Reklama

Nowy ład śmieciowy

Najpóźniej od połowy 2013 roku - dzięki nowym regulacjom - polska gospodarka odpadami ma się zmienić na lepsze. Rzeczywistość może jednak te plany zweryfikować.

Zmiany w gospodarce odpadami, które przez resort środowiska zostały okrzyknięte "śmieciową rewolucją", to zasługa nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, która weszła w życie z początkiem 2012 roku.

Reklama

Przewiduje ona, że najpóźniej do połowy 2013 roku gminy przejmą odpowiedzialność za odpady komunalne wytwarzane na ich terenie.

Ustawodawca przekonuje, że takie rozwiązanie, stosowane w wielu krajach europejskich, ucywilizuje gospodarowanie odpadami komunalnymi w Polsce. Z lasów mają zniknąć dzikie wysypiska, a śmieci powinny przestać być jednym z ulubionych paliw spalanych przez Polaków w domowych piecach.

Odpady inaczej

Jak pokrótce wyglądają nowe regulacje? W ich myśl gmina ma zapewnić odbieranie i właściwe, ekologicznie bezpieczne zagospodarowanie wszystkich odpadów komunalnych, a także możliwość selektywnego zbierania odpadów.

Z kolei odbiorem odpadów będą zajmowały się firmy wybrane przez samorządy w przetargach. Za taką usługę wszyscy mieszkańcy danej gminy będą ponosić jednakową opłatę. Wyjątek mają stanowić ci, którzy będą segregować śmieci. Dla nich stawka powinna być niższa.

Resort środowiska wskazuje, że nowe zasady uwolnią gospodarstwa domowe od poszukiwania firm, które zajmują się odbiorem odpadów. Ten obowiązek wezmą na siebie gminy, które będą także miały dopilnować, aby śmieci zostały odpowiednio zagospodarowane. Mają też zniknąć problemy z takimi problematycznymi odpadami jak zużyte baterie, lodówki czy zbędne, zużyte sprzęty o większych gabarytach, przykładowo meble.

Do obowiązku gmin będzie należało zorganizowanie punktów odbioru dla tego typu śmieci. W założeniach nowych regulacji gminy, mając środki z opłat za odpady, będą mogły przeznaczyć je także na inwestycje. Chodzi przede wszystkim o zakłady, w których śmieci będą przetwarzane.

Potrzebne są liczne kompostownie do przetwarzania odpadów mokrych, spalarnie i sortownie, gdzie możliwe jest odzyskanie surowców wtórnych. Nowe prawo ma też pozwolić na skuteczniejsze ubieganie się o środki unijne oraz współpracę w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Tyle teoria. Jak może wyglądać praktyka?

Plusy, minusy, obawy

Zdania co do zasadności wprowadzanych zmian w gospodarce odpadami są podzielone. Jednak raczej nikt nie kwestionuje, że ta dziedzina życia wymaga uporządkowania.

Marek Goleń z Katedry Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego SGH, ekspert Związku Miast Polskich, przypomina, że według danych Eurostatu, Polska jej krajem z najniższą ilością produkowanych odpadów na obywatela w Unii Europejskiej. Liczba ta wynosi ok. 300 kg na mieszkańca, mniej więcej tyle samo co w przypadku Czech. W Danii jest to już ponad 800 kg.

- Tak naprawdę jest to spowodowane tym, że śmieci znikają w piecach czy lasach i wymykają się w ten sposób oficjalnej ewidencji - podkreśla Goleń. Dlatego w Polsce w przeliczeniu na osobę usługi śmieciowe są dosyć tanie.

W wyniku nowelizacji ustawy szara strefa ma szansę zostać poważnie uszczuplona, przez co zwiększy się wolumen śmieci w oficjalnym obiegu, a przez to również wydatki na gospodarkę odpadami. Natomiast sama jednostkowa cena odpadów nie powinna ulec zmianie. Obawy natomiast może budzić to, czy gminy zdążą w wymaganym czasie dostosować się do nowych przepisów.

- Większości zapewne uda się wprowadzić nowe regulacje, ale nie zabraknie też wyjątków od tej reguły - ocenia Goleń. Natomiast te samorządy, które obudziły się za późno i nie zdążą przeprowadzić przetargów, mogą zrealizować wariant "polskiego Neapolu". W stolicy włoskiej Kampanii w ostatnich latach dochodziło do "kryzysów śmieciowych", przez co na ulicach tygodniami zalegało tysiące ton odpadów.

Zdaniem Golenia, śmieciowa rewolucja to jeszcze nie koniec zmian w gospodarce odpadami. - Chyba nie dało się wprowadzić wszystkich zmian w gospodarce odpadami za jednym podejściem - mówi naukowiec. - Zapewne reforma będzie wymagała gruntownych poprawek, w czym wina tych, którzy przez 10 lat od przyjęcia unijnych zobowiązań nie byli w stanie przeprowadzić przez Sejm kompleksowych przepisów.

W ocenie eksperta, nowelizacja ustawy jest kierunkiem słusznym, ale nie do końca konsekwentnym, gdyż gminom nie przekazano pełni władzy nad odpadami. Prawo unijne dopuszcza zlecanie usług swoim jednostkom w trybie bezprzetargowym, czego nie przewidziano w nowelizacji.

Taka możliwość budzi z kolei sprzeciw prywatnych przedsiębiorców. - Obawiam się pobudzenia zachłanności samorządowej w kierunku dalszego zawłaszczania gospodarki odpadami - zaznacza Michał Dąbrowski, wiceprzewodniczący Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, prezes Remondis Sanitech Poznań. - Pojawiające się sygnały z samorządów pokazują, że choć cały rynek umów cywilno-prawnych został nam odebrany, to chce się jeszcze nas wyeliminować z rynku poprzez bezprzetargowe zlecanie usług swoim, samorządowym spółkom.

Zdaniem Dąbrowskiego, przy nowym porządku prawnym spółki samorządowe nie powinny być uprzywilejowane. Jednak obecnie w Sejmie znajduje się projekt ustawy o odpadach, którego częścią jest również zmiana ustawy o utrzymaniu czystości w gminach. - Już na poziomie Senatu przy poprzedniej ustawie pojawiła się próba odebrania nam rynku w postaci propozycji, aby spółki komunalne nie musiały startować w przetargach - przypomina Dąbrowski, dodając, że obawia się ponownego pojawienia takich postulatów, gdyż sukces takiego pomysłu oznaczałby koniec rynku gospodarki odpadami.

Falstart spalarni

Wprowadzenie nowych zasad w gospodarce odpadami łączono także z programem budowy spalarni odpadów. Polska, ratyfikując w 2003 roku traktat akcesyjny do UE, zobowiązała się, że do 2013 roku ograniczy o połowę ilość śmieci trafiających na wysypiska. Do tego dochodzi ich jakościowa segregacja - na składowiskach będą mogły znaleźć się tylko odpady ulegające biodegradacji.

Z pozostałej części mamy odzyskiwać w drodze sortowania 50 proc. szkła, tworzyw sztucznych i papieru, które później mają trafiać do powtórnego wykorzystania. Pozostałe odpady mają ulegać biologicznej lub termicznej przeróbce. Zgodnie z tymi przepisami, od 16 lipca 2010 roku na wysypiska może trafiać tylko 75 proc. odpadów biodegradowalnych.

Ponieważ Polska nie spełnia tych wymogów, od tamtego momentu Komisja Europejska zaczęła naliczać nam kary - 40 tysięcy euro dziennie. Jeśli w 2013 r., zgodnie z ustaleniami, na składowiska nie będzie trafiać tylko 50 proc. odpadów ulegających biodegradacji, ta kwota powiększy się do 250 tysięcy euro dziennie.

Nowe przepisy miały pozwolić samorządom na wyegzekwowanie od firm odbierających śmieci ich dostarczenie do spalarni, czyli zapewnić de facto strumień paliwa dla instalacji. Zdaniem Jerzego Łaskawca, prezesa Fabryki Kotłów Sefako, w ramach dostosowania polskiej gospodarki odpadami do unijnych przepisów należałoby wybudować 8-10 dużych i około 30 małych spalarni.

- Tymczasem w najbliższych kilku latach ma szansę powstać ich tylko kilka, bo samorządy za późno się ocknęły - podkreśla Łaskawiec. - Dlatego nic już nas ochroni przed płaceniem dużych kar.

Chodzi o projekty współfinansowane ze środków unijnych. W bieżącym budżecie unijnym nie powstaną m.in. planowane wcześniej spalarnie na Górnym Śląsku oraz w Warszawie, czyli w głównych centrach wytwarzania odpadów. Nie brakuje też krytycznych głosów na temat przetargów na spalarnie, które udało się uruchomić.

Henryk Skowron z Inżynierskiego Biura Konsultingowego, który pracuje przy przygotowywaniu tego typu inwestycji, wskazuje, że w przetargach - poza Poznaniem, gdzie postawiono na partnerstwo publiczno-prywatne - pominięto bardzo istotny etap negocjacji. - To właśnie na podstawie wstępnych ofert w fazie negocjacji inwestor powinien z wykonawcami przedyskutować i wypracować ostateczny kształt zamówienia od strony technicznej i dopiero potem wymagać przedstawienia oferty ostatecznej z ceną - wskazuje Skowron.

W jego ocenie, strona publiczna okazała się słabo przygotowana do sformułowania swoich oczekiwań, a także do późniejszego prowadzenia przetargów i oceny złożonych ofert. Dlatego na wszystkich etapach pojawiają się nieścisłości, które odzwierciedlają się później m.in. w masowych odwołaniach do Krajowej Izby Odwoławczej.

Na samych spalarniach nie kończy się przetwarzanie odpadów. Michał Dąbrowski przypomina, że służą one rozwiązaniu tylko dwóch spraw - redukcji odpadów biodegradowalnych oraz wykorzystania energii odnawialnej. Tymczasem pozostaje jeszcze kwestia ponownego odzysku i recyklingu 50 proc. plastików, metali, papieru i szkła, który do 2020 roku musimy osiągnąć. - Jeżeli skupimy się tylko na spalarniach odpadów, to unijnych wymogów gospodarki odpadami nie wypełnimy - zaznacza Dąbrowski.

Zdaniem Marka Golenia, spalarnie odpadów nie są racjonalne zarówno ekologicznie, jak i ekonomicznie, a każda taka inwestycja rodzi konflikty społeczne. Zachód odchodzi od spalarni.

- Często w Polsce mówi się, że w zachodniej Europie spalarnie są popularne, ale one w większości powstawały kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu, gdy spalanie odpadów było tańsze - przekonuje Goleń. Alternatywą dla spalarni jest dążenie do coraz szerszego, głębokiego recyklingu odpadów oraz ich sortowania u źródeł powstania. Tak, aby były one jak najmniej zanieczyszczone, a przez to w większym stopniu możliwe do odzysku.

Tomasz Elżbieciak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »