Reklama

Niemcy zazdrośni o polskie meble

Kontakty międzynarodowe to nie tylko patetyczne słowa o braterstwie i wyreżyserowane dla PR-owskich celów gesty. Często ukrywają one zaciętą biznesową rywalizację, w której gracze w imię swoich interesów dopuszczają się ciosów poniżej pasa. Najświeższego przykładu tej gorzkiej prozy życia dostarczają polsko-niemieckie stosunki gospodarcze. Przegrywający walkę o rodzimego klienta meblarze zza Odry wzywają na pomoc Komisję Europejską.

Niemiecka akcja wiąże się z podsumowaniem półrocza, którego branżowa organizacja Möbelindustrieverband (VDM) dokonała 29 sierpnia na zebraniu zarządu w Kolonii. Teoretycznie ludzie biznesu mieli powody do radości, ponieważ z danych statystycznych wynika, że w 2013 r. nad Renem oddano do użytku 214 tys. mieszkań, co przełożyło się w pierwszej połowie bieżącego roku na wzrost dochodów tej gałęzi przemysłu o 1,6 proc. (8,1 mld euro). Zakupowi elementów wyposażenia wnętrz sprzyjała obfitość tanich kredytów, dzięki którym Niemcy wydają najwięcej pieniędzy na świecie na ten cel - 390 euro na mieszkańca. Wypowiadającego się na ten temat eksperta VDM Jana Kurtha zaniepokoił jednak wzrost roli importu w zaspokajaniu zapotrzebowania Niemców na meble. Dziesięć lat temu zza granicy sprowadzano do jego kraju 30 proc. domowych sprzętów, obecnie wskaźnik ten wynosi 58 proc. W pierwszych pięciu miesiącach 2014 r. import mebli do Niemiec zwiększył się o 6,8 proc. Obecnie opiewa on na 4,6 mld euro. 1,1 mld euro z tej sumy przypada na Polskę, co oznacza wzrost o 7,6 proc., aczkolwiek VDM przyznaje, że inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej również znacznie zaktywizowały swoje działania w tej dziedzinie. Jednocześnie eksport niemieckich mebli do maja 2014 r. spadł o 0,8 proc., przynosząc 3,8 mld euro zysków. Innymi słowy, jedynie 30 proc. produkcji niemieckiego przemysłu tej gałęzi trafiło za granicę, co zresztą nie przeszkadza jej zajmować pod tym względem trzeciego miejsca na świecie i drugiego w Europie.

Polska ekspansja

Reklama

W rankingu rynkowych graczy wyprzedziliśmy Chiny, które spędzały sen z oczu Kurtha przy okazji podobnego podsumowania dokonanego półtora roku temu. Państwo Środka jest w stanie zarobić na niemieckim konsumencie w tej dziedzinie o pół miliarda euro mniej niż my. Prezes firmy Soflex Bernhard Wolf w rozmowie z "Deutsche Welle" stwierdził, że stało się tak z powodu rosnących kosztów przewozu towarów ciężarówkami, co faworyzuje interesy z producentami operującymi względnie blisko granicy między zainteresowanymi państwami. Kontakty z Niemcami stanowią najważniejszy element eksportowej strategii polskich meblarzy, którzy według danych na koniec 2013 r. stanowią światową czwartą siłę - po Chinach, Niemczech i Włoszech.

Dzięki współpracy z zatrudnionymi przez siebie lokalnymi specjalistami firma Forte eksportuje za Odrę 60 proc. swojej produkcji. Sporym echem odbiło się również przejęcie w 2011 r. przez krośnieński Nowy Styl niemieckiej spółki Sato Office znanej z produkcji krzeseł do biur, kin i teatrów. W połowie 2013 r. polska firma kupiła także wytwarzający meble biurowe Rohde und Grahl. Transakcja ta była planowana jako wstęp do ekspansji na rynek holenderski. Biznesmenom z Podkarpacia udaje się godzić ze sobą prowadzenie interesów na wschodzie i zachodzie Europy. Nowy Styl posiada obecnie bowiem również zakłady produkcyjne w Rosji i na Ukrainie.

Wszystkie chwyty dozwolone

Nowo wybrany prezes VDM Axel Schramm obwinia za zaistniałą sytuację nadużywanie przez polskich producentów dotacji przydzielanych przez Komisję Europejską. W związku z tym kierowana przez niego federacja skierowała oficjalną skargę do Brukseli. Schramm przyznaje, że aby zdobyć dowody niewłaściwego postępowania rywali, jego podwładni uciekli się do "ukrytych badań", czyli szpiegowania polskich przedsiębiorców. Zapowiedział także, że zrobi wszystko, aby eurokraci wzięli pod uwagę niemieckie roszczenia w trakcie przyznawania kolejnych grantów.

Słowa i działania przywódców VDM wiele mówią o niemieckim nastawieniu do Polaków, gdy w grę wchodzi zagrożenie żywotnych interesów. Trzeba jednak przyznać, że w zgodzie ze stereotypowym wizerunkiem "pruskiej solidności" starają się oni szukać również innych niż donosy sposobów na zminimalizowanie roli rywali. Niekorzystny bilans ma zmienić postawienie na jakość produkowanych mebli kosztem zaspokajania potrzeb mas.

Wyróżnianiu przodujących w utrzymywaniu standardów jakości przedsiębiorców ma służyć specjalna plakietka "Made in Germany". Zapowiadana jest również ścisła współpraca producentów z handlowcami przy promocji rodzimej wytwórczości, choć meblarze skarżą się, że obrót tym towarem ze względu na niskie ceny jest mniej opłacalny niż sprzedaż wyrobów innych branż, np. elektronicznej.

Kozły ofiarne

Polscy eksperci uważają niemieckie zarzuty za wydumane. Tłumaczą, że w zdobywaniu rynku sąsiada naszym biznesmenom nie pomaga Unia, lecz niższe koszty pracy. Dobra passa naszych spółek może się szybko skończyć, kiedy sieci handlowe i znane marki, na zlecenie których produkuje się w Polsce meble, znajdą kraj, w którym da się produkować jeszcze taniej, szczególnie jeżeli nie będzie on tak mocno oddalony od siedzib koncernów, jak np. Chiny. Powstałe w ten sposób straty byłby w stanie zrekompensować eksport na Wschód, gdzie nasze marki są bardziej rozpoznawalne, aczkolwiek w obecnym klimacie politycznym należałoby się obawiać np. wykorzystania przeciw Polsce tamtejszych wyśrubowanych norm dotyczących płyt wiórowych.

Mimo komplementów wypowiadanych pod adresem kwalifikacji polskich załóg, jakości wzornictwa i standardów bezpieczeństwa przez wspomnianego Wolfa czy szefa wytwórni mebli tapicerskich Steinpol, Bruno Steinhoffa, nie da się ukryć, że pod względem budowy narodowej marki jesteśmy wciąż w tyle za Zachodem. Jedyną receptą na uchronienie się przed załamaniem koniunktury jest pójście drogą... Niemiec.

Jednak nie poprzez polityczny lobbing, ponieważ w tej kwestii nie jesteśmy w stanie przebić państw starej Unii, lecz poprzez zwiększenie nacisku na zaspokajanie potrzeb wymagających odbiorców. Nie przekreślając konieczności istnienia firm konkurujących przede wszystkim cenowo, nie ulega wątpliwości, że dobra jakość polskich wyrobów wydaje się najpewniejszą przepustką na salony.

Kordian Kuczma

Autor jest doktorem nauk politycznych PAN

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »