Reklama

Niemcy przyspieszą certyfikację Nord Stream 2?

Nord Stream 2 jest już gotowy, teraz spółka czeka na certyfikację w Niemczech, która później będzie musiała być zatwierdzona przez Komisję Europejską. Napięta sytuacja na rynku gazu może skłonić niemieckiego regulatora do przyspieszenia procesu, na który teoretycznie ma cztery miesiące. Tymczasem o dostęp do Nord Stream 2 stara się Rosnieft. Spółka chce dołączyć do Gazpromu jako eksporter gazu rurociągowego. Czy to próba wyjścia naprzeciw regulacjom unijnym?

Niemiecki regulator posiada już pakiet dokumentów potrzebnych do wydania wniosku certyfikacyjnego. Niemcy mają czas na odpowiedź do 8 stycznia 2022 roku. Następnie projekt decyzji przedłożą Komisji Europejskiej, która na wyrażenie opinii będzie miała dwa miesiące.

Ostatnia partia rur została położona na dnie Bałtyku w zeszłym tygodniu. Tym samym inwestycja została ukończona. Prezes Gazpromu Aleksiej Miller ocenia, że firma teoretycznie jest gotowa, by rozpocząć przesył paliwa już w tym sezonie grzewczym, ale konieczne jest dopełnienie wszelkich formalności.

Reklama

Czas nagli

Cytowany przez rosyjskie media Igor Juszczkow, ekspert Rządowej Wyższej Szkoły Finansowej, analityk Narodowego Funduszu Bezpieczeństwa Energetycznego, ocenia, że decyzja o certyfikacji może zostać podjęta szybciej, argumentuje, że Europa jest zainteresowana jak najszybszym uruchomieniem gazociągu, by przygotować się do sezonu grzewczego. A czasu zostało mało.

Podobnego zdania jest Szymon Kardaś, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. - Rosnące ceny gazu i niski poziom zapełnienia europejskich magazynów sprawiają, że może pojawić się dodatkowa presja ze strony Niemiec. W związku z tym proces certyfikacji może przyspieszyć. Teoretycznie Niemcy mają na to cztery miesiące, ale nie oznacza to, że decyzji nie można podjąć szybciej - mówi Interii. - Na rynku mówi się, że możliwe jest takie rozstrzygnięcie, które umożliwi tymczasową eksploatację Nord Stream 2, zanim procedura przejdzie przez Komisję Europejską - dodaje.

To jednak rodziłoby ryzyko zaskarżenia decyzji przez przeciwników szybkiego uruchomienia gazociągu.

Europa potrzebuje gazu, bo jej magazyny są wypełnione w dużo niższym stopniu niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Wpływ miała na to mroźna i długa zima oraz ożywienie gospodarcze po kryzysie związanym z pandemią. O gaz Stary Kontynent musi też konkurować z Azją, która przejmuje część ładunków LNG, oferując wyższe ceny.

Tymczasem Gazprom stosuje zachowawczą politykę handlową. Spółka wywiązuje się co prawda ze zobowiązań określonych w umowach, ale nie jest chętna do wysyłki dodatkowych wolumenów do Europy. To powoduje, że gaz jest coraz droższy. Jego ceny na giełdach biją rekordy. Gazprom swoimi działaniami utrzymuje ceny surowca na wysokim poziomie, ale jednocześnie podkreśla potrzebę uruchomienia Nord Stream 2.

Kolejna próba Rosnieftu

Niedawno firma Rosnieft zwróciła się do prezydenta Władimira Putina z prośbą o zezwolenie na eksport gazu do Europy gazociągiem Nord Stream 2. Putin przekierował sprawę do rosyjskiego rządu. Wicepremier Aleksandr Nowak informował, że ministerstwa analizują wniosek, następnie sprawa będzie dyskutowana na forum rządowym.

Można to odczytać jako próbę wyjścia naprzeciw regulacjom unijnym, w tym przepisowi trzeciego pakietu energetycznego o udostępnieniu przepustowości stronom trzecim. Nowak nie skomentował, czy takie zezwolenie dla Rosnieftu rozwiązałoby kwestię unijnych regulacji i ograniczeń w korzystaniu z Nord Stream 2.

- Jeśli chodzi o dopuszczenie Rosnieftu do eksportu gazu rurociągami, jestem sceptyczny. Na razie ministerstwo energetyki ogłosiło, że analizuje tę kwestię. W ciągu najbliższych dni ma przedstawić raport i przedłożyć go rządowi oraz Kremlowi. Bo tę decyzję musi ostatecznie podjąć Władimir Putin. To jedna ze strategicznych kwestii dotyczących sektora gazowego, oznaczałaby zniesienie uprzywilejowania Gazpromu. A to miałoby poważne implikacje - tłumaczy Kardaś w rozmowie z Interią.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

W Rosji wyłączność na eksport gazu rurociągami ma Gazprom. Rosnieft już kilka razy podejmował próby przełamania monopolu Gazpromu, starając się o podobną zgodę dla siebie, ale dotychczas takiego pozwolenia nie otrzymał.

Gazprom w takich sytuacjach utrzymuje, że skoro ma się dzielić przywilejami, powinien też podzielić się obowiązkami. Spółka musi gazyfikować kolejne części kraju, dostarczać gaz również do odległych regionów Rosji, nie licząc na zyski, boryka się z problemem zadłużenia ze strony wielu odbiorców. Ponosi też nakłady na modernizację infrastruktury -  gazociągów, magazynów gazowych. Uzyskanie prawa do eksportu przez inne firmy oznaczałoby także konieczność uczestniczenia w tego typu kosztach.

Dotychczas Rosnieft i Novatek uzyskały tylko prawo do eksportu gazu skroplonego, LNG.

Realny plan, czy zagrywka?

Kardaś zastanawia się też nad realnymi możliwościami eksportowymi Rosnieftu. Spółka osiem lat temu zapowiadała, że w 2020 r. będzie produkować 100 mld m sześc. gazu rocznie. W rzeczywistości w minionym roku produkcja wyniosła nieco ponad 60 mld m sześc. Firma ma swoje zobowiązania na rynku krajowym, pozostaje więc pytanie, skąd miałaby brać gaz na eksport.

- Chyba że Rosjanie skłonni byliby przyjąć fikcyjne rozwiązanie, w którym nie chodziłoby o rzeczywistą demonopolizację eksportu, a o próbę obejścia przepisów. Wyobrażam sobie sytuację, w której Rosnieft kupowałby gaz od Gazpromu i w ramach specjalnej umowy, nie uzyskując jednak generalnego prawa do eksportu surowca systemem rurociągowym, sprzedawałby te de facto gazpromowskie wolumeny poprzez Nord Stream 2, by obejść zasadę TPA (dostępu stron trzecich do infrastruktury - red.) - mówił Szymon Kardaś.

Nord Stream 2 to dwunitkowa magistrala, która łączy Niemcy i Rosję. Jej roczna przepustowość wynosi 55 mld m sześc. gazu. Gazociąg ma sporo przeciwników, wśród nich Polskę, kraje bałtyckie i USA. Krytycy wskazują, że Nord Stream 2 zwiększy zależność energetyczną Europy od rosyjskiego gazu.

Latem Niemcy i Stany Zjednoczone porozumiały się w kwestii gazociągu. USA wstrzymały nakładanie sankcji, z kolei Niemcy zadeklarowały, że poczynią inwestycje na Ukrainie (m.in. w zieloną transformację) i zobowiązały się, że będą na Rosję nakładać sankcje, jeśli ta podejmie wrogie działania. Negocjacje z Rosją mają też dotyczyć utrzymania tranzytu przez Ukrainę rosyjskiego gazu jeszcze 10 lat po wygaśnięciu obecnej umowy (która wygasa w 2024 r.).

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »