Reklama

Nowe rozwiązania dla sektora gospodarki odpadami. "Śmieciowy" problem zniknie?

Ministerstwo Klimatu przedstawiło projekt nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Zamiast wyczekiwanych przepisów dotyczących rozszerzonej odpowiedzialności producentów w sektorze gospodarki odpadami, pojawiły się propozycje, które mają pomóc w zrealizowaniu celu 50 proc. recyklingu na 2020 roku. O ich ocenę zapytaliśmy ekspertów.

- Ta nowelizacja to erzac. Nadal nie opublikowano najbardziej oczekiwanych i najważniejszych przepisów o rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Nowelizacja została napisana na kolanie, a niby prace nad nią trwały przez wiele miesięcy - mówi Interii Paweł Głuszyński, ekspert ds. sektora gospodarki odpadami z Towarzystwa na Rzecz Ziemi. I podaje przykłady legislacyjnych potknięć.

Reklama

- W projekcie uchyla się część przepisów wprowadzonych ledwie w zeszłym roku, ale pozostawia się takie, które staną się wzajemnie sprzeczne lub będą odsyłać do już nieobowiązujących zapisów. Brakuje też projektów rozporządzeń dotyczących poziomów recyklingu, które będą obowiązywały od 2021 r. - wskazuje. I dodaje, że organizacje, które chciały włączyć się w proces opiniowania projektu, dostały trzy dni na przesłanie swoich uwag.

To kwestie formalne. Jakie propozycje merytoryczne znalazły się w projekcie?

"Kreatywny" wzór

Nowelizacja ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach autorstwa Ministerstwa Klimatu zakłada, że w 2020 roku poziom recyklingu w samorządach będzie obliczany od czterech frakcji odpadów komunalnych, a nie od ich całości. Dzięki temu Polska ma osiągnąć wymagany przepisami unijnymi poziom 50 proc. recyklingu na 2020 rok. W 2030 roku ma to być 60 proc., a w 2035 - 65 proc. recyklingu.

Dlaczego sposób obliczania poziomu recyklingu jest tak istotny? W przypadku niezrealizowania unijnych wymogów dotyczących recyklingu, gminy musiałyby liczyć się z karami finansowanymi, nakładanymi przez Inspekcję Ochrony Środowiska. Według szacunków resortu klimatu, to nawet 900 mln zł w skali całego kraju. Problemowi temu ma zaradzić matematyka. - Poprzednia nowelizacja wprowadziła obowiązek liczenia poziomu recyklingu przez gminy w 2020 roku w oparciu o nowy wzór, który uwzględnia całość odpadów komunalnych, czyli oprócz czterech frakcji - plastiku, metalu, papieru i szkła - także bioodpady, odpady elektroniczne czy wielkogabarytowe, np. meble. To bardzo proste równanie. Ilość odpadów komunalnych przekazanych do odzysku i recyklingu, trzeba podzielić przez całość wytworzonych odpadów i wychodzi nam osiągnięty poziom recyklingu - tłumaczy Paweł Głuszyński.

I wyjaśnia, że nowela powraca do wyliczeń poziomu recyklingu na ten rok w oparciu o stary, "kreatywny" wzór, w którym do odpadów komunalnych zalicza się tylko cztery frakcje. - Ale od 2021 roku i tak będziemy liczyć według nowego wzoru. Będzie on obowiązkowy na terenie całej Unii. Problem w tym, że nie wiemy, jaki poziom recyklingu ustaliło ministerstwo na 2021 rok, bo do nowelizacji nie załączono projektów rozporządzeń w tej sprawie - mówi Głuszyński.

"Nie można spalić więcej niż 30 proc. odpadów"

Nowelizacja przewiduje również zniesienie obowiązku ograniczenia do 30 proc. wskaźnika masy odpadów komunalnych, które mogą zostać poddane spalaniu w spalarniach. Jak argumentuje resort klimatu, wiele samorządów postuluje budowę lokalnych spalarni, które pełniłyby również rolę ciepłowni.

- To jest cofnięcie nas do stanu sprzed kilkunastu lat. To jasny sygnał dla samorządów, że przede wszystkim liczy się spalanie odpadów, a nie redukcja i recykling odpadów. Limit spalania odpadów, który znosi nowelizacja wynika wprost z poziomów recyklingu, które musimy osiągnąć. Jego wprowadzenie było ostrzeżeniem dla samorządów, żeby uważały w jakim kierunku chcą inwestować. Nie można spalić więcej niż 30 proc. odpadów, bo mamy ściśle określone prawem unijnym obowiązki i spalając więcej, nie osiągniemy wymaganych poziomów recyklingu - wskazuje Głuszyński.

Według niego problem polega na tym, że samorządy nie wiedzą, jak zrealizować nowe obowiązki i dały się omamić, że spalarnie zmniejszą koszty gospodarowania odpadami. - Proponuje się budowę spalarni o wydajności większej nie tylko niż całkowita ilość odpadów powstających w danym mieście, ale we wszystkich miejscowościach położonych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Nie bierze się pod uwagę, że w okresie funkcjonowania spalarni - 15-20 lat - trzeba będzie zmniejszyć ilość odpadów i zwiększyć poziom recyklingu. Zbyt duża wydajność i liczba spalarni będzie klęską dla budżetów samorządów - ocenia ekspert Towarzystwa na Rzecz Ziemi.

Na poparcie swojej hipotezy podaje przykłady. - Już teraz koszt spalenia tony odpadów w budowanej spalarni w Olsztynie ma wynieść 789 zł za tonę, przy założeniu pełnej sprzedaży wytworzonej energii cieplnej i elektrycznej. Komercyjna spalarnia w Rzeszowie pobierała w zeszłym roku opłatę 710 zł od tony. Te koszty spalania odpadów nie uwzględniają wprowadzanego przez Unię Europejską podatku od plastiku w wysokości 800 euro od każdej tony tworzyw sztucznych niepoddanych recyklingowi [podatek ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2021 roku - red.] oraz proponowanych przez Komisję Europejską podatków od emisji CO2 oraz spalania odpadów. Brak osiągnięcia wymaganego poziomu recyklingu przez samorząd będzie skutkować karą w wysokości 270 zł od każdej brakującej tony - dla dużych miast kary te mogą sięgać nawet kilkudziesięciu milionów złotych rocznie - szacuje nasz rozmówca.

Perspektywa samorządowca

- Samorządy doskonale wiedzą, o co w tym chodzi, bo nikt nie chce płacić kar - mówi prezydent Zamościa Andrzej Wnuk. Jak dodaje, od mieszania herbaty nie staje się ona słodsza. - Jeśli nie dodaje się cukru, czyli pieniędzy, tylko miesza się tym, co jest, to nie będzie efektów. Zwiększenie poziomu recyklingu i ograniczenie ilości odpadów składowanych powoduje wzrost kosztów i nie da się więcej zrobić tymi samymi pieniędzmi - wyjaśnia włodarz Zamościa.

Jakie są problemy związane z recyklingiem z punktu widzenia samorządowca? - Nikt nie kupuje recyklatów, a każdy chce pieniędzy za papier, plastik czy za szkło. Jeżeli to ma działać, to system musi być opłacalny, a będzie kiedy pojawi się rozszerzona odpowiedzialność producentów. Odpowiedzialność ta powinna być zdecydowanie większa, a pieniądze od producentów powinny płynąć do samorządów i do odbiorców odpadów, bez tworzenia piętrowych konstrukcji przepływu środków. Oczywiście, że na końcu zapłaci też konsument, ale nie może być tak, że jedynym kasjerem ma być samorząd - wskazuje Wnuk. I tłumaczy, że producenci muszą zacząć myśleć ekonomicznie, podobnie jak konsumenci tak, żeby podczas zakupów wybierali produkty w ekonomicznych opakowaniach.

- Na przykład w Szwajcarii działa system workowy. Jeżeli odpad jest za duży, to trzeba kupić większy worek, za który więcej się płaci. To uczy odpowiedzialności. W Polsce nie ma czegoś takiego. Konsumenci i przedsiębiorcy myślą, że śmieci w momencie wyrzucenia do śmietnika nagle - w sposób magiczny - znikają. A tak się nie dzieje - podsumowuje prezydent Zamościa.

Dominika Pietrzyk

Dowiedz się więcej na temat: smieci | spalarnie śmieci | Ministerstwo Klimatu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »