Reklama

Niemiecka prasa o alarmie ws. gazu: "Czeka nas ciężka zima"

Rosja ograniczyła dostawy gazu, a minister gospodarki Niemiec ogłosił drugi stopień planu awaryjnego. Prasa komentuje.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

"Handelsblatt" apeluje:

"Znowu przeżywamy punkt zwrotny. Wymaga to, by jakiś nowy Joschka Fischer z Zielonych przekonał swoich ludzi mocnym przemówieniem, że dalsze wydobywanie węgla brunatnego jest na pewno gorszym wyborem, jeśli chodzi o ratowanie klimatu. Przyszłość nie może leżeć w wydobywaniu węgla. Jeśli zmiany klimatyczne są największym zagrożeniem spowodowanym przez ludzi, co się stale podkreśla, z pewnością powinniśmy podjąć drugie co do wielkości ryzyko i zaakceptować elektrownie jądrowe, przynajmniej przez jakiś czas".

Reklama

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" analizuje:

"Niemcy zostały trafione w swoją piętę achillesową, a mianowicie - w niewystarczająco zagwarantowane bezpieczeństwo dostaw nośników energii. Niemiecka polityka energetyczna w ostatnim dziesięcioleciu opierała się na iluzjach, porównywalnych z tymi, którymi kierowała się nasza polityka wobec Rosji. Dobrze oddaje to obecna dyskusja na temat energii jądrowej. Ci, którzy uważali, że wycofanie się z niej było zbyt pospieszne, teraz domagają się przedłużenia czasu eksploatacji elektrowni atomowych, a ci, którzy zawsze byli przeciwni energii jądrowej, nadal są jej przeciwni, także wtedy, gdy liczy się każda kilowatogodzina. Trudnej sytuacji, która może nam grozić jesienią i zimą nie da jednak rozładować poprzez ponowne kopanie starych ideologicznych rowów. Dla koalicji rządowej jest to wyzwanie, które wykracza poza ostry stan zagrożenia. Podjęto już wstępne działania, takie jak decyzja o budowie terminali LNG. Miną jednak lata, zanim niemiecka polityka energetyczna odzyska tak bardzo nam potrzebną stabilność i równowagę".

Według "Frankfurter Rundschau":

"Sytuacja jest zatem poważna, ale nie beznadziejna. W końcu rząd wkrótce po objęciu władzy zaczął naprawiać błędy wszystkich poprzednich rządów. W ostatnich miesiącach Niemcy wykorzystały całą swoją potęgę gospodarczą, aby pozyskać dla siebie niemal wszystko, co jest dostępne na światowym rynku skroplonego gazu ziemnego (LNG) albo specjalne statki do jego transportu. Planuje się, że pierwszy gaz LNG popłynie z wybrzeża Morza Północnego do sieci już w 2023 roku. Może to nastąpić nawet szybciej, jeśli wcześniej zostaną ukończone odpowiednie połączenia gazoportów z lądem. Dodatkowe naciski na załatwienie tej sprawy nie są potrzebne, bo zbiorniki gazu są wypełnione w ponad 60 procentach. To nie wystarczy, ale to dużo więcej niż nic. Zima może być ciężka i będziemy musieli się ciepło ubrać w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale za to Putin nie rzuci nas na kolana".

"Augsburger Allgemeine" pisze:

"Robert Habeck ułatwia sobie zadanie mówiąc, że winę za rozwój sytuacji ponosi nie obecny rząd, tylko poprzedni, który zbyt mocno uzależnił kraj od dostaw rosyjskiego gazu i nie rozwijał w wystarczającym stopniu energetyki opartej na odnawialnych źródłach energii. Ten polityk Zielonych zapomina jednak, że sam miał już pół roku na przestawienie zwrotnic w polityce energetycznej. Na razie jednak, poza zapowiedziami, nie zrobił nic, aby poprawić pogarszającą się sytuację. Niemcy wciąż czekają na obiecany gaz z Kataru. Przypisywanie innym winy przez Habecka nikomu nie pomaga. Rząd i opozycja muszą wspólnie wypracować konieczne rozwiązania. Sytuacja ekonomiczna kraju nigdy nie była tak poważna, nawet podczas pandemii".

Zdaniem "Reutlinger General-Anzeiger" nie należy obwiniać Habecka za wiele zwrotów, jakie uczynił. "Robi to, co należy zrobić w polityce energetycznej. Ale najwyraźniej to wciąż nie wystarcza. W przeciwnym razie minister gospodarki nie musiałby ogłaszać drugiego stopnia planu alarmowego. Nie oznacza to jeszcze, że energia będzie reglamentowana. Jest to jednak znak, że gaz będzie jeszcze droższy, a inflacja będzie nadal rosła. Jest to również sygnał, że Niemcy w zbyt wolnym tempie napełniają magazyny gazu. Celem jest osiągnięcie w zimie poziomu napełnienia wynoszącego 90 procent. W związku z tym Niemców czeka trudna zima. A Habeck będzie musiał zadać sobie pytanie, zwłaszcza w odniesieniu do elektrowni atomowych i węglowych, czy w porę zmienił kurs".

"Wiesbadener Kurier" stwierdza, że ogłoszenie alarmu ma obudzić konsumentów, władze i przedsiębiorstwa. "Wszyscy powinni oszczędzać gaz jak nigdy dotąd. Politycy mają nadzieję, że uda się zmniejszyć zużycie energii o około jedną piątą. Nie podjęto jeszcze żadnych działań przymusowych. Jest to jednak ostatnie ostrzeżenie przed przystąpieniem do triażu, czyli selekcji, kto w danej sytuacji będzie zaopatrywany w zimie w gaz, a kto nie. Poziom napełnienia zbiorników gazu w magazynach służy jako wskaźnik, kiedy zapasy gazu osiągną stan krytyczny, co może nastąpić na początku 2023 roku. Konsumenci prywatni i infrastruktura krytyczna, taka jak szpitale, będą wtedy słusznie korzystać ze szczególnej ochrony. Ale to będzie drogo kosztować“.

Dagmara Jakubczak, Redakcja Polska Deutsche Welle

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Zobacz również:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »