Reklama

Nowy hit w dopalaczach?

Norweski centralny rejestr recept lekarskich odkrył ze zdumieniem, że lekarze przepisali w ubiegłym roku swoim pacjentom rekordową liczbę aż 1,7 miliona Viagry.

Norwegowie wydali w sumie na polepszenie potencji 140 mln koron (70 mln zł). Statystyki Rejestru wskazują wyraźnie, że największe spożycie Viagry występuje wśród mieszkańców prowincji Finnmark, położonej za kołem polarnym, gdzie przez pół roku panuje noc, a od maja do lipca słońce w ogóle nie zachodzi. W styczniu notowano tam temperatury dochodzące do minus 40 stopni.

- Jak dowiadujemy się z historycznych dokumentów i islandzkich sag, już Wikingowie byli bardzo jurni, a ich geny zostały przeniesiono na dzisiejszych Norwegów. Jest to spowodowane prawdopodobnie warunkami geograficznymi i klimatycznymi. W Norwegii w zimie jest ciemno i zimno, a w lecie bez przerwy jasno i organizmy ludzkie inaczej reagują niż w Europie - tłumaczą lekarze.

Reklama

- Bardzo się cieszymy, gdy pacjenci proszą o Viagrę, ponieważ udane życie seksualne wpływa pozytywnie na harmonię w społeczeństwie, które później jest mniej narażone na choroby - mówi znany urolog Ole Martin Hoegh.

Hit w dopalaczach!

Co ciekawe, Viagra stała się również bardzo popularna wśród młodzieży, która stosuje ją razem z alkoholem jako "dopalacz". Dlatego też norweski urząd celny szacuje, że spora liczba środków na potencję, nawet podobna do sprzedawanej oficjalnie, pochodzi z przemytu.

Przykładem może być rumuński turysta, skontrolowany na przejściu granicznym pomiędzy Szwecją i Norwegią w Svinesund. Mężczyzna jechał autobusem z Kopenhagi do Oslo. Kiedy celnicy poprosili go o otworzenie ogromnej walizki, której nie mógł unieść, okazało się, że w środku znajdowało się 4500 niebieskich tabletek.

- Były to tabletki indyjskiej marki Kamagra, które są odpowiednikiem Viagry. Są stosunkowo dużo warte i bardzo poszukiwane na czarnym rynku w Norwegii - powiedziała Private Banking rzeczniczka norweskiego Urzędu celnego Hege Turnes. Kierowniczka urzędu celnego w Sviensund Wenche Fredriksen podkreśla, że była to rekordowa partia. Zwykle celnicy znajdują kilkadziesiąt sztuk i podróżni deklarują, że przywożą je na własny użytek.

Rumuński turysta też tłumaczył się, że były to jego prywatne lekarstwa, które musi zażywać kilka razy dziennie. Urzędnicy nie dali wiary. Zostawili mu sto tabletek. Reszta została skonfiskowana.

Zbigniew Kuczyński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »