Reklama

Polacy nie stawią czoła dezinformacji

Najnowszy raport Państwowego Instytutu Badawczego NASK "Bezpieczne wybory. Badanie opinii o (dez)informacji w sieci" nie pozostawia złudzeń: Polacy nie tylko mają problem z odróżnieniem faktu od opinii, ale również bezkrytycznie podchodzą do treści publikowanych w internecie (56 proc. badanych).

Jednocześnie, prawie 64 proc. z nich dostrzega zjawisko dezinformacji w sieci, mające na celu wpływanie na wynik wyborów demokratycznych w Polsce. Przykładów manipulacji informacją, publikacji fake newsów (wyrwane z kontekstu opinie lub wypowiedzi, fotomontaż, naruszanie rzeczywistej historii zdarzeń), "trollingiem" - jest coraz więcej.

Reklama

- Społeczeństwo na dezinformację nie jest przygotowane. Stajemy wszyscy przed pytaniem "co z tym zrobić?". To temat, który warto szczególnie w kontekście wyborów podkreślić. Żyjemy w świecie, w którym ludzie nie potrafią sobie poradzić z tym co jest faktem, a co opinią - ocenia Marcin Bochenek, dyrektor projektów strategicznych w NASK.

Nie jest to problem tylko Polski. Z badania Eurobarometr z lutego 2018 r. wynika, że 85 proc. ankietowanych uważa fake newsy za problem w ich kraju, a 83 proc., że jest to zagrożenie dla demokracji w UE.

Fałszywe konta na portalach społecznościowych już nikogo nie dziwią. Boty i "trolle" biorą udział praktycznie w każdej dzisiaj publicznej rozmowie. Pod przykrywką anonimowości wyrażają swoje poglądy, obrażają i wyśmiewają współrozmówców, publikują "utarte" opinie, często mające na celu dyskredytację osoby, której dotyczy rozmowa. Wystarczy spojrzeć na trwającą obecnie kampanię wyborczą, by zrozumieć, jak działają w sieci.

- Po tych wyborach będą następne. Przeanalizujemy to, czego dowiemy się na temat zjawiska dezinformacji do końca maja i przekujemy w pewną propozycję na październik. Chcemy docierać do różnego rodzaju interesariuszy. Sytuacja będzie coraz bardziej skomplikowana. Zrozumienie i nadążanie za dynamiką procesów i zjawisk, które będą się rozwijały, są niezwykle ważne. Fake newsy nie znikną - mówi Krzysztof Silicki, wicedyrektor NASK.

Problem jednak nie polega tylko na tym, że boty i "trolle" w sieci są obecne, ale niekiedy zdobywają szereg "fallowersów", którzy obserwują ich poczynania i podają ich komentarze/opinie dalej. A przecież w dzisiejszych czasach użytkownicy internetu nie są tylko odbiorcami informacji, ale też jej twórcami i nośnikiem. Przekazując dalej niesprawdzony "news" sprawiają, że zaczyna on żyć w sieci, przybierać na sile i obejmować swoim zasięgiem kolejne osoby, które - widząc, że znajomy podał dalej - często bez zastanowienia publikują go również na swoim profilu. W krótkim czasie podobna informacja zyskuje grupę odbiorców. Nawet jeśli nie robią tego wszyscy, to i tak wystarczająco dużo osób, by taka wiadomość osiągnęła efekt skali.

Z badania NASK wynika, że 7,9 proc. Polaków przekazało w ciągu ostatnich 6 miesięcy dalej informację, która miała charakter fakenewsowy. 11,8 proc. zrobiło to nieintencjonalnie. Wciąż większość internautów (67 proc.) oceniło, że tego nie robi. Taki rozkład nie powinien jednak dziwić. Jedynie 41,6 proc. ankietowanych w ciągu ostatnich 6 miesięcy sprawdzało wiarygodność treści zamieszczanych informacji w sieci. 37,1 proc. przyznało, że tego nie robi. Prawie 25 proc. sprawdza źródło. Dla prawie 24 proc. wystarczającym dowodem jest wiarygodność profilu na portalach społecznościowych lub osoby, która go prowadzi. Jeszcze gorzej wygląda to odnośnie do publikowanych zdjęć i tylko 12 proc. badanych sprawdza konto email, z którego rozsyłano informacje.

- Za pomocą pogłębionej analizy danych udało się wyszczególnić trzy sposoby flagowania wiarygodnych źródeł: społeczny dowód słuszności (im więcej w internecie i w mediach, i bardziej znane źródło tym bardziej wiarygodne informacje); osobiste zaufanie (respondenci mają wybrany katalog stron, którym ufają i biorą na ogół za wiarygodne; rzetelność dziennikarska - mówi Rafał Lange, jeden z autorów badania.

Podsumowując, z badania wynika, że 75 proc. ankietowanych nie sprawdza lub czyni to sporadycznie czy informacje w sieci są wiarygodne. Jedynie co czwarty robi to stosunkowo często. Problem jest jednak o wiele większy niż może się wydawać. Pojawiają się technologie, które pozwalają tworzyć modele mówiące "to, co chcemy", syntezatory mowy sprawią, że niedługo każdy przemówi jak wybrana osoba, np. publiczna: polityk, aktor, gwiazda muzyki. W 2013 r. fałszywy tweet jednej z agencji informacyjnej, który pojawił się tam w wyniku ataku hakerskiego wstrząsnął amerykańską giełdą. Dow Jones spadał o ponad 100 pkt. A wystarczyła jedna nieprawdziwa wiadomość: "Dwa wybuchy w Białym Domu. Prezydent Obama ranny". Jeden z popularnych komunikatorów, w którym wiadomości są szyfrowane, podczas wyborów prezydenckich w Brazylii był szeroko wykorzystywany do walki politycznej: do rozsyłania nieprawdziwych informacji o konkurentach politycznych i dezinformacji opinii publicznej. Pisała o tym m.in. agencja Reuters.

Akcje dezinformacyjne będą przybierać na sile. Pytanie jak się przed nimi chronić i czy demokratyczne wybory, odporne na manipulacje i ingerencję sił trzecich - są w obecnych warunkach jeszcze możliwe - wciąż zyskuje na znaczeniu. W momencie, gdy z jednej strony podejmowane są decyzje o tym, by uczynić je bardziej transparentnymi, z drugiej - pojawiają się kolejne sposoby komunikacji, które pozwalają na działania dezinformacyjne nowego typu. To walka z wiatrakami. We wspomnianej Brazylii po nagłośnieniu sprawy właściciel komunikatora zablokował ponad 100 tys. kont. To kropla w morzu - bowiem korzysta z tego narzędzia ponad 120 mln obywateli tego kraju.

Nie wiesz, jak rozpoznać nieprawdziwą informację? Ministerstwo Cyfryzacji i NASK uruchomili portal bezpiecznewybory.pl, by dostarczać sprawdzonych o tym czym jest dezinformacja i jak się przed nią bronić.

- Nowa odsłona portalu bezpiecznewybory.pl jest po to, żeby pomóc wyborcom poruszać się w świecie informacji. To jest główne i zasadnicze pytanie: W jaki sposób nauczyć naszych obywateli, użytkowników sieci, odróżniać fakty od opinii. Fakty od nieprawdy, fałszu, jak sobie z tym radzić. Większość społeczeństwa wychowana jest w kulcie słowa - to co jest napisane jest prawdziwe. Tego zostaliśmy nauczeni. Co do zasady to powinien być dogmat. Dzisiaj tak nie jest - mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Jak nie dać się złapać na dezinformację? Pamiętaj - piszą na stronie bezpiecznewybory.pl eksperci - o trzech podstawowych zasadach. Po pierwsze, nie wszystko, co przeczytasz w sieci jest prawdą. Po drugie, szybko rozprzestrzeniają się informacje, które nie muszą mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Nie bierz udziału w viralu bez potwierdzenia, że dana informacja jest prawdziwa. Nie powielaj fake newsów. Sprawdź źródło informacji, poszukaj jej na innych portalach, przeczytaj cały artykuł i zwracaj uwagę na język i literówki (zdarzają się każdemu, ale nie w co drugim słowie). Po trzecie, nie daj się trollom.

mart

Dowiedz się więcej na temat: wybory | dezinformacja | internet

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »