PKP grozi utrata płynności

- Jeżeli dwóch największych przewoźników pasażerskich - Przewozy Regionalne i PKP Intercity - nie ureguluje zadłużenia wobec PKP Polskie Linie Kolejowe, to zarządzającej torami spółce grozi utrata płynności - poinformował rzecznik PKP PLK Krzysztof Łańcucki.

Chodzi o opłatę za korzystanie z torów kolejowych, którą wszyscy przewoźnicy odprowadzają do zarządzającej infrastrukturą spółki PKP PLK. Łańcucki poinformował, że jeżeli dwaj przewoźnicy będą dalej zalegać z płaceniem za dostęp do torów, PKP PLK może nie mieć pieniędzy na wypłaty dla swoich pracowników.

Wyjaśnił, że spółka wprawdzie dysponuje pewną sumą pieniędzy, ale mają być one przeznaczone na inwestycje, a nie "na uzupełnianie braków w działalności operacyjnej".

- Zarząd spółki postanowił skorzystać z uprawnienia przysługującego mu na podstawie zawartych umów o udostępnianie torów kolejowych i zażądał ograniczenia pracy przewozowej przez Przewozy Regionalne i PKP Intercity. O ograniczeniach w kursowaniu pociągów przewoźnicy powiadomią pasażerów w trybie przewidzianym przepisami prawa - poinformował rzecznik.

Reklama

Według Przewozów Regionalnych może to doprowadzić do pozbawienia kilkudziesięciu tysięcy osób dostępu do pociągów. Jak powiedział w piątek PAP Michał Lipiński z biura prasowego przewoźnika, praca eksploatacyjna mniejsza o 20 proc. oznacza, że "50 tys. pasażerów Przewozów Regionalnych może zostać pozbawionych możliwości dotarcia koleją do pracy i szkół".

- Przedstawiliśmy PKP PLK naszą propozycję zmian w rozkładzie jazdy. Dotyczyła ona pociągów o najmniejszej frekwencji, więc pozwalałaby na zmniejszenie kosztów, a byłaby najmniej odczuwalna dla pasażerów. W odpowiedzi otrzymaliśmy decyzję o ograniczeniu kursowania najbardziej popularnych pociągów - powiedział.

Wyjaśnił, że przez to Przewozy Regionalne mogą tracić 600 tys. zł dziennie z tytułu przychodów za przejazdy, "co dodatkowo skomplikuje trudną sytuację finansową spółki i pogorszy jej możliwości płatnicze".

Przewozy Regionalne uruchamiają dziennie ok. 3 tys. pociągów, a PKP Intercity kilkaset.

- Jesteśmy ewenementem na skalę europejską. O ile w innych krajach zachęca się przewoźników do uruchamiania nowych połączeń, to u nas się ich zmusza, by je likwidowali - powiedział w piątek PAP analityk rynku transportowego Adrian Furgalski.

Jego zdaniem, dla PKP PLK byłoby bardziej korzystne, gdyby nie ograniczały pracy przewozowej kolejowych spółek, bo przez to zmniejszają swoje wpływy. - Lepiej mieć przychody, nawet w formie długu, którego spłatę można później egzekwować. Pozostaje mieć nadzieję, że mniejsza liczba pociągów to tylko przejściowa sytuacja - powiedział.

Rzecznik PKP Intercity Paweł Ney powiedział w piątek PAP, że na razie jeszcze spółka nie otrzymała od PKP PLK konkretnych żądań ograniczenia przewozów. - Jeszcze za wcześnie, by to komentować. Kiedy dostaniemy od zarządcy infrastruktury dokładne wytyczne, to będziemy informować pasażerów o zmianach. Ale jeśli będziemy coś zmieniać, to tak, by pasażerowie tego nie odczuli - wyjaśnił.

Na początku kwietnia Przewozy Regionalne przelały na konto PKP PLK należność za nieopłacone faktury za grudzień 2009 r. Zarząd PLK odstąpił wówczas od rozwiązania umowy z Przewozami Regionalnymi. Jednocześnie zdecydował, że skoro Przewozy Regionalne wciąż mają dwumiesięczne zaległości w spłacie zobowiązań wobec PLK, przewoźnik ten ma ograniczyć od 24 kwietnia 2010 r. swoje przewozy do 80 proc. zapisanych w umowie.

INTERIA.PL/PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »