Reklama

Napisz petycję

Politycy piszą ustawę, która zmusi ich nie tylko do odpowiadania na żądania i postulaty społeczeństwa. W skrajnych przypadkach może doprowadzić do tego, by zajęli się tym, do czego zostali powołani. O złudnych nadziejach związanych z nowym projektem pisze w dzisiejszym newsletterze Businesstoday.pl Marcin Cichoński, redaktor prowadzący Businesstoday.pl.

Internet jest idealnym miejscem do skrzykiwania się. Tu szybko można zrealizować zakupy grupowe, dostając zniżki do 70 proc. na zakup sushi albo na zabieg francuskiego manikiuru (czymkolwiek on jest). Można w internecie zwołać manifestację, można w jej efekcie obalić rząd, a nawet dyktaturę. Można wreszcie pisać petycje we wszystkich sprawach, jakie tylko nam przyjdą do głowy.

W popularnym serwisie Petitiononline.com złożono już 130 tys. petycji w niemal wszystkich językach świata. Że Polacy nie gęsi, w sieci pojawiły się wnioski o zawieszenie PZPN (1695 podpisów), protestowano m.in. przeciwko anglojęzycznemu tytułowi "Bonda", proponując "Odrobinę ukojenia" zamiast wszystko mówiącego "Quantum of Solace" (632 podpisy). Szybko powstał też polski odpowiednik Petitiononline.com nazywający się Petycje.pl. Lektura tegoż portalu pokazuje, jakie są potrzeby naszego społeczeństwa. Polacy protestują przeciw niskiemu - ich zdaniem - poziomowi komentarza sportowego podczas transmisji zawodów żużlowych, chcą otwarcia skateparków w Łodzi i Krakowie, ściągnięcia do Polski gwiazd muzycznych takich jak Arctic Monkeys czy Pink. By wyłącznie nie ironizować, powiedzmy, że internauci chcą też pełnej ochrony wilka, przejmują się obroną wolności słowa i walczą z rasizmem.

Reklama

Potrzebę reagowania na petycje dostrzegli politycy. Grupa senatorów z PO rozpoczęła prace nad ustawą zobowiązującą wszelkie możliwe instytucje publiczne i urzędy do odpowiadania na wnioski obywateli. Również na te organizowane przez internautów, jeśli spełnione zostaną wszystkie nałożone przez ustawę formalne wymogi. Jak czytamy na Petycje.pl, "zgodnie z projektem petycja może być złożona przez osobę fizyczną, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niebędącą osobą prawną do organu władzy publicznej, a także do organizacji lub instytucji społecznej, wykonującej zadania zlecone z zakresu administracji publicznej. Przedmiotem petycji mogą być sprawy dotyczące życia zbiorowego lub wartości wymagających szczególnej ochrony w imię dobra wspólnego, mieszczące się w zakresie zadań i kompetencji organu władzy publicznej będącego jej adresatem albo w zakresie wykonywanych przez organizację lub instytucję społeczną będącą jej adresatem zadań zleconych z zakresu administracji publicznej. Określono formę, w jakiej może być złożona petycja oraz wymagane elementy, jakie powinna zawierać".

Dalej czytamy o innych ważnych założeniach: "Przyjęto, że petycja powinna być rozpatrzona bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu trzech miesięcy od dnia jej złożenia". Oraz: "Wprowadzony został przepis mający na celu zapobieżenie wielokrotnemu rozpatrywaniu tych samych spraw, spowodowanych uporczywym wnoszeniem petycji niezawierających żadnych nowych treści".

Czytam i zastanawiam się, jak nowa możliwość może zostać wykorzystana przez nasze społeczeństwo. Oczywiście pojawią się grupy nacisku postulujące, by nauczycielki, urzędniczki i strażniczki miejskie nosiły miniówki, policjanci zlikwidowali fotoradary, a posłowie jeden dzień w roku przychodzili do Sejmu w bermudach. Jak nic powróci sprawa legalizacji marihuany, budowy pomnika ku czci przy Krakowskim Przedmieściu czy kwestia nauczania religii w szkołach.

Sam też miałbym kilka mniej lub bardziej ważnych postulatów. Chciałbym, by komentatorzy sportowi nie powtarzali 60 razy podczas transmisji skoków "Adam Małysz", mimo że dżentelmen ów w zawodach nie startuje. Chciałbym, by politykom zabroniono używania sformułowania "Ja panu/pani nie przerywałem" podczas debat publicznych. Chciałbym, by ci sami politycy dostosowali się do jednego z najważniejszych postanowień konstytucji, które mówi, że językiem urzędowym w naszym kraju jest polski, i w związku z tym przestali powtarzać, że "służom radom i pomocom w miesiącu kwietniu, włanczając w to pełne zaangażowanie".

Chciałbym wreszcie, by ważne debaty - takie jak budżetowa czy emerytalna - obywały się bez rozmów o tłustych kotach i pętakach. By stały się merytoryczne i pełne argumentów. By stały się wręcz nudne od przedstawiania długich i dokładnych wyliczeń oraz brania pod uwagę wszystkich scenariuszy rozwoju wydarzeń.

Jednak tak jak nie można złożyć petycji postulującej, by na początku (miesiąca) kwietnia było zawsze ciepło, tak samo na realizację takiego wniosku liczyć nie można. A szkoda.

Opr. KM

Biznes INTERIA.PL jest już na Facebooku. Dołącz do nas i bądź na bieżąco z informacjami gospodarczymi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »