama

Najgorsze scenariusze przewidują...

Trwający od dwóch tygodni kryzys parlamentarny na Ukrainie nie jest jeszcze zagrożeniem dla polskich inwestycji w tym kraju. Jednak najgorsze scenariusze przewidują, że gwałtownie będzie trzeba wycofywać stamtąd zainwestowany kapitał.

Polscy inwestorzy na razie w większości przyglądają się spokojnie sytuacji na Ukrainie. Tylko niektórzy wstrzymali oddech zakładając, że w najbliższych tygodniach będą musieli wycofać się z inwestycji przy możliwie najmniejszych stratach. Destabilizacja państwa osiągnęła martwy punkt, w którym jedna ze stron konfliktu będzie musiała ustąpić. Być może będzie to prorynkowy i prozachodni prezydent Wiktor Juszczenko, który oficjalnie mówi, że jest skłonny zmienić datę przedterminowych wyborów parlamentarnych i ogłosić je jesienią zamiast, jak już zdecydował, w maju. Ale jego ustępstwa dotyczą wyłącznie terminu nowych wyborów. Bo dyskusję na temat odwołania decyzji o rozwiązaniu tamtejszego parlamentu, którą ogłosił 2 kwietnia, uważa za niepotrzebną, zaś samą decyzję za nieodwracalną. Tymczasem kierowana przez premiera Wiktora Janukowycza prorosyjska koalicja Partii Regionów Ukrainy, socjalistów i komunistów uznała dekret za niezgodny z konstytucją. Jej deputowani nadal zasiadają w parlamencie i prowadzą obrady. Na ulicach Kijowa codziennie odbywają się coraz liczniejsze demonstracje zwolenników i przeciwników obu stron. Protestują już wszystkie siły polityczne Ukrainy, w tym opozycyjne wobec obu stron konfliktu Blok Julii Tymoszenko, Nasza Ukraina i ruch Ludowa Samoobrona byłego szefa MSW Jurija Łucenki.

Reklama

NA RAZIE BEZ ZAGROŻEŃ

Zdaniem analityków rynkowych sytuacja z punktu widzenia inwestorów zagranicznych jeszcze nie jest groźna, choć może już poważnie niepokoić.

- Ukraińcy pokazują, że są bardzo pragmatyczni - ocenia Zbigniew Sulewski, specjalista ds. rynków wschodnich z Centrum im. Adama Smitha. - Na razie zajmują się kryzysem politycznym, nie gospodarką. Jednak wszystko zależy od eskalacji wydarzeń. Jeśli jedna lub druga strona konfliktu zdecyduje się na rozwiązania siłowe, inwestorzy będą mieli powód do poważnych zmartwień. Bo z punktu widzenia zagranicznego kapitału najważniejsza jest stabilność i przestrzeganie prawa. Przy nieprzestrzeganiu prawa nie można porządkować polityki gospodarczej, a to już niebezpieczne.

- Na razie trudno oczekiwać bezpośrednich skutków tego kryzysu dla gospodarki - stwierdziła w rozmowie z "Gazetą Bankową" Anna Górska, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich. - Chociaż każda polityczna destabilizacja w jakimś stopniu przenosi się na sytuację gospodarczą, to jednak dynamicznie rozwijająca się gospodarka ukraińska ma takie rezerwy, by na razie nie zwracać uwagi na to, co się dzieje. Wszystko jednak zależy od tego, jak długo ten kryzys potrwa. Na razie jest stabilnie, widać tylko pewne spekulacyjne ruchy na lokalnych rynkach. Nie ma natomiast wyraźnych negatywnych tendencji na rynku walutowym czy finansowym, a są to obszary najbardziej wrażliwe, sektory które reagują jako pierwsze. Co jest w tej sytuacji zagrożeniem dla sytuacji makroekonomicznej na Ukrainie to fakt, że kryzys ten może ograniczyć zainteresowanie inwestorów, w szczególności zagranicznych, wchodzeniem na rynek ukraiński, ale nie sądzę żeby miał spowodować wychodzenie z tego rynku. To jeszcze nie jest moment, kiedy należałoby korzystne w sumie interesy na rynku ukraińskim zamykać i wyprowadzać kapitał. Oczywiście jednak ci, którzy dopiero zastanawiali się nad inwestycjami, teraz będą przeczekiwać do chwili ustabilizowania sytuacji. Kryzys może natomiast opóźnić wejście Ukrainy do WTO oraz oczekiwane reformy - nikt o tym nie myśli, skoro wszyscy zajmują się polityką, zwłaszcza że do reform nie skłania perspektywa wyborcza. Nie ma natomiast - przynajmniej na tym etapie - groźby destabilizacji gospodarczej, jakichś gwałtownych wahnięć czy negatywnych zjawisk na rynku finansowym. Większe znaczenie ma to, jak szybko strony konfliktu osiągną porozumienie niż to, która ze stron zdobędzie przewagę.

BANKOWY RAJ

Ukraina jest dla polskich inwestorów rajem inwestycyjnym. Tania siła robocza i względnie przyjazne prawo spowodowały, że swoje oddziały, filie lub spółki-córki otworzyło tam już kilkuset przedsiębiorców. Do tego coraz poważniej inwestują tam polscy finansiści. Ukraina jest tematem przewodnim zagranicznych planów czołówki polskich banków.

Dopiero co, bo z końcem marca Bank Pekao nabył za 84 mln euro 100 proc. akcji HVB Bank Ukraina, zgodnie z zapowiadaną wcześniej strategią wzmacniania swojej obecności na rynku ukraińskim. Inwestycja ta ma mieć charakter długoterminowy. Na rynku ukraińskim działa również drugi spośród największych polskich banków - PKO BP.

- Jesteśmy na Ukrainie od dobrych dwóch i pół roku i tu nic się nie zmieni - powiedziała "Gazecie Bankowej" Aldona Wojtczak, dyrektor zarządzający kierujący pionem rynku kapitałowego PKO BP. - Pod względem inwestycji zewnętrznych, a na Ukrainie są wszyscy inwestorzy z całej Europy Zachodniej, tendencja raczej nie zostanie zatrzymana. Natomiast wszyscy, którzy inwestują na tym rynku w instytucje finansowe, muszą się jakoś zabezpieczyć. Trzeba brać pod uwagę ryzyko - i wprowadzamy odpowiednie procedury reagowania, zabezpieczające przed tą sytuacją. Mamy bezpośredni kontakt z tamtejszym zarządem i on monitoruje wydarzenia. Trzymamy rękę na pulsie. Nie sądzę, by dalszy rozwój sytuacji zmienił tendencje jeśli chodzi o inwestycje kapitałowe. To nie jest jednak niewątpliwie sytuacja sprzyjająca i im szybciej się uspokoi, tym szybciej inwestorzy będą patrzeć na Ukrainę łaskawszym rokiem.

Przedstawiciele banków są zdania, że niezależnie od tego, czy na Ukrainie zdobędzie polityczną przewagę obóz prezydenta Juszczenki, czy też premiera Janukowycza, nie powinno to mieć negatywnego wpływu na zagraniczne inwestycje, ponieważ obaj adwersarze wspierają politykę otwarcia na zagraniczny kapitał. Zdaniem Artura Czyża, dyrektora departamentu inwestycji kapitałowych Pekao, z tego punktu widzenia wynik starcia między ukraińskimi politykami nie ma znaczenia.

W ciągu ostatniego półtora roku inwestorzy spoza Ukrainy - poza Polską z Włoch, Francji, Austrii, Szwecji, Czech, Węgier i Rosji - kupili na Ukrainie 12 banków. Sektor bankowy na Ukrainie posiada na razie w aktywach 47 mld euro (w Polsce jest to niemal 170 mld), a konto w banku ma zaledwie co piąty dorosły Ukrainiec. Jednak aktywa ukraińskich banków rosną o 20-30 proc. rocznie - rynek tego największego po Rosji europejskiego kraju ma więc wyjątkowo duży potencjał.

Dowiedz się więcej na temat: PZU SA | kryzys | Ukraina | przewidywać | tym | skok | inwestorzy | kryzys parlamentarny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »