Nie płoszyć inwestora

Niejednoznaczne czy sprzeczne opinie o dotychczasowej i pożądanej w przyszłości roli kapitału zagranicznego w polskiej gospodarce wywołały dezorientację wśród inwestorów. Niepokój jednak przygasł. Czy odżyje?

Tylko w ciągu dwóch pierwszych tygodni marca Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych pozyskała 12 nowych projektów, a od początku roku - 177 (wartość: blisko 3,7 mld euro), co może zaowocować prawie 40 tys. nowych miejsc pracy.

W regionie Europy Środkowo-Wschodniej z podobnym zacięciem politykę przyciągania inwestorów zagranicznych realizują Czechinvest, Slovak Investment and Trade Development Agency, Hungarian Investment and Trade Agency czy Invest Bulgaria Agency. Jeszcze większe sztaby ludzi pracują nad tym m.in. w Turcji i Chinach, które są bezpośrednimi konkurentami naszego regionu w przywabianiu bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). Wiele krajów musi o nie zabiegać, dowodząc, że mają stabilną sytuację gospodarczą i polityczną, niewygórowany poziom płac i dostęp do odpowiednich kadr, chłonny rynek wewnętrzny, proste procedury czy przyjazne otoczenie biznesowe.

Reklama

Teoria i doświadczenie

W konkurencyjnym świecie to jednak nie wystarcza, więc stosowane są mniej lub bardziej eleganckie formy "przekupstwa". To często kłuje w oczy rodzime firmy i sprawia, że rola BIZ nie jest jednoznacznie oceniana. "Wyniki analiz empirycznych nie pozwalają na jednoznaczną akceptację hipotezy o korzystnym wpływie BIZ na gospodarkę kraju goszczącego, choć ma ona wielu zwolenników" - stwierdza Grażyna Ancyparowicz, członek Rady Programowej PiS, a od 2015 r. członek NRR przy prezydencie RP.

W przypadku Hiszpanii, która w cztery dekady wskoczyła z pozycji słabo rozwiniętego kraju do elitarnego grona najzamożniejszych, definitywnie nie rozstrzygnięto sporu, czy stało się tak dzięki BIZ, czy integracji ze Wspólnotą Europejską (w 1986 r.), która była impulsem i do większych inwestycji zagranicznych, i do rozwoju.

W pracy "Wpływ BIZ na wzrost polskiej gospodarki w okresie poakcesyjnym" ocena Ancyparowicz też nie jest jednoznaczna... Autorka wskazuje na wiele korzyści płynących z BIZ.

Warto pamiętać o tym, że kategoryczne opinie o negatywnej roli kapitału zagranicznego - szczególnie wypowiadane przez decydentów czy osoby związane z władzą - trafią po lupę zagranicznych analityków, inwestorów czy ich doradców; nawet jeżeli wypowiadane są tylko w kontekście "wzmacniania roli firm z rodzimym kapitałem" - robią swoje.

- Bezpośrednio po zmianie rządu wielu potencjalnych inwestorów pytało, jak będzie się on odnosił do BIZ. A ponieważ już wcześniej padały różne wypowiedzi o nowym opodatkowaniu banków i sieci sklepów, kilku z nich powiedziało w rozmowie z nami, że zawieszają decyzję o wejściu do Polski - mówi Marek Szostak, wicedyrektor Departamentu Inwestycji Zagranicznych PAIiIZ.

Kapitał i pragmatyzm

John Maynard Keynes i Michał Kalecki już przed 60 laty dowodzili, że podaż kapitału należy do podstawowych zmiennych, od których zależy wzrost gospodarczy. Może on przybierać cztery postacie, w tym właśnie - bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Elementarz...

"Obrażanie się" na światowy kapitał dobrze wypada w niektórych kampaniach wyborczych, ale szkodzi w realnej polityce. Polska, ciągle na dorobku, potrzebuje pragmatyzmu i intensyfikacji niespekulacyjnych inwestycji. Tym bardziej że za kilka lat wygaśnie - w tak hojnym wymiarze - unijna pomoc finansowa.

Przypomnijmy: BIZ to nie tylko dodatkowa podaż kapitału, "podkręcająca" inwestycje krajowe: państwo-biorca tworzy miejsca pracy (lub broni tych, które mogły być zlikwidowane) i ma korzyści podatkowe. BIZ oznaczają też transfer "miękkich" kompetencji i takich stymulatorów produkcji, jak: umiejętności technologiczne (know-how), menedżerskie i marketingowe, organizacyjne, możliwości wzrostu eksportu towarów. Ich suma przyczynia się przeważnie do unowocześniania struktury gospodarki lub poszczególnych branż, ale wymusza też większą konkurencję na rynku krajowym. I tu może być jedno z zarzewi poczucia niesprawiedliwości.

"Pozytywny wpływ inwestorów zagranicznych polegał (też) na upowszechnianiu metod organizacji pracy i zarządzania personelem, wzmacniających dyscyplinę i wydajność pracy, które przejęli polscy przedsiębiorcy" - stwierdza w cytowanej pracy Grażyna Ancyparowicz.

Do oceny można też podejść buchalteryjnie. UKIE oceniał (w 2009 r.), że w latach 2003-08 BIZ podniosły tempo wzrostu polskiego PKB o 0,3 proc. rocznie. W analizie NIK z 2012 r. o funkcjonowaniu SSE - które są, niesłusznie, utożsamiane z BIZ - stwierdza się jednoznacznie, że przyczyniają się do rozwoju gospodarczego i społecznego ożywienia. Dzięki nim tylko w latach 2006-08 powstało prawie 75 tys. nowych miejsc pracy. "To pozwoliło na znaczne obniżenie wydatków na pomoc społeczną. Miejscowe gminy zyskały pieniądze dzięki sprzedaży i opodatkowaniu nieruchomości" - konkluduje NIK.

Te dane aktualizuje i uzupełnia analiza SSE Ministerstwa Gospodarki z ub. r. Od początku istnienia SSE do końca 2014 r. przedsiębiorcy prowadzący tam działalność gospodarczą ponieśli nakłady inwestycyjne w wysokości prawie 102 mld zł, wydano 211 zezwoleń na działalność, a tamtejsi inwestorzy zatrudniali niemal 296 tys. osób. Według NBP, skumulowana wartość BIZ (netto) na koniec 2014 r. wyniosła 731,7 mld zł - blisko tyle, ile otrzymamy z UE w latach 2007-20.

Pora też rozbroić tezę, że w SSE lokują się inwestorzy z zagranicy (wersja ostrzejsza: korporacje): to tylko 1/7 inwestujących firm. Niemal 40 proc. inwestorów w największej polskiej SSE - w Katowicach, to firmy z sektora MŚP, w większości z polskim kapitałem.

- To rezultat przygotowanych specjalnie dla tej grupy przedsiębiorców, skrojonych na ich miarę i dobrze zlokalizowanych działek inwestycyjnych oraz dostępu do wykwalifikowanych pracowników - wyjaśnia Piotr Wojaczek, prezes katowickiej SSE.

Rachunek krzywd

Lista zarzutów wobec BIZ też nie jest krótka. NIK, chwaląc rolę gospodarczą SSE, stwierdza zarazem, że nie jest znana ocena opłacalności ich funkcjonowania, bo rząd nie ma wiedzy o wszystkich kosztach, jakie poniosło państwo w związku z ich działaniem (m.in. zwolnienia podatkowe, dotacje, itp.). Ale we wspomnianej analizie Ministerstwo Gospodarki zdaje rachunek - co prawda tylko o SSE, ale dość reprezentatywny.

Być może pokutują jednak niektóre grzechy SSE, na jakie wskazała NIK: tworzono podstrefy w regionach rozwiniętych (a przecież SSE miały pobudzać gospodarkę na obszarach słabiej rozwiniętych) - jak np. dwie podstrefy łódzkiej SSE w Warszawie. NIK wskazywał też, że poszerzanie granic stref najczęściej odbywało się z inicjatywy inwestorów: ci, bywało, grozili, że inaczej uruchomią działalność poza Polską.

Najczęstszy argument przeciwników? BIZ są wspierane kosztem budżetu państwa lub samorządów, co stwarza nierówne warunki działalności. Mówił o tym m.in. poseł Adam Abramowicz (PiS), przewodniczący komisji na rzecz wspierania patriotyzmu gospodarczego podczas marcowej debaty Instytutu Wolności. Według niego, dotychczas władza udzielała pomocy dla inwestorów zagranicznych zbyt pochopnie, a ideę SSE wypaczono. Logiczną lokacją dla tego typu stref są bowiem miejsca, gdzie inwestorzy nie chcieli się pojawiać - np. na ścianie wschodniej, umieszczano je zaś i tam, gdzie chcieli inwestorzy. "Polska firma powinna mieć takie sama prawa jak duża i zagraniczna" - mówił poseł. Racja, ale..

- To niezrozumienie rzeczywistości - stwierdza Marek Szostak. - Od 2002 r. roku nie ma już przecież ustawy z 1991 r. o spółkach z udziałem zagranicznym; przepisy dla firm polskich i tych z kapitałem obcym są takie same, również jeśli chodzi o zachęty inwestycyjne.

Ministerstwo Finansów podaje, że w latach 2010-15 organa skarbowe udzieliły pomocy publicznej (zwolnienie dochodu z działalności) SSE oraz firmom krajowym i zagranicznym obecnym w nich o wartości 11,77 mld zł. To kwota równoważna kilkunastu procentom nakładów inwestycyjnych poniesionych w nich przez przedsiębiorców.

Z danych MF wynika też, że w okresie 2010-15 tylko firmom z udziałem zagranicznym (na podstawie ustawy z 14 czerwca 1991 r. o spółkach z udziałem zagranicznym) udzielono pomocy publicznej na kwotę 256,5 mln zł. To... 0,4 promila wartości netto BIZ.

Częściowo trafnym argumentem "przeciw" jest to, że to firmy z kapitałem zagranicznym sięgają po granty publiczne, także z programów operacyjnych UE. Jeszcze rok temu na liście 75 projektów, którym nasz rząd je przyznał, nie było ani jednej krajowej firmy! Między innymi dlatego podsyca się przekonanie, że "obcym" się pomaga, a "naszym" - nie.

Ale sprawa wynika nie z preferencji "tamtych", lecz kryteriów wyboru. Minimalna wysokość kosztów nowej inwestycji, uprawniająca do pomocy publicznej w SSE, to 100 tys. euro (mogą po nie sięgać też MSP). A granty rządowe - np. na projekty innowacyjne - udziela się inwestorom, którzy wykażą się kosztami kwalifikowanymi co najmniej 750 mln zł i utworzą nie mniej niż 200 miejsc pracy (lub inwestycją 500 mln zł i stworzeniem minimum 500 stanowisk). Po prostu: duży więcej może, ale inną sprawą jest poczucie krzywdy...

Oliwa na fale

- Pracujemy normalnie, sytuacja się unormowała i mamy coraz mniej pytań, jaki jest stosunek nowego rządu do inwestorów z zagranicy - mówi Marek Szostak.

Ta sytuacja unormowała się m.in. dzięki energicznemu działaniu wicepremiera, ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego. "Mam nadzieję, że z planem odpowiedzialnego rozwoju, jednogłośnie przyjętym przez rząd, stworzymy jeszcze więcej okazji inwestowania w Polsce" - powiedział, otwierając w marcu konferencję dla inwestorów instytucjonalnych w Londynie.

Jak zaznaczył, wie, czego inwestorzy potrzebują od kraju takiego jak Polska pod względem m.in. otoczenia prawnego i stabilności fiskalnej; wyraził nadzieję, że "wraz z inwestorami będziemy mogli zbudować lepszą przyszłość dla nas wszystkich: was, inwestorów i Polaków".

W podobnym tonie wypowiadał się w Cannes, podczas targów inwestycyjnych i branży nieruchomości MIPIM 2016. Bo, faktycznie, idea wzmacniania krajowego kapitału i inwestycji nie musi automatycznie oznaczać dotkliwych restrykcji wobec obcych źródeł finansowania.

"Złe interpretacje" rozwiewała też wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz: czynnikiem przyciągającym nowe firmy z zagranicy będzie stabilność prawa, a inwestycje są mile widziane, aczkolwiek rząd chce postawić przede wszystkim na przedsiębiorstwa z zaawansowanymi usługami i sektorami badawczo-rozwojowymi; mniej przychylnie spojrzy na centra montażowe czy logistyczne. W tym ujęciu chodzi o tworzenie trwałych, o wysokiej wartości miejsc pracy, a nie o - zawsze kontrowersyjną - kwestię "narodowości kapitału".

Wśród planów Ministerstwa Rozwoju, Emilewicz wymieniła zmianę ustawy o zamówieniach publicznych, która wesprze MSP. A przy publicznych inwestycjach będą preferowane polskie nowoczesne technologie, jak i młode czy startujące firmy.

Jakie będą dalsze losy BIZ? Polska jest krajem, gdzie stopa reinwestycji zysków zagranicznych inwestorów bezpośrednich (46,2 proc. w 2014 r.) jest dużo większa niż w "starych" krajach UE. To nadal będzie ważne kryterium - być tu czy nie być...

Trzeba też pamiętać o słowach Miltona Friedmana, noblisty w dziedzinie ekonomii, podczas wizyty w Polsce w 1991 r: "Stwórzcie dogodne warunki dla polskich firm, a zagraniczne przedsiębiorstwa same tutaj przybędą".

Piotr Stefaniak

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Nowy prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych Bartłomiej Pawlak uważa, że PAIiIZ swoją działalność powinien opierać na trzech filarach: eksporcie, ściąganiu inwestorów do Polski i wspieraniu rodzimych inwestorów. Zależy mu też na tym, by Agencja była swego rodzaju firmą konsultingową wspierającą markę Polska - jako markę dobrych skojarzeń.

Bartłomiej Pawlak mówił też podczas spotkania z dziennikarzami, że bardzo ważne jest, by inwestycje trafiały również do mniejszych miast - tak, by kraj rozwijał się równomiernie.

W jego opinii, trzeba poza tym patrzeć na to, jakie są konsekwencje ściągnięcia danej inwestycji do Polski. Dlatego przeanalizowania wymaga to, co powoduje wejścia przedsiębiorcy z danej branży na polski rynek. "Jeżeli on inwestuje w Specjalnej Strefie Ekonomicznej, jeżeli on uzyskuje grant na swoją działalność, pytaniem jest, czy nam to wzbogaca naszą strukturę gospodarczą, biznesową czy wprowadzamy w ten sposób konkurenta, który ma preferencyjne warunki działania" - wyjaśnił prezes PAIiIZ.

Dlatego - w jego opinii - trzeba się zastanowić, czy i za każdą cenę jesteśmy w stanie walczyć o wszystkich inwestorów. - Wydaje się, że nie jest to ani polska specyfika ani odkrycie tegoroczne, ale nie oznacza to, że komuś z definicji zapalamy czerwone światło, nic z tych rzeczy - podkreślił Bartłomiej Pawlak. Zdaniem prezesa PAIiIZ, najlepiej świadczy o tym liczba projektów polskich i zagranicznych, nad którymi pracuje Agencja.

Jest ich 180 - pierwsza połowa to projekty produkcyjne, druga związana jest z branżą usług nowoczesnych dla biznesu. Ich wartość to 3 miliardy euro. Dzięki nim powstałoby 35 tysięcy nowych miejsc pracy.

Branża nowoczesnych usług biznesowych w Polsce coraz bardziej rośnie w siłę. Z danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych w naszym kraju działają 852 centra tego typu usług, które zatrudniają ponad 193 tysiące osób. Jest to więc jeden z największych pracodawców.

Usługi w centrach BSS (business service sector) świadczone są w 40 językach, oprócz najbardziej popularnych, także w hebrajskim, tajskim i koreańskim. Iwona Chojnowska-Haponik z PAIiIZ-u powiedziała, że branża to branża przyjazna dla pracownika.

Centra nowoczesnych usług ulokowano w 27 miejscach. Największe z nich są w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, aglomeracji katowickiej i Trójmieście.

Spośród 852 centrów BSS działających w Polsce - 31 procent, czyli 268 to centra z rodzimym kapitałem. Kolejne miejsca zajmują te z kapitałem amerykańskim, niemieckim, brytyjskim i francuskim.

W ciągu 15 miesięcy - od początku ubiegłego roku do końca pierwszego kwartału tego roku - PAIiIZ zrealizował 71 projektów inwestycyjnych na kwotę 844 milionów euro. 34 projekty związane były z branżą nowoczesnych usług biznesowych.

IAR

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »