PIE: Polska gospodarka załamie się mniej, niż sądzono

Polski Instytut Ekonomiczny prognozuje, że polska gospodarka skurczy się w tym roku o 3,1 proc., żeby w przyszłym wzrosnąć o 4,2 proc. dzięki silnemu odbiciu popytu konsumpcyjnego, który nastąpi po zakończeniu pandemii. Mniejsze załamanie PKB w tym roku niż przewidują inne prognozy będziemy zawdzięczać produkcji i eksportowi.

Jak mówił na zdalnej konferencji prasowej Piotr Arak, dyrektor PIE, prognozowanie w czasach pandemii napotyka na wiele trudności. Opiera się ono na danych historycznych i dlatego trudno do modeli wprowadzić zdarzenia nadzwyczajne, takie właśnie jak pandemia. Wszystko zależy od przyjętych założeń. W prognozach PIE założono, że w II połowie przyszłego roku będzie już po pandemii, a konsumenci ruszą na zakupy.

Czekanie na drugą połowę roku

- Prognozowanie to przeniesienie doświadczeń z przeszłości na przyszłość. Założenie, że przyszłość będzie stosunkowo podobna do przeszłości. To znaczy, że zakładamy, iż w przyszłości nie nastąpią nadzwyczajne okoliczności. Ale pandemia kwestionuje to założenie - przyznaje twórca modelu prognostycznego PIE, profesor PAN i Uniwersytetu Łódzkiego Aleksander Welfe.

Reklama

Założono więc, że cykliczne restrykcje gospodarcze będą się powtarzać jeszcze przez pierwszy kwartał przyszłego roku, a od połowy II kwartału wskutek szczepień i nabycia odporności zakażenia przestaną się rozprzestrzeniać.

- Przyjęliśmy od 50 do 70 proc. wszczepienia populacji w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Czeka nas jeszcze co najmniej jedna fala dużej liczby zachorowań - mówił Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w PIE.

Rozwój pandemii pozwoli jednak na to, żeby w II kwartale polski PKB wzrósł o ponad 9 proc. rok do roku. Ale będzie to jeszcze wzrost "statystyczny", bo w tym roku w II kwartale mieliśmy najgłębsze załamanie gospodarki.

- Wysoka stopa wzrostu w II kwartale spowodowana będzie niską baza. Silne odbicie nastąpi w drugiej połowie roku - mówił Jakub Sawulski.

Prognoza PIE przewiduje spadek PKB w tym roku o 3,1 proc. i wzrost w 2021 roku o 4,2 proc., a w 2022 roku o 4 proc.

- Nasza prognoza jest nieco bardziej optymistyczna niż NBP, OECD czy Komisji Europejskiej. Przewiduje mniejszy spadek w 2020 roku i silniejszy wzrost w 2021 - mówił Jakub Sawulski.

Odłożony popyt konsumentów

Mniejszy spadek PKB w tym roku będziemy zawdzięczać nieco niższemu spadkowi produkcji przemysłowej niż zakładano wcześniej, zwłaszcza w czasie "jesiennej" fali pandemii. Wzrost będzie podtrzymywał także eksport, który po październiku jest zaledwie o 0,2 proc. niższy niż po dziesięciu miesiącach zeszłego roku. W drugiej połowie silne odbicie będziemy zawdzięczać natomiast zakupom konsumentów.

- Dochody ludności spadają wolniej niż konsumpcja. Oszczędności zostaną wydane, gdy będą zniesione restrykcje. Odłożony popyt konsumentów będzie motorem wzrostu - powiedział Jakub Sawulski.

Prognozy PIE przewidują, że wkład inwestycji w polski PKB będzie ujemny jeszcze w I kwartale przyszłego roku, natomiast ich wzrost także nastąpi w drugiej połowie roku. Rynek pracy będzie podążał za wzrostem gospodarki, ale nie odbuduje się tak szybko, jak PKB.

- Rynek pracy będzie odbudowywał się dłużej niż PKB. Stopa bezrobocia wraca do poziomu sprzed pandemii dopiero pod koniec 2022. Przez cały ten czas będziemy odnotowywać spadek zatrudnienia - mówił Jakub Sawulski.

Inflacja pozostanie nieco powyżej celu NBP, czyli 2,5 proc. ale też poniżej jego górnej granicy 3,5 proc. Jej podwyższony poziom będzie skutkiem wzrostu cen usług, zwłaszcza w momencie zniesienia restrykcji, wysokiego popytu i nieco obniżonej podaży w niektórych sektorach gospodarki oraz podatków i opłat. W przyszłym roku czekają nas podwyżki cen prądu w związku z podniesieniem opłaty mocowej i podatek cukrowy.

- Taki poziom inflacji będzie w całym horyzoncie prognozy - mówił Jakub Sawulski.

PIE nie zmienia prognoz co do napływu środków z Unii pomimo ogromnej puli przeznaczonej dla Polski w ramach funduszu odbudowy.  

- Założyliśmy, że nie uda się masowo uruchomić środków unijnych ze względów proceduralnych - powiedział Jakub Sawulski.

Elżbieta Mączyńska, profesor SGH i prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego zwróciła uwagę, że czwarta rewolucja przemysłowa, która być może dotrze także do Polski, może mieć negatywny wpływ na rynek pracy.

- Poprzednie przełomy dawały przyrost miejsc pracy, a w tej będziemy musieli się liczyć z ich ubytkiem. Zagrożenia dla rynku pracy będą większe niż wynikałoby z tej prognozy - powiedziała.

- W modelach ekonometrycznych trudno uwzględnić, że poważniejszym efektem pandemii będą jej następstwa pozaekonomiczne. Na przykład obniżenie jakości edukacji wskutek zdalnej nauki, czy skutki psychiczne dla społeczeństwa - dodała.

Edukacyjne wyzwania

Wojciech Paczos z Cardiff University i Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN uważa, że kluczowe dla rozwoju Polski w przyszłości będą właśnie straty w edukacji, a wyzwaniem będzie ich nadrobienie. Sytuację na rynku pracy natomiast sztucznie poprawia działanie "tarcz" nie tylko w Polsce, ale też w innych gospodarkach. 

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

- W tej chwili nie widzimy co się dzieje na rynku pracy ze względu na "tarcze" na całym świecie. Co zrobiła pandemia z rynkiem pracy zobaczymy, kiedy wygasną programy - powiedział.

- Musimy bardzo poważnie zmienić edukację w Polsce. Jeśli nie zmienimy, przełoży się na to, że nie będziemy tylko poniżej trendu, ale na to, że będziemy podążać niższym trendem - dodał.

Monika Köppl-Turyna, dyrektor ośrodka badawczego Eco Austria mówi, że w wyniku pandemii część branż i wiele miejsc pracy została na zawsze stracona. Jej zdaniem potrzebna jest pomoc państwa we wsparciu tworzenia nowych miejsc pracy, jak na przykład zniesienie albo ograniczenie składek na ubezpieczenia społeczne. Chodzi też o programy umożliwiające firmom podnoszenie kwalifikacji pracowników, by mogły uczyć ich nowych kompetencji, dostosowanych do gospodarki cyfrowej.

- Część kosztów powinno przejmować państwo - mówiła.

Odradza natomiast przedłużanie przez państwo wsparcia dla popytu, gdyż nieograniczony dopływ środków do firm tworzy to zagrożenie "zombizacją" gospodarki. Odradza także renacjonalizację przedsiębiorstw.

Jacek Ramotowski

***
Trwa wielka loteria na 20-lecie Interii!

Weź udział i wygraj! Każdego dnia czeka ponad 20 000 złotych kliknij i sprawdź

W tym roku świętujemy swoje 20-lecie i mamy dla Ciebie niespodziankę. Masz szansę wygrać wielką gotówkę już dziś! Zapraszamy do udziału w Multiloterii. Każdego dnia do wygrania minimum 20 000 złotych, a w wybrane dni grudnia nawet 40 000 złotych! Dołącz do tysięcy internautów biorących udział w grze! Kliknij link GRAM o duże pieniądze już teraz!

***

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: polska gospodarka | kryzys gospodarczy | pandemia | skutki pandemi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »