Mianem "nowoczesnego terroryzmu" określa akcję związkowców ze spółek dystrybucyjnych z południowo-wschodniej Polski Lech Małecki, dyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki (MG). Zasypanie resortu skargami i wnioskami związanymi z realizacją rządowego programu dla energetyki, to - jego zdaniem - próba sparaliżowania pracy MG.
Związkowcy, którzy na początku lipca zawiązali Komitet Protestacyjny Obrony Dystrybucji Energii Elektrycznej, twierdzą, że wysłali do ministerstwa już ponad 10 tys. pism.
Musimy uważać
- Będziemy bardzo ściśle przestrzegać przepisów, bo charakter wymierzonej przeciwko nam akcji wskazuje, że jej organizatorzy tylko czekają na nasz błąd. Taki błąd mógłby być kosztowny, bo jeśli sprawy trafiłyby do sądu, autorzy pism mieliby szansę na uzyskanie nawet kilku tysięcy złotych tzw. nawiązki. Nie możemy do tego dopuścić. Już i tak podatnicy poniosą koszty związane m.in. z wysyłką korespondencji - mówi Lech Małecki. Według szacunków resortu, udzielenie jednej odpowiedzi kosztuje około 6 zł, co oznacza, że odpisanie na wszystkie skargi i wnioski pochłonie prawie 46,5 tys. zł.
Przypomnijmy, że program rządu przewiduje konsolidację spółek dystrybucyjnych z Lublina, Rzeszowa, Zamościa, Białegostoku, okolic Warszawy i Łodzi z wytwórcami i kopalniami z holdingu BOT Górnictwo i Energetyka, Zespołem Elektrowni Dolna Odra i Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Podobna grupa ma powstać wokół Południowego Koncernu Energetycznego, z którymi mają się połączyć koncerny dystrybucyjne z Krakowa (Enion) i Wrocławia (EnergiaPro).
Lepiej rozmawiać
O co tak naprawdę chodzi związkowcom?
Agnieszka Berger







