Reklama

Narady szefów Biedronki do późnych godzin nocnych. Sieć musi odpierać presję cenową

„Codziennie niskie ceny” – słynne hasło reklamowe sieci jeszcze kilka lat temu dawało Polakom przekonanie, że w Biedronce ceny zawsze są najniższe. Konkurencja odrobiła lekcję i zaczęła w tym obszarze konkurować z największą siecią w Polsce. Dyskonter musiał zacząć stale reagować. Okazuje się, że „narady wojenne” osób decyzyjnych w sieci z dyrektorem generalnym Luisem Araujo trwają często do późna w nocy.

Kiedyś Biedronka wierzyła, że nie potrzebuje aż tak potężnej machiny promocyjnej jak obecnie, sam zasięg gazetek promocyjnych dystrybuowanych w sklepach sieci sprawiał, że jej siła dotarcia i zasięg był większy niż wielu działających na rynku mediów.

"Jeszcze kilka jakiś czas temu firma wychodziła z założenia, że w społeczeństwie ugruntowało się powiedzenie "Codziennie niskie ceny" i takie podejście wystarczy, aby utrzymać dynamikę wzrostu sprzedaży. 

Rzeczywistość pokazała jednak, że w walce o niskie ceny w niektórych kategoriach produktowych konkurencja mocno atakuje, dlatego od kilku lat sieć szybko i zdecydowanie reaguje na tego typu sygnały. Tak szczegółowej analizy otoczenia rynkowego jeszcze w historii Biedronki nie było."

Reklama

Biedronka to sieć, która od zawsze kojarzyła się z niskimi cenami. Jednak z biegiem czasu sieci należące do innych właścicieli zdały sobie sprawę, że aby ugrać coś na rynku, muszą również znacząco obniżyć ceny. Tak się stało - rywale rzucili wyzwanie, a Biedronka podniosła rękawicę.

- Nastawienie na bycie blisko klienta i oferowanie mu najlepszych cen było i jest absolutnym priorytetem, ale nigdy nie pilnowaliśmy tej zasady tak skrupulatnie jak w ostatnich pięciu latach - mówi Grzegorz Pytko, dyrektor handlowy sieci Biedronka.

I dodaje: - Reagujemy natychmiast na każdą promocję rynkową, na każde obniżki cen u konkurencji, sprawdzamy, czy my również możemy obniżyć ceny i jak zyskać efektywność kosztową.

Jeżeli zauważymy, że ktoś zaoferował cenę zbliżoną do ceny w Biedronce, to niezależnie od tego, kto jest tym konkurentem i jakich produktów to dotyczy - reagujemy - mówi Grzegorz Pytko, dyrektor handlowy sieci.

Co ciekawe, wszystkie tego typu ruchy omawiane są na środowych spotkaniach z dyrektorem generalnym sieci Luisem Araujo. Jak przyznają pracownicy firmy, potrafią one trwać do późnych godzin nocnych.

Przedstawiciele sieci podkreślają, że definicja lidera rynkowego dla Jeronimo Martins Polska wcale nie oznacza posiadania największych udziałów ani obsługiwania jak największej liczby klientów.

Sieć chce być liderem w każdym obszarze swojej działalności - cenach, jakości, terminowości i wsparciu pracowników. Te cele wymuszają na firmie dynamiczne dostosowywanie się do ruchów konkurencji.

Artykuł powstał na bazie fragmentów książki pt.: "Łączy nas Biedronka", której autorem jest Łukasz Grass

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »