Reklama

Nord Stream 2, pożegnalny prezent Merkel dla Putina

Współpraca gospodarcza między Niemcami a Rosją ma długie tradycje i żadna ze stron nie chce tego zmieniać. Angela Merkel postrzegana jest jako zwolennik niemiecko-rosyjskiej kooperacji, której symbolem jest kontrowersyjny gazociąg Nord Stream 2. Mimo kolejnych problemów inwestycja postępowała. Nie przerwały jej ani działania Rosji wobec Ukrainy, ani aneksja Krymu, ani aresztowanie opozycjonisty Aleksieja Nawalnego.

Gazociąg krytykowały m.in. kraje bałtyckie, Polska i Ukraina, uznając go za projekt polityczny. Budowa infrastruktury omijającej Europę Środkowo-Wschodnią rodzi rozmaite konsekwencje. Dzięki Nord Stream 2 Gazprom będzie mógł zrezygnować z tranzytu gazu przesyłanego na Zachód istniejącymi rurociągami biegnącymi przez Polskę czy Ukrainę. Tymczasem pozycja kraju tranzytowego jest bezpieczniejsza.

Ale rezygnacja z tranzytu przez Europę Środkowo-Wschodnią oznacza też odcięcie poszczególnych krajów od opłat tranzytowych. Przez wiele lat Polska nie notowała z tego tytułu specjalnych korzyści ze względu na bardzo niskie stawki za tranzyt. Jednak już dla Ukrainy utrata dochodów z tego tytułu będzie bardzo bolesna, zyski z tranzytu w przypadku tego kraju wynoszą między 1,5 a 3 mld dol. rocznie. To już istotny element ukraińskiego budżetu.



Krytycy projektu przekonują też, że inwestycja zwiększy uzależnienie Unii Europejskiej od gazu z Rosji. Gazociąg Nord Stream 1, oddany do użytku w 2012 roku, ma przepustowość 55 mld m sześc. rocznie. Nord Stream 2, którego budowa właśnie się zakończyła, będzie miał takie same zdolności przesyłowe. Zwiększanie zakupów przez Niemcy gwarantuje stałe wpływy do rosyjskiego budżetu. Tymczasem polityczne działania Rosji budzą liczne kontrowersje.

Niebezpieczne narzędzie

Za polityczny projekt uznała m.in. Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. Udzieliła ona rok temu wywiadu dziennikarzom kilku redakcji, w którym odniosła się do Nord Stream 2. - Przez długi czas wielu uważało, że Nord Stream 2 jest czysto ekonomicznym przedsięwzięciem. Jestem głęboko przekonana, że to też jest wysoce polityczna inwestycja. A wzór postępowania Rosji nie zmienił się na lepsze w czasie budowy tego gazociągu, raczej na gorsze. Nadzieja, że handel i biznes gazowy poprawią relacje z Rosją, blaknie - mówiła. Dodała, że Komisja Europejska od strony biznesowej maksymalnie wykorzystała swoje możliwości blokowania tej inwestycji.



Również w ostatnich dniach komisarz UE ds. energii Kadri Simson stwierdzała, że projekt Nord Stream 2 nie jest potrzebny z punktu widzenia bezpieczeństwa dostaw i nie wspiera celu, jakim jest dywersyfikacja źródeł energii w UE. Przekonywała, że celem Komisji było zapewnienie, aby gazociąg Nord Stream 2 - o ile zostanie zbudowany - był eksploatowany w przejrzysty sposób, przy zagwarantowaniu nadzoru regulacyjnego na odpowiednim poziomie, zgodnie z prawodawstwem UE.

Determinacja Niemiec

Tymczasem Angela Merkel przekonywała, że gazociąg Nord Stream 2 nie jest projektem dwustronnym, a projektem o charakterze europejskim ze względu na udział przedsiębiorstw z innych krajów. Wielokrotnie podkreślała, że Niemcy popierają budowę Nord Stream 2, choć zastrzegała przy okazji, że potrzebne są zabezpieczenia, by nie dochodziło do nacisków politycznych na inne kraje.

Reklama

Gazprom w raportach finansowych wielokrotnie ostrzegał przed ryzykiem sankcyjnym, ale uciążliwości związane z amerykańskimi sankcjami skłoniły spółkę do zaostrzenia komunikatów. W pewnym momencie koncern wskazywał, że trzeba brać pod uwagę nie tylko ryzyko opóźnień, ale też nieukończenia inwestycji.

- Sądzę, że podkreślenie ryzyka nieukończenia gazociągu miało być elementem presji na Niemcy, sygnałem, że sankcje są coraz bardziej dotkliwe i trzeba zacząć działać - oceniał w rozmowie z Interią Szymon Kardaś, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich. Kanclerz Niemiec Angela Merkel podkreślała, że jej stanowisko wobec Nord Stream 2 się nie zmienia i nie zamierza porzucać inwestycji. Wolę jej dokończenia wyrażał także przewodniczący CDU Armin Laschet, kandydat na nowego kanclerza.



Merkel zaznaczała, że jest gotowa do rozmów na temat gazociągu ze Stanami Zjednoczonymi. Zmiana na stanowisku prezydenta USA była szansą na przełom w stosunkach niemiecko-amerykańskich (za czasów Donalda Trumpa przestrzeni do rozmów nie było). Faktycznie, w lipcu doszło do porozumienia. - Joe Biden był krytyczny wobec projektu Nord Stream 2, ale jednocześnie chciał odbudować relacje z dużymi graczami europejskimi, jak Francja czy Niemcy, nadszarpnięte po okresie prezydentury Donalda Trumpa. Wymagało to m.in. rozwiązania kwestii spornego gazociągu - mówił Kardaś.

Zobacz również: Janusz Reiter, były ambasador w Niemczech: Warszawa musi mieć ofertę dla nowego kanclerza 

Ustalono, że Niemcy stworzą Zielony Fundusz dla Ukrainy, który wesprze jej transformację i zapewni bezpieczeństwo energetyczne oraz zainwestują w ukraińską infrastrukturę. Berlin zobowiązał się też do negocjacji zmierzających do przedłużenia umowy na tranzyt rosyjskiego gazu przez Ukrainę do 10 lat (obecna wygasa w 2024 r.). Porozumienie przewiduje też nałożenie przez Berlin sankcji na Rosję, gdyby ta próbowała wykorzystać swoją przewagę energetyczną nad Ukrainą.



Porozumienie Berlina i Waszyngtonu wywołało falę negatywnych komentarzy ze strony nie tylko krajów bałtyckich, Polski i Ukrainy, ale też z Niemiec i USA. Niemiecki dziennik "Die Welt" napisał, że umowa jest pożegnalnym prezentem od Angeli Merkel dla Władimira Putina. "Frankfurter Allgemeine Zeitung" podkreślał, że Nord Stream 2 to geopolityczny instrument Kremla, który jeszcze bardziej uzależni Niemcy od Rosji. - Jest to pokoleniowy błąd geopolityczny, z którego przez dziesięciolecia przyszli dyktatorzy rosyjscy będą czerpać miliardy dolarów korzyści rocznie - grzmiał amerykański senator Ted Cruz.  

Trudna przyjaźń

Merkel próbowała też poprawiać relacje między Rosją a innymi krajami UE. Zależało jej na tym, by doprowadzić do unijnych spotkań na poziomie liderów z Władimirem Putinem. Jeszcze w czerwcu tego roku podkreślała, że konflikty rozwiązuje się najlepiej, gdy się ze sobą rozmawia. I zaznaczała, że nawet w czasie zimnej wojny prowadzono dialog. Część państw sprzeciwiła się tym pomysłom, wśród nich znalazła się Polska i kraje bałtyckie, a także Szwecja i Holandia.

Ona sama krytykowała wydarzenia na Ukrainie, aneksję Krymu, działania wobec opozycji, zabójstwa przeciwników politycznych. Dzięki niej otruty Nawalny miał szansę na leczenie w Berlinie. Merkel odwiedziła go zresztą w szpitalu. Podczas ostatniej wizyty w Moskwie apelowała, by uwolnić opozycjonistę. Ale jednocześnie robiła wszystko, by dopiąć strategiczną inwestycję gazową.

Współpraca gospodarcza między Niemcami i Rosją ma dłuższą tradycję. Nie bez znaczenia jest tu postać byłego kanclerza Gerharda Schroedera, uchodzącego za dobrego przyjaciela prezydenta Rosji. Od 2005 roku pracuje dla Nord Stream AG, a od 2017 r. jest on dodatkowo szefem rady nadzorczej Rosnieftu.- Musimy postrzegać Rosję nie jako przeciwnika, ale jako potencjalnego partnera - mówił. I dodawał, że Rosja musi rozwijać własną tożsamość i siłę gospodarczą.



Przekonywał, że odejście od atomu i węgla oznacza konieczność przejścia na błękitne paliwo, dlatego finalizacja budowy Nord Stream 2 jest kluczowa. Tłumaczył, że gaz amerykański, pochodzący z łupków, jest droższy i bardziej szkodliwy dla środowiska niż surowiec rosyjski. - Jeśli wstrzymamy realizację projektu, odpiłujemy gałąź, na której siedzimy - mówił, komentując sytuację w polityce energetycznej Niemiec. 

Pod wiatr...

Determinacja Niemiec sprawiła, że projekt biegnącego po dnie Bałtyku gazociągu, mimo że od początku wzbudzał kontrowersje, został ukończony. Problemów na drodze do jego realizacji było bez liku. Najpierw UOKiK nie udzielił zgody na powołanie konsorcjum przez firmy finansujące budowę. Następnie pojawiły się kłopoty z pozwoleniami na budowę. Dania opóźniała wydanie zgody na położenie rur na jej wodach terytorialnych.

W międzyczasie Unia Europejska przyjęła dyrektywę gazową, która znacząco zmniejszyła opłacalność projektu. Zgodnie z przepisami konieczne jest dopuszczenie do rurociągu stron trzecich, rozdział właścicielski (właściciel gazociągu nie może być właścicielem przesyłanego nim gazu) i stosowanie transparentnych taryf rynkowych. Jak na razie stronie rosyjskiej nie udało się uzyskać wyłączeń Nord Stream 2 spod tej dyrektywy.

W październiku 2020 r. UOKiK nałożył kary na spółki uczestniczące w budowie Nord Stream 2 (prawie 30 mld zł  na Gazprom i ponad 234 mln zł na pięć pozostałych: Engie, Uniper, OMV, Shell i Wintershall).

W realizacji inwestycji nie przeszkodziła ani aneksja Krymu przez Rosję, ani sytuacja na wschodzie Ukrainy, ani próba otrucia rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego i późniejsze jego aresztowanie. Niemcy krytycznie oceniały działania Rosji, uparcie jednak trzymając się projektu Nord Stream 2. Najskuteczniejszym blokującym okazali się Amerykanie i ich sankcje.

Czarne chmury zbierające się nad inwestycją nie powstrzymały jej, spowodowały jednak opóźnienia i przełożyły się na wyższy budżet projektu. Pierwotnie gazociąg miał być gotowy pod koniec 2019 r., tymczasem ostatecznie budowa zakończyła się we wrześniu 2021 r. Oficjalny budżet projektu to ok. 10 mld euro, przy czym już w 2018 r. analitycy rosyjscy sugerowali, że inwestycja może pochłonąć blisko 15 mld euro. A przecież od tamtego czasu pojawiły się kolejne utrudnienia nie pozostające bez wpływu na ostateczną cenę.

Scenariusze na przyszłość

Co jednak będzie, gdy gaz w związku z polityką klimatyczną, której Niemcy są głównym propagatorem, stanie się passé? Otóż Rosja i Niemcy myślą już o rozwoju współpracy w zakresie wodoru, który może przedłużyć żywotność gazowej infrastruktury. Nord Stream może przydać się do transportu gazu z 5-7 proc. domieszką wodoru.

Niemcy są zainteresowane technologiami wodorowymi, które mają być  jednym z kluczowych sposobów na osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 r. Mają być też szansą na rozwój niemieckiego przemysłu. Strategia Niemiec zakłada, że zapotrzebowanie na wodór wzrośnie z 55 TWh w 2019 r. do 250-800 TWh w 2050 r., zależnie od rozwoju technologicznego i poniesionych nakładów. Niemcy liczą, że z własnych źródeł zapewnią sobie od 15 do 30 proc. zapotrzebowania na wodór. Konieczne będzie poszukiwanie dostawców, wśród nich zapewne znajdzie się miejsce m.in. dla Rosji.

Dla Moskwy to duża szansa. W przyszłości chłonność Europy na rosyjską ropę i gaz drastycznie spadnie. Wodorowy sojusz może zapewnić dalszą długoterminową współpracę z Niemcami. Już dziś mówi się o tym, że Rosja może wystąpić jako eksporter i współinwestor w rozbudowę infrastruktury, a Niemcy jako dostawca technologii i importer. To może być nowy rozdział w rosyjsko-niemieckich stosunkach.

Monika Borkowska


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »