Reklama

Nie dajmy zniszczyć pandemii instytucji międzynarodowych

Nie doceniamy ich na co dzień, ale dla świata są ogromnie ważne. Owszem - ONZ, WHO czy Unia Europejska popełniają błędy. Ale jeżeli pozwolimy przejawiającym na to ochotę populistom je zniszczyć, świat będzie dużo mniej bezpieczny. Być może tak niebezpieczny, jak w latach 30. ubiegłego wieku.

Dalibor Rochac, Słowak pracujący obecnie w American Enterprise Institute i Centrum Studiów Europejskich im. Wilfrieda Martensa w Brukseli wydał niedawno książkę "In defense of globalizm", czyli "W obronie globalizmu". Swoimi przemyśleniami o tym, jak na globalizację może wpłynąć wybuch pandemii, dzielił się z uczestnikami seminarium fundacji CASE i mBanku. Co Dalibor Rochac nazywa globalizmem?

Reklama

- O "globalizmie" mówię celowo. To termin, którego w USA używają jego przeciwnicy.

Ukuty przez ludzi, którzy czują się związani z narodem w opozycji do internacjonalistów czy kosmopolitów. Instytucje transnarodowe tworzą policentryczny układ globalizmu. Nie stoją - jak ONZ - za porządkiem świata, ale są przez nikogo nie zaprojektowanym ekosystemem, pozwalającym współtworzyć ten porządek przez wielu liderów politycznych - mówił.

- Kwestia utrzymania tego ekosystemu będzie sprawą o pierwszorzędnym znaczeniu.

Być może jest to kruchy kwiatek i musimy o niego dbać. Nie będzie działał sam z siebie - dodał.

Globalizm a globaliacja

Ekosystem nazwany globalizmem powstał po II wojnie światowej i był skutkiem wniosków, jakie wyciągnięto ze słabości przedwojennego ładu.

Co ma wspólnego "globalizm" z globalizacją? Globalizacja to proces powstawania współzależności i związków pomiędzy niejednokrotnie bardzo odległymi od siebie państwami i regionami na świecie. Powstają one dzięki wolnemu handlowi, przepływom kapitału i migracjom oraz komunikacji. "Globalizm" to system instytucjonalny, który - teoretycznie - powinien zarządzać globalizacją lub jej różnymi przejawami. Służy współpracy międzynarodowej i poszukiwaniu wspólnych korzyści oraz tonowaniu napięć i konfliktów.

- Organizacje międzynarodowe muszą pracować ze wszystkimi rządami, także autorytarnymi (...) Potrzebujemy forum, na którym współpracować będziemy z Chinami, Rosją - mówił Dalibor Rochac.

- Trudno jest jednak radzić sobie z partnerami czy sąsiadami, którzy nie działają w dobrej wierze, takimi jak Węgry czy Turcja - dodał.

Globalizacja - co znakomicie widać z perspektywy naszego regionu, Europy Środkowo-Wschodniej - przyspieszyła wraz z upadkiem komunizmu. I wiadomo już, że nierównomiernie dystrybuuje korzyści i straty. A jednak korzyści z niej - biorąc pod uwagę cały okres po II wojnie światowej - są ogromne, zwłaszcza dla biedniejszych krajów. Zmniejszyła światowe skrajne ubóstwo, spowodowała, że wiele autorytarnych reżimów stało się państwami demokratycznymi, w bezprecedensowy sposób przyniosła wzrost zamożności w krajach takich jak Polska.

- Wydawało się, że wiele polityk funkcjonuje "na autopilocie", nie kwestionowano pewnych założeń. Potem przyszły kryzysy. Zaufanie wyborców do systemu politycznego zostało podkopane - mówił Dalibor Rochac.

- Każde pokolenie musi sobie zadać pytanie o handel, o sojusze, o to, czy socjalizm jest brzydkim słowem, czy nie. Powinniśmy umieć odpowiedzieć na te pytania - dodał.

Lokalne decyzje

Globalizacja oznacza równocześnie decentralizację podejmowanych decyzji gospodarczych. Bo łańcuchy dostaw oplotły cały świat i zostały w ten sposób "zdecentralizowane". Co więcej - ich decentralizacja spowodowała, że żaden rząd nie ma nad nimi kontroli. Ale czy gdy przywróci się granice, odwróci się od globalnych związków i zerwie z instytucjami będzie to znaczyło, że odzyska się kontrolę? Otóż nie - dowodzi Dalibor Rochac.

- Powiązanie gospodarcze nie mają się nic wspólnego z granicami - mówi.

I podaje przykład brexitu. Jego zwolennicy argumentowali za wyjściem z Unii tym, że Zjednoczone Królestwo "odzyska kontrolę" nad swoją sytuacją międzynarodową, gospodarczą i ustrojem prawnym. Teraz okazuje się, że Wielka Brytania, chcąc korzystać z dostępu do wspólnego rynku, będzie musiała stosować takie regulacje, jakie obowiązują w UE.   

- Przełożyło się to na fakt, że UK ma mniejszą kontrolę nad swoją sytuacją - mówi Dalibor Rochac.

Pod deglobalizacyjnymi hasłami doszedł do władzy prezydent USA Donald Trump i rozpoczął "wojny handlowe" z Chinami. To zagrożenie dla łańcuchów dostaw na całym świcie, bo wiadomo jak wielka część światowej produkcji zlokalizowana została w Chinach. Ale Donald Trump idzie dalej - wypowiada wielostronne umowy handlowe, zastępując je dwustronnymi. A to także uderza w światowy instytucjonalny ład. Niektóre instytucje, jak Światowa Organizacja Handlu, zostały sparaliżowane, gdy USA wycofały swoich przedstawicieli z jednej z jej komisji.      

- Może pojawić się zjawisko regionalizacji i dyskryminacji handlowej - mówi Dalibor Rochac.

Ostrożnie z głębokimi zmianami

Próby "odzyskania kontroli" nad  "narodowym państwem" stały się ważną częścią opowieści polityków prawicowych i nacjonalistycznych w wielu krajach. Pandemia sprzyja tej narracji - niemal we wszystkich krajach mogą powiedzieć, że wirus przyszedł "z zewnątrz".  

- Stwierdzenia padające z ust prawicy, na przykład w Polsce ze strony PiS, próbują powiązać państwowość zamkniętą, nacjonalizm z głębszą naturą funkcjonowania społeczeństw - mówił  Dalibor Rochac.

Sprzyja temu też spóźniona reakcja wielu międzynarodowych instytucji na kryzys zdrowotny. Funkcjonowanie niektórych z nich staje pod znakiem zapytania. USA wycofały swoich przedstawicieli z WHO i zapowiedziały, że zaprzestaną jej finansowania.

- WHO przyjęła wiele ciosów, ale sama do tego doprowadziła. Nie podeszła z odpowiednią dbałością do pierwszych sygnałów napływających z Chin - mówił Dalibor Rochac.

- W ograniczaniu podróży każde państwo robiło swoje, nie oglądając się na inne, a jednocześnie ci, którzy są niechętni Unii, krytykują Unię za brak reakcji. Zbyt często myślimy o Unii jako całości, a nie o zbiorowości interesów poszczególnych państw - dodaje.

Coraz częściej też politycy w wielu krajach mówią o "przenoszeniu" łańcuchów dostaw "gdzieś bliżej". Zauważmy jednak - części do iPhone’a produkowane są w ok. 30 krajach. Dzięki temu Apple może zarządzać marżami, które sięgają kilkuset procent. Czy zmieniając te łańcuchy, byłby w stanie osiągać równie wysokie marże?   

- Nie sądzę, żeby nastąpiły drastyczne zmiany w polityce handlowej czy w architekturze instytucjonalne handlu - mówił Dalibor Rochac.

Fakt, że organizacje międzynarodowe nie działają dobrze, to nie wynik "biurokracji", lecz zasad, których pewne kraje przestrzegają, a inne - nie. Dalibor Rochac zachęca do "bardzo ostrożnych" reform systemu "globalizmu".

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »