Reklama

Nie daj się złapać w sidła dezinformacji

Do najbliższych wyborów do Parlamentu Europejskiego pozostało klika dni.

W 2018 r. Polacy pójdą do urn także na jesieni (krajowe wybory parlamentarne), a następnie w 2020 r. - podczas wyborów prezydenckich.

Reklama

Już dzisiaj można stwierdzić, że będzie to czas wzmożonej przedwyborczej aktywności politycznej. Nie dajmy się złapać na nieprawdziwą informację, na manipulacje, nieprawdy i pomówienia. Uważajmy na dezinformację w sieci, na próby przerysowania rzeczywistości. Nauczmy się odróżniać fakty od opinii, a przede wszystkim nie wierzmy we wszystko, co znajdziemy w internecie i sieciach społecznościowych.

- Jesteśmy przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które wzbudzają zainteresowanie silą rzeczy nie tylko w Polsce. Kwestia ewentualnego wpływania na wynik wyborów w kontekście sytuacji w innych państwach: Niemczech, USA - gdzie trwa dyskusja na temat tego, jak działania dezinformacyjne wpłynęły na wynik tamtejszych wyborów - jest niezwykle istotna - mówił niedawno na spotkaniu o dezinformacji w NASK Państwowym Instytucie Badawczym minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Internet to główne medium, w którym poszukujemy i udostępniamy informacje. To tam prowadzone są w coraz większej skali kampanie przedwyborcze, a kandydaci nie tylko prezentują swoje postulaty, ale wchodzą w interakcje z wyborcami. Nowe formy przekazu pozwalają nie tylko dotrzeć do szerszego grona odbiorców, ale również wpływać na ich emocje i kształtować decyzje, wzbudzać poczucie strachu w odniesieniu do wybranych tematów, poparcie i zrozumienie dla innych.

Poza oficjalną walką wyborczą, starć między kandydatami w granicach ogólnie przyjętego i akceptowalnego dyskursu - w sieci, z racji tego, że jest ona ogólnodostępna i otwarta dla praktycznie wszystkich - coraz częściej spotykamy się ze zjawiskami, na które nie jesteśmy przygotowani. Nie potrafimy im przeciwdziałać. To szeroko rozumiana dezinformacja, która może zaburzać prawdziwość przekazu jednych (prowadzić do ich dyskredytacji), wzmacniać innych lub realizować cele stron trzecich, które mogą nie być spójne z interesem danej społeczności (grupy zawodowej, państw, grupy krajów lub całych regionów). Dezinformacja nie jest zjawiskiem nowym. Z większym bądź mniejszym efektem możemy wskazać momenty, gdy była ona szeroko stosowana we wcześniejszych latach. W 2014 r. była to m.in. wojna na Ukrainie i próba destabilizacji relacji polsko-ukraińskich; w 2016 r. - kryzys migracyjny w Niemczech i "sprawa Lizy". Brexit, wybory w USA w 2016 r. także wskazywane są jako momenty, w których różne sposoby dezinformacji były stosowane. Trudno jednak ocenić jaką one przybrały skalę i jaki był ich faktyczny wpływ na wynik referendum/wyborów.

Nowe narzędzia przekazu są dzisiaj szeroko stosowane przez partie polityczne, ale także osoby prywatne, międzynarodowe korporacje, organizacje pozarządowe, grupy lobbingowe, rządy i służby specjalne obcych państw. Przyjmują one skalę i rozmach, jak te wspomniane wyżej. Mogą także działać lokalnie, często zniekształcając informację oficjalną, nadając jej emocjonalności, fałszując prawdziwy ciąg zdarzeń, przerysowując znaczenie, aż do granic zagrożenia, strachu, brzydoty lub ośmieszenia.

Przykłady można mnożyć. Od nieprawdziwych kont (np. prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na Twiterze) przez fotomontaże, wycięte z kontekstu zdarzenia, wypowiedzi lub opinie. Dotyczą one różnej tematyki: politycznej, religijnej, obyczajowej, seksualnej, wpływowe postaci z życia publicznego, jak i jednostki.

Różnice między opiniami a faktami w internecie dzieli cienka linia, która coraz bardziej się zaciera. Odróżnienie sprawdzonej informacji od tej nieprawdziwej, zwłaszcza w sieciach społecznościowych, blogach i forach staje się coraz trudniejsza. Jeszcze 20-30 lat temu podobne zjawisko było znacznie mniej niebezpieczne. Internet daje możliwości pozyskiwania informacji, ale wystawia też na ryzyka braku możliwości rozróżnienia opinii od faktów. Ze względu na zasięg, dostępność i rosnącą liczbę form przekazu i wyrazu - trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, że internet jest medium bezspornie bezpiecznym i sprawdzonym. Łatwo w nim o te nieprawdziwe, wprowadzające w błąd, niepotwierdzone informacje, próby przerysowywania rzeczywistości, ataku lub dyskredytacji przeciwnika, np. politycznego. Są to działania niebezpieczne m.in. w toku kampanii wyborczej, a później - samych wyborów.

Manipulacja, dezinformacja, fake news, czyli nieprawdziwe informacje, które - ze względu na swój charakter i atrakcyjność - rozprzestrzeniają się viralowo w sieci z ogromną szybkością, np. w mediach społecznościowych, mogą porządek tak przed-, jak i wyborczy naruszać. I ostatecznie zdecydować o sukcesie jednych i porażce innych kandydatów.

- W jednym pokoleniu zmieniło się otoczenie medialne, w taki sposób, że jesteśmy zalewani informacją, jesteśmy zanurzeni w informacji, którą musimy przetworzyć. Tym trudnej przychodzi nam odróżniać fakty od opinii. Niestety w ogóle tego nie sprawdzamy. Polacy zdaja sobie sprawę, że są obiektami ataków dezinformacji, ale większość twierdzi, że w ogóle nie sprawdza wiarygodności informacji, ani ich źródeł - ostrzega Zagórski, który odwołuje się do raportu przygotowanego przez NASK "Bezpieczne wybory. Badanie opinii o (dez)informacji w sieci".

Deklarację, że robi to sporadycznie lub wcale składa 75 proc. ankietowanych. Jednocześnie ponad 56 proc. badanych deklaruje, że ma zaufanie do treści publikowanych w sieci, nawet pomimo tego, że prawie 64 proc. z nich dostrzega zjawisko dezinformacji, które na celu ma wpływanie na wynik wyborów demokratycznych w Polsce.

Akcje dezinformacyjne będą przybierać na sile. Są stosunkowo tanie i przynoszą wymierne korzyści. Problem dostrzega m.in. Komisja Europejska, która w 2018 r. wydała zalecenie w kontekście bezpiecznych i odpornych procesów wyborczych. To m.in. propozycja stworzenia sieci współpracy między krajami w ramach UE, zwiększenie przejrzystości reklam politycznych w internecie, zaostrzenie przepisów finansowania partii politycznych, zamykanie fałszywych kont i ograniczenie działalności botów. Wszystko po to, by stworzyć przejrzysty i godny zaufania ekosystem internetowy. Coraz więcej instytucji w Polsce, jak Ministerstwo Cyfryzacji i NASK - zwraca uwagę na zagrożenie, które płynie ze strony dezinformacji - zjawiska, które nie zostało jeszcze w pełni poznane i opisane. Zjawiska, które wciąż się dynamicznie rozwija i w jego ramach tworzone są nowe sposoby na realizację celów.

KE i ENISA już na początku 2018 r. przygotowała szereg inicjatyw, które mówią o tym podejściu europejskim. Zmiana podejścia w UE wykluwa się bardzo powoli, ale w inicjatywach m.in. KE widać szereg konkretnych rekomendacji, które są wskazówką do wspólnych działań. Korzystamy z tego, co już zostało w regulacyjnym sensie przyjęte w Europie. Mamy RODO, dyrektywę NIS (UoKSC). Coraz częściej te zjawiska dezinformacji dotyczą pewnych negatywnych zdarzeń i zagrożeń cyberbezpieczeństwa. NASK w ramach obowiązku ustawowego prowadzi CSIRT (Computer Security Incident Response Team) - na poziomie krajowym dba o to, żeby był znany obraz zagrożeń i reaguje na nie. W okolicy takich wydarzeń jak wybory trzy CSIRT-y w Polsce przechodzą w stan podwyższonej współpracy - mówi Krzysztof Silicki, wicedyrektor NASK.

mart

Dowiedz się więcej na temat: wybory | zagrożenia w sieci | dezinformacja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »