Reklama

Nie tylko Polska obawia się rosyjskiej pętli?

Co łączy transgraniczne projekty rozwoju infrastruktury paliw i energii w naszym regionie? Nie byłoby ich bez wsparcia UE i wspólnej chęci zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego.

Reklama

Idea współpracy przy realizacji projektów infrastrukturalnych sektora energetyczno-paliwowego to wdzięczny temat dla polityków oraz dla armii ekspertów i doradców. Co jednak dzieje się w praktyce w sferze projektów uznawanych za kluczowe dla naszego regionu?

Do kluczowych, przynajmniej z polskiego punktu widzenia, projektów infrastrukturalnych o charakterze regionalnym można zaliczyć połączenia zarówno gazowe, energetyczne, jak i naftowe. Mają one - mniejsze lub większe - wsparcie Komisji Europejskiej, także w aspekcie finansowym. Każdy z nich wymaga jednak ogromnego wysiłku organizacyjnego od odpowiedzialnych podmiotów, a także pokonywania wielu trudności - wszystko w imię likwidacji wysp energetycznych w naszym regionie kontynentu.

Korytarz gazowy Północ-Południe, interkonektor gazowy Polska-Litwa, także polsko-litewski most energetyczny czy wreszcie rurociąg Odessa-Brody-Płock - projekty te różnią się stopniem zaawansowania, realizacja ostatniego z nich wciąż nie jest przesądzona, mają jednak pewien wspólny mianownik - zapewne żaden z nich nie ruszyłby z miejsca, gdyby nie wspólna dla krajów regionu chęć poprawy bezpieczeństwa energetycznego i finansowe wsparcie UE.

Z gazem na południe

Korytarz gazowy, biegnący z budowanego obecnie terminala LNG w Świnoujściu ku naszej południowej granicy, a następnie do Czech, Słowacji i dalej na południe Europy, to pierwszy z tych projektów, który można uznać przynajmniej w części za zrealizowany. We wrześniu ubiegłego roku oddany został do użytku interkonektor na granicy polsko- -czeskiej.

- Dobrze pamiętamy kłopoty z gazem podczas konfliktu między Ukrainą i Rosją. Czechy pełniły wtedy prezydencję w UE. Otwarte dziś połączenie to ważny krok w budowie jednolitego rynku gazowego w Europie - mówił wówczas czeski premier Petr Nečas.

Polski odcinek połączenia w okolicy Cieszyna został ukończony jeszcze w 2010 roku. W kwietniu 2011 r. czeska firma gazownicza Net4Gas (odpowiednik Gaz-Systemu, naszego operatora przesyłowego) rozpoczęła budowę rury Stork do transgranicznego połączenia. Ma ona 10 km długości i połączona jest z dwa razy dłuższym gazociągiem po naszej stronie. Najtrudniejszy odcinek prowadził przez graniczną rzekę Olzę, a część rur położono w podziemnych tunelach wydrążonych pod drogami i linią kolejową. UE na inwestycję dała 14 mln euro.

Sam interkonektor nie jest jednak wykorzystywany w stu procentach. Może on bowiem przesłać trzy razy więcej gazu, niż jest w stanie przyjąć gazociąg prowadzący w głąb Polski.

Jego zdolności przesyłowe to 2,5-3 mld m sześc. rocznie, a 300-milimetrowy rurociąg w kierunku Oświęcimia może przetransportować maksymalnie 0,9 mld m sześc. - Cały czas pracujemy nad tym z czeskimi kolegami - zapewnia prezes Gaz-Systemu Jan Chadam.

Korytarz zaczynał się będzie w Świnoujściu, gdzie w połowie 2014 roku ma nastąpić rozładunek pierwszego statku z LNG. - Terminal LNG to tak naprawdę okno na świat, jeśli chodzi o dostęp do rynku gazu.

Mamy świadomość, że kraje Europy Środkowej takie jak Czechy, Słowacja czy Austria dzięki temu rozwiązaniu będą mogły w przyszłości kupować gaz nie tylko z gazociągu, ale również w postaci skroplonej. Projekt ten będzie gotowy w roku 2014 - zapewnia Chadam.

Warto jednak pamiętać, że terminal to kilka placów budowy - cały projekt realizowany jest przez czterech inwestorów: Urząd Morski w Szczecinie, Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście oraz Gaz-System i jego spółkę zależną Polskie LNG.

Do końca roku ma być gotowy falochron zabezpieczający miejsce cumowania statków. Później prowadzone będą jeszcze prace pogłębiarskie w samym porcie. Prace nad tzw. platformami cumowniczymi są zaawansowane w ok. 70 proc., co oznacza, że przebiegają zgodnie z harmonogramem.

We właściwym terminalu trwają wciąż prace przy zbiornikach. Na czerwiec zaplanowano podniesienie dachu na pierwszym z nich. W lipcu - na drugim. Trwają także prace przy budowie budynków towarzyszących.

Postęp prac wskazuje, jak zapewnia Chadam, że terminal będzie gotowy do eksploatacji w wymaganym terminie.

Korytarz to także ogromny, jak na nasze dotychczasowe doświadczenia, program rozbudowy sieci gazociągów, które połączą terminal z resztą Polski, a w konsekwencji także z krajami na południe od nas.

- To ponad 1000 kilometrów nowoczesnej infrastruktury gazowej.

W tym roku zakończyliśmy wszystkie prace związane z uzyskiwaniem pozwoleń, podpisywaniem umów na wykonawstwo. Dostarczane są też rury i armatura do ich budowy.

Część z tych gazociągów będzie gotowa w roku 2013, a część w 2014 r. Dla uzupełnienia całego korytarza potrzeba jeszcze około 800 km gazociągów, które planujemy wybudować do roku 2017 - informuje prezes Gaz-Systemu.

Prąd i gaz dla Litwy

Idea gazowych interkonektorów nie dotyczy tylko polskiej granicy południowej.

Równie ważne, a może nawet ważniejsze z punktu widzenia regionu, byłoby powstanie takiego połączenia między Polską a Litwą.

- Połączenie naszych sieci gazowych jest niezwykle ważne z naszego punktu widzenia. Wystarczy bowiem powiedzieć, że cena gazu, jaki kupujemy od Gazpromu, jest o 100 dolarów wyższa niż cena tego samego gazu na granicy polsko-niemieckiej - argumentuje litewski minister ds. energii Arvydas Sekmokas.

Jest to także jedyna możliwość połączenia wszystkich trzech krajów bałtyckich z europejską siecią gazową.

- W moim przekonaniu, ma on ogromne szanse powodzenia, choćby z tego powodu, że likwiduje wyspę energetyczną, jaką są obecnie kraje bałtyckie pod względem gazu. Ma on duże wsparcie Komisji Europejskiej i jest na bardzo wysokim miejscu na liście projektów priorytetowych - zapewnia Jan Chadam.

Polski operator jest obecnie z partnerem litewskim po pierwszym etapie studium wykonalności, które uzyskało bardzo dobre oceny Komisji Europejskiej. Na przełomie III i IV kwartału ma być gotowa pełna dokumentacja.

Chadam zwraca jednak uwagę, iż nie jest to jednak projekt, który z punktu widzenia ekonomicznego byłby sam w sobie opłacalny.

- W związku z tym będziemy potrzebować ze strony KE także wsparcia finansowego - pracujemy obecnie nad taką aplikacją - mówi. Z punktu widzenia Litwy projekt ma jeszcze jedną zaletę.

- Litwa ma istotny atut w postaci znaczących magazynów gazu, które mogą być jeszcze rozbudowywane.

Wraz z powstaniem połączenia utworzy się więc możliwość wykorzystania tych możliwości magazynowych dla poprawy płynności europejskiego rynku gazu. Korzyści będą więc możliwe do osiągnięcia dla wszystkich stron - przekonuje Arvydas Sekmokas.

Między Polską a Litwą ma powstać jeszcze jedno istotne połączenie transgraniczne - most energetyczny. Po wielu latach bezowocnych negocjacji jego powstanie wydaje się już przesądzone.

- Projekt realizowany jest według założonego harmonogramu i mieści się w przyjętym budżecie. W 2015 roku będzie można przesłać tą drogą 300 MW energii, a docelowo aż 1000 MW - twierdzi Virgilijus Poderys, prezes zarządu Litgrid AB.

Optymistą w tym zakresie jest także prezes PSE Operator Henryk Majchrzak. - Przetargi na wszystkie 11 projektów tworzących most energetyczny zostały zakończone, a wykonawcy już pracują. Nie mam wątpliwości, że ten projekt powstanie - zapewnił.

Aby skorzystać z przyznanych na ten cel środków unijnych, inwestycja musi zostać zakończona do końca 2015 roku. Jak wcześniej informowały władze PSE Operator, pierwszy etap inwestycji ma kosztować około 3 mld zł, w czym mieści się 683 mln zł dofinansowania unijnego. Ten etap ma być zakończony do 2015 roku.

Inwestycja jest podzielona na 11 różnych zadań, które będą realizowane na terenie województw: podlaskiego, warmińsko-mazurskiego i części mazowieckiego. Zbudowane mają być m.in. linie 400 kV Ostrołęka-Łomża do stacji Narew koło Turośni Kościelnej, rozdzielnia w stacji Narew, linia 400 kV Ełk-Łomża, stacja Łomża oraz linia 400 kV z Ełku do granicy polsko- litewskiej. Zgodnie z projektem ma powstać ok. 450 km linii energetycznych.

Daleko do ropy

Na tle wszystkich wymienionych wyżej inwestycji najgorzej prezentują się postępy inwestycji w sektorze naftowym.

Sztandarowym projektem jest tu od lat rurociąg Odessa-Brody-Płock. Od lat, bo sam pomysł dostaw kaspijskiej ropy do naszych rafinerii powstał jeszcze na początku lat 90. XX wieku jako element projektu tzw. Euroazjatyckiego Korytarza Transportu Ropy Naftowej.

Pierwszy odcinek rurociągu między Odessą a Brodami na Ukrainie został ukończony w 2002 roku. Projekt miał wówczas mocne wsparcie ze strony USA. Ze względu na przeciągające się negocjacje w sprawie przedłużenia rurociągu do Płocka, Ukraina zdecydowała jednak o odwróceniu istniejącego już odcinka i przesyłaniu rosyjskiej ropy w kierunku Odessy i dalej drogą morską do Europy Południowej i Zachodniej.

Ten stan utrzymywał się do roku 2011, kiedy to rurociąg zaczął przesyłać wenezuelską, a potem azerską ropę na Białoruś.

Zaangażowanie Unii Europejskiej w projekt sięga 2003 roku, kiedy to padły pierwsze deklaracje o możliwym wsparciu finansowym. Ostatecznie Komisja Europejska przyznała spółce Sarmatia blisko 500 mln zł na dokończenie rurociągu. Warunkiem skorzystania z tych środków jest jednak jego zakończenie przed końcem 2015 roku.

Tymczasem projekt wciąż znajduje się na etapie zbierania niezbędnej dokumentacji.

Sarmatia ma już gotowe studium wykonalności, które wyceniło projekt na około 1,8 mld zł. Trwają wciąż prace nad raportem środowiskowym, który ma być gotowy na przełomie 2012 i 2013 roku. Mniej więcej w tym samym czasie zniknąć ma kolejna przeszkoda dla realizacji projektu, a mianowicie brak odpowiednich zapisów w planach zagospodarowania przestrzennego ponad 20 polskich gmin leżących na trasie planowanego rurociągu. Wraz ze skompletowaniem całej dokumentacji można będzie wystąpić o pozwolenie na budowę i wybrać wykonawcę - sama budowa nie powinna potrwać dłużej niż rok. Jest jednak jedno "ale" - brak porozumienia międzyrządowego, które uregulowałoby kwestie wolumenu przesyłanej ropy i jej ceny. Póki co światełka w tym tunelu nie widać.

Ministerstwo Gospodarki prowadzi co prawda rozmowy z ukraińskim odpowiednikiem w ramach wspólnej grupy roboczej, ale do tanga w tym przypadku dwoje nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze deklaracja ze strony dostawcy, którym miałby zostać Azerbejdżan.

Nieoficjalnie mówi się, że polski rząd już się zastanawia, jak wykorzystać 0,5 mld zł przyznane temu projektowi przez Komisję Europejską.

W grę wchodzi m.in. wykorzystanie ich na budowę gazociągów, którymi miałby w przyszłości popłynąć gaz łupkowy.

Jedno jest pewne - najbliższe pół roku zadecyduje o być albo nie być dla polsko-ukraińskiej rury.

Marcin Szczepański

Dowiedz się więcej na temat: gazoport | Ukraina | gaz | Litwa | South Stream | gaz łupkowy | Polskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »