Reklama

Pan B. musi odejść

Miarą twojej siły jest siła twoich wrogów - mówi maksyma. Ben Bernanke, szef amerykańskiego Fedu, musi być zatem postacią potężną, bo skupia na sobie nienawiść polityków, ekonomistów i zwykłych Amerykanów, czemu wyraz dają chętnie w świecie wirtualnym. - Bernanke udowadnia po raz kolejny, że jest albo bufonem, albo kłamcą - napisał na blogu ekonomista Peter Schiff.

2 sierpnia Stany Zjednoczone miały przekroczyć limit zadłużenia, który wynosi 14,3 bilionów dolarów (tzw. debt ceiling). Kiedy to by się stało, Stanów Zjednoczonych nie byłoby stać na spłacanie wielu zobowiązań. Kilka dni temu Ben Bernanke, szef Fedu, przed Izbą Reprezentantów, a później przed komisją bankową Senatu przedstawiał półroczny raport dotyczący polityki monetarnej.

Już od kilku tygodni przekonuje on Kongres, że powinien zwiększyć limit (od II wojny światowej zwiększany był kilkadziesiąt razy), bo inaczej agencja Fitch obniży Stanom Zjednoczonym rating kredytowy i amerykańskie obligacje staną się praktycznie bezwartościowe. Ameryka zawrzała, na USA zwrócone są oczy światowych ekonomistów. Jedni zastanawiają się, czy Ameryka zbankrutuje, inni uważają, że już jest bankrutem.

Reklama

W Internecie też zawrzało. Oto lista powodów, dla których blogerzy nienawidzą szefa Fed.

Za dewaluowanie dolara i powodowanie hiperinflacji

"Największy keynesistowski pakiet stymulacyjny, najwolniejsze powracanie gospodarki do balansu", głosi tytuł wpisu Chrisa Edwardsa na stronie amerykańskiego think-tanku Cato. 5 lipca 2011 roku bloger pisze o publikacji The Wall Street Journal, która składa się z dwóch komentarzy najważniejszych amerykańskich ekspertów ekonomicznych na temat tempa odradzania się gospodarki po kryzysie.

"To jest najgorszy przypadek, niewątpliwie" ("It's the worst, no question about it") - mówi dziennikowi Robert Gordon, profesor Northwestern University oraz członek amerykańskiego Narodowego Biura Badań Ekonomicznych (National Buremu of Economic Research). Robert Hall, profesor Stanford University, potwierdza: "To absolutna racja".

Bloger Instytutu Cato wyjaśnia, że dzisiejszy plan powrotu gospodarki amerykańskiej do zdrowia zakłada największy zastrzyk finansowy, jaki wykonano od czasów II wojny światowej. Do 2008 roku jego całkowita wartość wyniosła 4,6 bilionów dolarów. Pokazuje to poniższy wykres, z którego wynika, że ostatnie wydatki były dużo większe niż wydatki państwa w ciągu wszystkich kolejnych powojennych recesji:

- Czas przemyśleć teorię Keynesa ("Biggest Keynesian Stimulus + Slowest Recovery = Time to Rethink Keynesian Theory") - radzą blogerzy Cato. I dodają złośliwie, że matematyka która zdaje się prosta dla większości ludzi, jest niedostępna dla "architektów polityki ekonomicznej Obamy".

Na stronach Cato, Bernankego obraża się w sposób pośredni. Wprost uderza w niego Peter Schiff, praktyk i publicysta znany z ciętego języka. - Niekompetencja pana Bernanke zniszczy wartość dolara i uwolni hiperinflację - brzmi tytuł wpisu Schiffa z 20 lipca 2011.

Za merytoryczne wpadki

"By claiming that gold is not money, the Chairman demonstrates his ignorance of much of monetary history. He told Congressman Ron Paul that he had no idea why central banks hold gold, before speculating that it might have something to do with the tradition. Yes, traditionally gold is money, which is precisely why central banks hold it" - pisze Schiff.

Ekonomista z Connecticut komentuje w ten sposób wystąpienie Bena Bernanke, które odbyło się przed komisją bankową w połowie lipca. Podczas sprawozdania na temat polityki monetarnej Bernankego zaatakował Ron Paul, członek Izby Reprezentantów z Partii Republikańskiej, kandydat na prezydenta w wyborach 2012 roku.

W krótkiej przemowie, którą poprzedził zadawanie szefowi Fed pytań powiedział, że zamiast pompować tryliardy dolarów w banki, które przyczyniły się do wybuchu kryzysu, lepiej byłoby dać każdej amerykańskiej rodzinie po 17 tysięcy dolarów. Oznajmił, że pakiet stymulacyjny zaprojektowany przez Bernankego spowodował realną inflację na poziomie 9 procent, wygłosił kilka podobnych opinii, po czym zadał przewodniczącemu Fed pytanie: "Czy kiedy budzi się pan każdego dnia, zastanawia się pan nad ceną złota?". Dyskusja, która następnie wywiązała się między Paulem i Bernankem, rozebrana została na czynniki pierwsze przez setki bloggerów na świecie. W punkcie kulminacyjnym brzmiała ona tak:

Ben Bernanke: "Tak, przyglądam się cenie złota. Myślę, że odzwierciedla ona wiele zjawisk. Między innymi światową niepewność. Myślę, że powodem dla którego ludzie gromadzą złoto jest chęć uchronienia się przed tym, co nazywamy długofalowym ryzykiem roszczeń (...)."

Ron Paul: "Czy uważa pan, że złoto to pieniądz?"

Ben Bernanke: Po długiej przerwie: "Nie, złoto to nie pieniądz. To cenny kruszec".

Nagranie z dyskusji można zobaczyć m.in. na blogu Forbesa oraz na Gold and Silver Blog.

Autor postu tak ocenia debatę: "Bernanke może twierdzić, że złoto to nie pieniądz, ale czas udowodni mu, że się myli". To i tak łagodne podsumowanie. Peter Schiff nie przebierał aż tak w słowach. Napisał post zatytułowany "Ben Bernanke udowadnia po raz kolejny, że jest albo bufonem, albo kłamcą".

Czytaj dalej na następnej stronie

W jednym ze swych najbardziej do dziś wyrazistych wystąpień, przewodniczący Fed Ben Bernanke udowadnia po raz kolejny, że jest albo bufonem, albo kłamcą. Nie tylko twierdzi, że jego plan dodruku pieniędzy pomogło gospodarce USA, ale też wyznaje przed Kongresem, że jego zdaniem złoto nie jest pieniądzem. Wyznaje, że jego zdaniem ludzie, którzy kupują złoto nie są zmartwieni inflacją oraz że wartość dolara na zewnętrznych rynkach nie wpływa na jego krajową siłę nabywczą.

Kilka dni później, na blogu, Schiff rozwija swoją wypowiedź we wpisie Pt.: "Niekompetencja pana Bernanke zniszczy wartość dolara i uwolni hiperinflację". Oskarża szefa amerykańskiego banku centralnego o nieznajomość podstawowych faktów z historii monetaryzmu i ironizuje, że skoro Bernanke twierdzi, iż kupowanie złota ma coś wspólnego z tradycją, to rzeczywiście: tradycyjnie złoto jest pieniądzem, dlatego właśnie banki centralne trzymają jego rezerwy.

Złośliwe kuksańce wymierza Bernankemu często komentator ekonomiczny i telewizyjny, gwiazdor Lawrence Kudlow (www.kudlow.com). 7 lipca napisał: "Oto kilka przyjacielskich porad fiskalnych: Za każdym razem, gdy jakaś waszyngtońska gruba ryba, jak Ben Bernanke czy Tim Geithner, twierdzi że natychmiastowe ograniczenie wydatków budżetowych zaszkodzi gospodarce - zignorujcie ich. Wiecie dlaczego? Ponieważ w naszym wspaniałym kraju wydatki nigdy nie maleją. Nigdy".

Dlaczego Bernanke udaje ignorancję? I dlaczego nieustannie daje pożywkę blogerom formułując publicznie ekonomiczne prognozy, które często nie mają żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości?

Za nietrafione prognozy

Blogerzy z Myfreedompost.com od dawna punktują wypowiedzi szefa banku centralnego. Już w grudniu 2009 roku opublikowali materiał zatytułowany:

"Nagranie z historycznymi pomyłkami przewodniczącego Fed Bena Bernanke".

Materiał video uwzględnia publiczne wypowiedzi Bernankego z lat: 2005 - 2007. Bloggerzy piszą: "Oglądając materiał video zadacie sobie pytania, takie jak: Czy to najlepsze, co mamy? oraz Rany. Myślę, że rzucanie lotek do celu jest bardziej przewidywalne, niż prognozy tego człowieka, a także: Gdzie ten człowiek był kształcony?"

Myfreedompost.com wypomina Bernankemu między innymi, że w wywiadzie dla CNBC w lipcu 2005 roku pytany o to, czy bańka na rynku nieruchomości może pęknąć, odpowiedział, że nie ma takiej możliwości. Twierdził, że gospodarka amerykańska jest w doskonałym stanie, raty kredytów hipotecznych są niskie, miejsc pracy coraz więcej itd. Tymczasem średnia cena domu, która w 2006 roku wynosiła 268 tysięcy dolarów, już w 2009 roku spadła do 218 tysięcy dolarów.

W lutym 2007 roku, Bernanke mówił "Rynek kredytów hipotecznych zdaje się być zupełnie zdrowy". Pytany, czy banki mają problemy z płynnością (dziś wiemy, że płynność wielu banków już wówczas utrzymywały niekomunikowane do publicznej wiadomości pożyczki Fed), twierdził, iż nic o tym nie wie. Tymczasem w ciągu całego 2008 roku rynek kredytów stawał się coraz trudniejszy.

W marcu 2008 roku padł pierwszy bank: Bear Stearns. Potem upadłość ogłosił między innymi Lehman Brothers. W lipcu 2007 roku na konferencji prasowej Bernanke twierdził: "Amerykańska gospodarka jest silna". Wszyscy wiemy, że największy kryzys finansowy od ponad 60 lat rozpoczął się pięć miesięcy później. I właśnie z powodu kryzysu, który nastąpił pod rządami Bernankego, wielu blogerów uważa, że szef banku centralnego USA dawno powinien ustąpić z urzędu.

Za to, że nie ustąpił

W ubiegłym miesiącu na portalu LiveLeak oraz w YouTube pojawił się film, w którym anonimowa grupa hakerów oświadcza, iż rozpocznie rebelię, jeśli Bernanke nie zrezygnuje z funkcji szefa banku centralnego. Film obejrzało natychmiast prawie pół miliona ludzi. Jako swoje cele hakerzy wymieniają: "Dążymy do rozbicia globalnego kartelu bankowego, zorganizowanego wokół Fed, Międzynarodowego Funduszu Walutowego (...)". I dodają: "Żądamy ustąpienia Bena Bernanke z funkcji przewodniczącego Fed".

Ponieważ takie żądania były wysuwane przez hakerów już wcześniej, oświadczają oni, że teraz brak ruchu ze strony Bernankego spowoduje uruchomienie przez nich rewolucji. Może ona wyglądać jak działania WikiLeaks, polegające na ujawnianiu tysięcy tajnych dokumentów.

To oczywiście wypowiedzi internautów, które można uznać za sensacyjne i niepoważne. Jednak podobne opinie wyrażają też amerykańscy eksperci. Amerykański ekonomista Greg Mankiw, w latach 2003-2005 szef Rady Doradców Ekonomicznych Prezydenta Stanów Zjednoczonych, jeszcze przed kryzysem wysyłał do szefa Fed listy otwarte (www.gregmankiw.blogspot.com).

Od haseł: "Ben Bernanke should resign" (Ben Bernanke powinien ustąpić) aż roi się w Internecie. Już na jesieni 2008 roku postulował to między innymi słynny amerykański inwestor Jim Rogers. " Legendarny inwestor Jim Rogers powiedział dziś w CNBS, że Paulson i Bernanke powinni odejść za utrzymywanie przy życiu banków-zombie, które dawno powinny upaść", przytaczała jego wypowiedź komentatorka Grace Cheng na blogu DailyMarkets.com.

Na popularnym portalu o profilu konserwatywnym RealClearMarkets.com we wrześniu 2010 roku Joseph Callhoun pisał: "Już czas zwolnić Bena Bernanke". Przyczyną tego postulatu był kolejny raport amerykańskiego Biura Statystyki Pracy (U.S. Buremu of Labor Statistics) dotyczący bezrobocia w Stanach Zjednoczonych. Autor posta stwierdził, że skoro prawie 15 milionów Amerykanów pozostaje bez pracy, powinno się pozbawić posady człowieka, który - jego zdaniem - jest winny tej sytuacji:

Za brodę

Mój hydraulik też ma ładną brodę, ale nikt nie pozwoliłby mu grać roli Boga, jeśli idzie o gospodarkę - mówi rysunkowy ludzik do drugiego ludzika w filmiku, który od miesięcy robi furorę w sieci. Filmik w sposób ironiczny objaśnia czym jest tzw. quantitive easing, czyli zwiększanie podaży pieniądza, którym Bernanke leczy Amerykę.

Ben Bernanke urodził się w żydowskiej rodzinie w stanie Georgia w USA w rodzinie aptekarza. W 1975 roku ukończył Harvard University, a później doktoryzował się na słynnym MIT (Massachusetts Institute of Technology). Przez lata wykładał w Princeton University, jednej z najlepszych uczelni w USA. Funkcję szefa Fed pełni od 2006 roku, jako następca Alana Greenspana.

Przewodniczącym mianował go George W. Bush. Demokraci z tego powodu nie przepadają za Bernankem. Adwersarze szefa banku centralnego, pomimo jego naukowego dorobku i niewątpliwej inteligencji, nie znoszą go jednak przede wszystkim za pewność siebie, zresztą podobną do tej, z której znany był Bush junior.

Niewiele jest w internecie pochwał szefa Fedu. Więcej można ich znaleźć w popkulturowej amerykańskiej prasie. W luksusowym magazynie GQ dziennikarz Alex Blumberg wyjaśnia Amerykanom, dlaczego należy podziwiać Bernankego. Najważniejszy powód brzmi: "Bo dzięki niemu wciąż masz jeszcze konto bankowe".

Opracowała Katarzyna Kozłowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »