Reklama

Nie przejedź się na nartach!

Część stoków narciarskich w polskich górach już została otwarta. Również biura podróży prześcigają się w oferowaniu atrakcyjnych wyjazdów na narty w Alpy austriackie, włoskie, francuskie czy szwajcarskie. To niezbite dowody, że sezon zimowy wystartował z przytupem. Warto przy tej okazji przypomnieć o bardzo ważnym elemencie każdego narciarskiego wyjazdu - ubezpieczeniu. Brak ochrony często kończy się poważnymi kłopotami, nie tylko finansowymi.

Doświadczenie nie gwarantuje bezpieczeństwa

Reklama

Narciarstwo nie należy do specjalnie ekstremalnych sportów. Mimo to koniecznie trzeba mieć na uwadze, że na stoku o wiele częściej dochodzi do wypadków niż podczas uprawiania innych aktywności. Czasem wystarczy się przewrócić albo po prostu zagapić. Nawet przestrzegając odpowiednich zasad poruszania się po stoku nie unikniemy wypadku, bo nie wszystko od nas zależy: obok szusują osoby niedoświadczone, dzieci z mniejszą wyobraźnią czy bezmyślni miłośnicy brawurowego zjeżdżania. Nigdy nie wiemy co się zdarzy i na kogo trafimy. Można jeździć od lat i połamać się na łatwej trasie. Nie wolno zakładać z góry, że jeśli do tej pory nic się nie stało, to i teraz tak będzie. Tym razem może być inaczej.

Wypadki chodzą po stoku

Statyki wypadków na nartach dają do myślenia - każdego sezonu dochodzi do około 3000 zdarzeń, które kończą się mniej lub bardziej nieszczęśliwie. A są to tylko dane z Polski. A co dopiero na alpejskich stokach, gdzie szusuje znacznie więcej osób niż w naszych rodzimych Beskidach czy Tatrach? Historie tego typu raczej nie goszczą w mediach - organizatorzy zimowych atrakcji unikają takiego rozgłosu, bo to źle wpływa na wizerunek: zimowe eskapady mają kojarzyć się wyłącznie pozytywnie. Tymczasem prawdziwe historie z nart można poznać np. w szpitalnej izbie przyjęć albo na specjalistycznych forach, gdzie od słuchania o urazach, cierpieniu i kosztach cierpnie skóra. W statystykach przeczytamy zaledwie o kolejnym wypadku na stoku, tymczasem dalej nikt już nie wie o trwałych urazach, miesiącach rehabilitacji, śmierci czy bataliach sądowych o odszkodowania i kłopotach finansowych. Ilość problemów ze zdrowiem, finansami i prawem zależy w dużej mierze od tego, czy poszkodowany miał polisę ubezpieczeniową, czy nie.

Leczenie za granicą zaboli bardziej niż złamanie

Dla zobrazowania jak ważne jest odpowiednie ubezpieczenie wystarczy wejść na pierwsze lepsze forum narciarskie żeby zapoznać się z historiami z życia wziętymi, w których narciarze opowiadają o swoich wypadkach za granicą i związaną z tym koniecznością płacenia słonych rachunków ze leczenie w austriackich, francuskich czy włoskich szpitalach. Forumowicz Marcin na forum.menstream.pl wyznaje [pisownia oryginalna]:

Pech i moja nieostrożność chciała, że 5-go dnia złamałem nogę i trafiłem do szpitala w dolinie Zillertal. Po diagnozie zapadła szybka decyzja o konieczności przeprowadzenia operacyjnego zespolenia połamanej kości. Koszt operacji 8000 euro + koszty transportu sanitarnego do Polski (oceniam 3-5 tys zl).

Inny narciarz dodaje, że za operację złamanej ręki i nogi musiał zapłacił ponad 30 000 euro. Forumowiczka Ewa pisze: siostra pojechała na narty do Niemiec, uległa wypadkowi, a po kilku dniach zmarła w szpitalu. Polisy nie miała. Na koszty jej leczenia i transportu zwłok do Polski składała się cała rodzina, koszmar załatwiania spraw trwał dwa miesiące. Przykłady można mnożyć. Zwłaszcza, że koszty leczenia w krajach alpejskich są bardzo wysokie: płaci się za koszty ratownictwa, pobyt w szpitalu, zabiegi czy powrót do kraju. Sumy zaczynają się od tysiąca euro w górę.

EKUZ daje i nie daje

Wielu narciarzy nie kupuje ubezpieczenia, bo mylnie zakłada że wystarczy Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego, którą można bezpłatnie wyrobić w każdym oddziale NFZ. Jednak niewiele z nich wie, że EKUZ nie jest gwarancją pokrycia wszystkich kosztów leczenia. W każdym kraju refundacja pobytu w szpitalu czy wizyt lekarskich wygląda inaczej, zazwyczaj bezpłatnie udzielane są tylko podstawowe czynności ratujące zdrowie i życie. Na pomoc w ramach EKUZ można liczyć tylko w publicznych placówkach. Co więcej - za koszty ratownictwa na stoku oraz za transport powrotny do kraju płaci się z własnej kieszeni. A to już wystarczy, by dostać rachunek na kilka tysięcy euro.

Stać cię na rentę dla Szwajcara?

Wyjazd na narty to nie tylko ryzyko wypadku i konieczności leczenia. Bardzo często zdarzają się też inne sytuacje, np. potrącenie innego narciarza. Na forumprawne.org swoją historią podzieliła się użytkowniczka Migos M:

Będąc na nartach za granicą doprowadziłam do małego wypadku, mianowicie potrąciłam inna osobę na stoku, dokładnie obywatelkę Niemiec. Kobiecie absolutnie nic się nie stało, ale wezwała pogotowie, zabrano moje dane, ewidentnie symulowała, gdyż wyczuła możliwości płynące z takiego wypadku. Po ponad roku otrzymałam rachunek z DE za jej leczenie oraz zwolnienie chorobowe na kwotę 13 tysięcy euro! Co robić? Jakie mam możliwości aby zostało to anulowane, lub na zawarcie ugody? Gdzie się odwołać? Pomocy!

Próby odzyskania odszkodowania od sprawcy wypadku za granicą zdarzają się bardzo często i nie chodzi tu o jakieś małe sumy, czasami gra toczy się nawet o dożywotnią rentę. Lepiej zabezpieczyć się na taki wypadek posiadając w ramach polisy narciarskiej OC w życiu prywatnym - w razie konieczności pokrycia odszkodowania żądaną sumę wypłaci za nas ubezpieczyciel. Warto też pomyśleć o ubezpieczeniu bagażu i sprzętu sportowego na wypadek kradzieży, zniszczenia czy zgubienia.

Olej w głowie, polisa w kieszeni

Polisa narciarska to nie fanaberia, a przejaw zdrowego rozsądku, obowiązek każdego dbającego o bezpieczeństwo własne i innych narciarza. Odpowiednio dobrane ubezpieczenie powinno się składać z następujących elementów:

* koszty leczenia (minimum na 20-30 000 euro, w tym zawarte są również koszty transportu do kraju),

* koszty ratownictwa (przynajmniej na 5000 euro),

* ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym (50 000 - 100 000 euro),

* NNW, czyli ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków,

* ubezpieczenie sprzętu sportowego,

* ubezpieczenie bagażu.

Trzeba też sprawdzić, czy towarzystwo ubezpieczeniowe wymaga dokupienia rozszerzenia od uprawiania sportów podwyższonego ryzyka lub ekstremalnych (zazwyczaj nie, taka opcja obowiązuje osoby uprawiające freeride i freestyle, czyli niestandardową jazdę na nartach lub na snowboardzie, np. wykonywaną poza stokiem). Osoby ze zdiagnozowaną długoterminową chorobą powinny rozszerzyć polisę o "choroby przewlekłe".

Ubezpieczenie narciarskie kosztuje tyle co... herbata

Koszt ubezpieczenia nie jest duży. Wystarczy po prostu wybrać odpowiednią ofertę sięgając do internetu, np. wykorzystując kalkulator ubezpieczeń narciarskich, który pozwala na porównanie kilkunastu pakietów różnych towarzystw ubezpieczeniowych i dopasowanie polisy do swoich potrzeb. Poniższa tabelka przedstawia uśredniony koszt ubezpieczenia narciarskiego w pakiecie podstawowym z niższymi sumami gwarantowanymi oraz w pakiecie rozszerzonym z wyższymi kwotami.

Nie są to jak widać wysokie kwoty, a z polisą ma się komfort psychiczny i pewność, że jesteśmy objęci ochroną w razie jakiegokolwiek zdarzenia na stoku, ale i poza nim. Warto pomyśleć o sobie i innych narciarzach, a po białym szaleństwie wrócić cało i zdrowo do domu. Tym bardziej, że za dzień ochrony zapłacimy około 5 zł - czyli mniej więcej tyle, ile za herbatę w schronisku czy kubek grzańca na stoku.

Magdalena Kajzer, rankomat.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »