Reklama

Polscy przedsiębiorcy nie ufają rządowi?

Polska ma najbardziej niestabilne prawo w Unii Europejskiej, mimo to rząd uparcie zachęca przedsiębiorców do inwestycji przekonując ich jednocześnie, że pierwszeństwo w biznesie ma państwo, a własność i wolny rynek to zagadnienia drugoplanowe.

Firmy widzą jednak te priorytety z zupełnie innej perspektywy - państwo to podatki, nadprodukcja skomplikowanego prawa i brak zaufania do rządowych instytucji. Większość z nich uważa także, że w tym roku będzie jeszcze gorzej.

W 2016 roku polskie prawo wzbogaciło się o 31,9 tys. stron nowych rozporządzeń i ustaw, a aż 2 tys. z nich dotyczyło podatków. To najwyższy wskaźnik od 1918 roku, czyli od kiedy zaczęto publikować "Dziennik Ustaw".

W konsekwencji zajmujemy 1. miejsce w całej Unii Europejskiej jeśli chodzi o zmienność i nieprzewidywalność otoczenia legislacyjnego, wyprzedzamy m.in.: Włochy, Grecję, Hiszpanię i Francję. Tylko w latach 2012-2014 w Polsce wygenerowano 56-krotnie więcej regulacji niż w Szwecji, 11-krotnie więcej niż na Litwie i 2-krotnie więcej niż na Węgrzech. Prawo w Polsce wdrażane jest także w coraz szybszym tempie, pozostawiając coraz mniej czasu na zapoznanie się z regulacjami nie tylko przedsiębiorcom, ale także zwykłym obywatelom.

Reklama

W praktyce oznacza to, że jeśli ktokolwiek chciałby poświęcić czas na zapoznanie się ze wszystkimi zmianami, musiałby zarezerwować sobie ponad 4 godziny dziennie przez 365 dni w roku.

W procesie legislacyjnym coraz częściej pomijane są także prace w komisjach sejmowych, czyli czas na poznanie opinii zainteresowanych środowisk, przeprowadzenie niezbędnych konsultacji i zbadanie skutków prawnych opracowywanych regulacji. Obecnie już prawie połowa ustaw przyjmowana jest z pominięciem tego procesu lub jest on na tyle zdawkowy, że nie pozwala na dogłębną analizę skutków prawnych.

To dane z bieżącej edycji raportu "Barometr stabilności otoczenia prawnego w Polsce" opublikowanego przez Grant Thornton.

Skala i rosnące tempo produkcji prawa w Polce są zatrważające, co ma bezpośrednie przełożenie na nastroje wśród przedsiębiorców. Odzwierciedleniem tego są wnioski z publikowanych cyklicznie raportów zlecanych przez największe polskie organizacje biznesowe, doskonale znane zarówno opinii publicznej, jak administracji rządowej.

Badanie przeprowadzone przez Business Center Club w końcu ubiegłego roku pokazało, że aż 94 proc. firm jest zdania, że rząd nie poprawił warunków prowadzenia biznesu w minionym roku.

Panuje pesymistyczne nastawianie do sytuacji ekonomicznej w Polsce (88 proc.), która nie będzie sprzyjać prowadzeniu biznesu także w roku bieżącym.

Przedsiębiorcy zakładali ponadto (75 proc.), że rok 2017 przyniesie wzrost kosztów prowadzenia firmy, a blisko dwie trzecie prognozowało wzrost obciążeń podatkowych. Smutnym wnioskiem z badania jest także deklaracja dotycząca zwiększenia środków na inwestycje, planuje to uczynić jedynie co piąty przedsiębiorca.

Ustabilizowany brak wiary w łatwość potwierdza biznesu w Polsce potwierdziła także analiza Konfederacji Lewiatan.

Przedsiębiorcy przebadani w lutym tego roku uważają, że warunki prowadzenia firmy w 2016 roku nie tylko nie uległy poprawie, jak w badaniu BBC, a wręcz się pogorszyły (48 proc.) i 2017 nie przyniesie poprawy. Zdecydowana większość firm, zwłaszcza średnich i dużych, tak jak w roku ubiegłym liczy się ze wzrostem kosztów zatrudnienia (95 proc.), wprowadzeniem nowych niespójnych regulacji podatkowych (93 proc.) oraz innych niejasnych przepisów dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej (91 proc.).

Niemal wszyscy badani uważają więc, że jest źle i będzie jeszcze gorzej!

Wśród głównych przeszkód napotkanych w 2016 roku firmy wymieniały jak zwykle rosnące koszty zatrudniania (91 proc.), niepewną sytuację gospodarczą i polityczną (91 proc., 87 proc.) oraz przepisy podatkowe (88 proc.). Obecnie brak pewności powiązanej bezpośrednio z działaniami rządu wyraża aż 76 proc. badanych podmiotów.

Przedsiębiorcy krytycznie spoglądają w przyszłość nie wierząc w kolejny plan wielkiej modernizacji gospodarki, mimo że rząd wprowadza strategie, przyjmuje konstytucje i pakiety zmian, a nawet obniża CIT dla małych firm.

Powodem takiego pesymizmu wśród polskich przedsiębiorców jest powszechnie panujący i permanentny brak zaufania do administracji państwowej. Firmy mają dość niespełnionych lub nieprzemyślanych obietnic, zwłaszcza pomysłów podatkowych wprowadzających do życia gospodarczego niewiele poza chaosem, czego świetnym przykładem była koncepcja jednolitego podatku.

Dodatkowo, nie wiedzieć czemu, ale polski rząd próbuje wzbudzić wśród przedsiębiorców nieuzasadnione poczucie winy wynikające z sukcesu, jaki osiągnęły ich firmy, a to stan rzeczy bardzo daleki od zaakceptowania.

Widzimy także sytuację zupełnie kuriozalną, kiedy z jednej strony nieustannie podnoszone są koszty prowadzania biznesu z podatkami włącznie i firmy to widzą, a z drugiej oczekuje się od nich zwiększania nakładów na inwestycje strasząc przy tym, że będą bardziej kontrolowane.

To sytuacja niespotykana wśród nowoczesnych gospodarek, dlatego przedsiębiorcy wyprowadzają się z Polski - mówi Agnieszka Moryc, dyr. zarządzająca w Admiral Tax, polsko-brytyjskiej firmie doradztwa podatkowego.

Nie da się nie zauważyć, że temat emigracji biznesowej i zagadnienia związane z optymalizacją podatkową przywoływane są przy każdej okazji nie tylko przez Ministra Rozwoju, ale również innych członków rządu. Apelu o zacieśnienie współpracy w tym zakresie nie mogło zabraknąć także na ostatnim spotkaniu G20, na które zostaliśmy zaproszeni wraz z innymi krajami spoza grona największych światowych gospodarek.

Ciężko jednak oczekiwać patriotyzmu ekonomicznego i zwiększenia inwestycji, kiedy wizja gospodarcza Polski prezentowana przez rząd mocno odbiega od tej, której spodziewają się firmy. Większość z nich, co pokazują badania, chce po prostu stabilnego i jasnego otoczenia legislacyjnego, umożlwiającego spokojne prowadzenie biznesu. To według nich najważniejsze zadanie gospodarcze dla rządu, z którego administracja się nie wywiązuje. Wielu przecież jest zdania, że rząd nie tylko nie stwarza odpowiednich warunków do rozwoju biznesu, ale je pogarsza.

Ciekawie w tym kontekście brzmią słowa Jarosława Kaczyńskiego podczas niedawnej konferencji "Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę", o priorytecie państwa nad własnością i wolnym rynkiem.

Z niesmakiem środowisk biznesowych spotkało się także stanowisko wskazujące, że jeżeli ktoś w takich warunkach nie potrafi działać efektywnie, to powinien zająć się czymś innym.

Polscy przedsiębiorcy potrafią działać bardzo efektywnie i udowodniali to wielokrotnie w przeszłości, sam sektor MSP generuje przecież połowę polskiego PKB.

Kiedy jednak rząd aspirujący do roli regulatora totalnego, co odbierane jest przez biznes wyjątkowo źle, mówi wprost, że jeżeli komuś się to nie podoba, więc powinien zająć się czymś innym, to co najmniej naiwnym jest oczekiwanie na optymizm przedsiębiorców, bez którego nie ma mowy o szybkim rozwoju i inwestycjach. Oczywistym jest przecież, że firmy nie zajmą się czymś innym, tylko gdzie indziej, pójdą tam gdzie kultura biznesowa jest na wyższym poziomie.

Dla wielu firm wybór lokalizacji poza granicami kraju uwarukowany jest obecnie nie tylko wysokimi podatkami w Polsce, ale także niepewnością związaną ze zmiennością prawa i jego skomplikowaniem, podejściem urzędników do przedsiębiorców i ich odpowiedzialnością za błędy. Nie mają tu znaczenia osobiste sympatie do konkretnej partii czy jej członków, to nie ma obecnie znaczenia, chodzi o mechanizm i rozwiązania systemowe, w których rosnąć ma biznes.

Wielu przedsiębiorców chce po prostu działać poza tym systemem, w otoczeniu prawnym sprzyjającym rozwojowi przedsiębiorstw - dodaje Agnieszka Moryc z Admiral Tax.

Minister Morawiecki goszcząc niedawno w London School of Economics na konferencji "Polish Economic Forum" mówił, że trzeba mieć optymistyczne założenia, żeby rzeczywistość zaczęła się zmieniać. Ciężko jednak szukać tego optymizmu wśród polskich przedsiębiorców, kiedy 90 proc. z nich uważa, że rząd nie tylko nie poprawia ich sytuacji, ale ją pogarsza.

Na forum zapewniał jednak polskich studentów najlepszych londyńskich uczelni, że warto wracać i rozwijać się w Polsce, że można odważnie rzucić się na falę nowego życia gospodarczego. Co ciekawie badanie przeprowadzone przez sponsora wydarzenia wskazało, że coraz więcej polskich studentów brytyjskich uczelni w ogóle nie myśli o powrocie do kraju. W porównaniu z 2016 zainteresowanie powrotem spadło z 83 proc. z do 75 proc., czyli o 7 oczek w ciągu roku. Najwidoczniej nie tylko przedsiębiorcy, ale także studenci nie podzielają optymizmu Ministra Rozwoju i nie zamierzają rzucać się w fale nowego życia gospodarczego w Polsce.

Krzysztof Oflakowski

Rośnie liczba upadłości firm W lutym liczba niewypłacalnych firm w Polsce wyższa niż w lutym ub. roku W lutym opublikowano informacje o niewypłacalności 77 polskich przedsiębiorstw wobec 54 w lutym 2016 roku, czyli nastąpił wzrost ich liczby o +43% (niewypłacalność - czyli niezdolności do regulowania zobowiązań wobec dostawców w różnych formach prawnych, upadłości czy postępowań restrukturyzacyjnych). "Skala wzrostu liczby niewypłacalności r/r wynika z efektu niskiej bazy (ich liczby) na początku 2016 r., ale... mimo wszystko ich liczba w 2017 będzie zauważalnie wyższa niż przed rokiem. "Budownictwo - problemy firm mniejszych, które nie mając takiego zaplecza finansowego jak rynkowi potentaci nie są w stanie dłużej czekać na dopływ środków z nowych inwestycji, upadają " na przednówku". "Przemysł - oprócz sektorów metalowo-maszynowego i wyspecjalizowanego w produkcji na potrzeby budownictwa problemy mają producenci żywności - koncentracja w handlu wymusza także koncentracje w produkcji, wypycha z rynku firmy mniejsze. "Usługi - obok wielu innych sektorów w gronie niewypłacalnych firm były także te wyspecjalizowane w usługach leczniczych "Wzrost liczby niewypłacalności w południowo-wschodnich województwach, a także na Mazowszu, Śląsku i Dolnym Śląsku. Liczba niewypłacalności jest zdecydowanie większa niż w tym samym okresie ubiegłego roku, ponieważ rok temu w pierwszym kwartale byliśmy świadkami jeszcze spadku ich liczby o -15% r/r. Od połowy roku liczba niewypłacalności zaczęła rosnąć i na tym tle dane po dwóch miesiącach nie zaskakują - są w tym samym trendzie. Skala zmiany w stosunku do ub. roku nie jest więc zapowiedzą kontynuacji takiego tempa wzrostu niewypłacalności (+39% r/r po dwóch miesiącach), ale wspomnianym efektem niskiej bazy na początku 2016 roku - komentuje Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Tym niemniej wzrost liczby niewypłacalności będzie faktem - spodziewamy się, że w skali całego roku ich liczba będzie wyraźnie wyższa niż w 2016 roku. Aż 40% niewypłacalności to przypadki postepowań restrukturyzacyjnych - ich liczba więc cały czas rośnie. Jeszcze dwa lata temu stanowiły 15 do 20%, w ubiegłym roku było to już 30% ogólnej liczby przypadków niewypłacalności. Nie można ich lekceważyć nie tylko z powodu liczby, ale przede wszystkim efektu: co prawda firma nie znika z rynku (przynajmniej na razie) jak w przypadku klasycznej upadłości likwidacyjnej, ale nie reguluje swoich zobowiązań wobec wierzycieli tak samo jakby z niego zniknęła. Co jest ważniejsze - formalna statystyka firm skreślonych, czy faktyczna liczba tych, które nie płacąc przyczyniają się do spirali niewypłacalności kolejnych firm? Rozwinięte gospodarczo otoczenie nie pomaga zmniejszyć - tak jak w ubiegłym roku liczby niewypłacalności. Dekoniunktura dotknęła także Mazowsze, Śląsk czy Dolny Śląsk Generalnie zaobserwować można wzrost liczby upadłości w województwach Polski centralnej, południowej i południowo-wschodniej. Warto zwrócić uwagę na fakt, że najszybciej liczba upadłości rośnie w woj. mazowieckim, śląskim i dolnośląskim. Działa tam oczywiście najwięcej firm, ale w poprzednich kwartałach silna gospodarka lokalna sprzyjała wolniejszej skali przyrostu niewypłacalności w porównaniu do innych województw. Obecnie największa liczba omawianych przypadków niewypłacalności opublikowanych w styczniu miała miejsce w woj. mazowieckim, małopolskim i śląskim. Nie jest to zaskoczenie - po kilku kwartałach pogorszenia koniunktury (wolniejszego wzrostu gospodarczego, wzrostu liczby niewypłacalności) firmy w województwach o bardziej ekstensywnej gospodarce - nastawionej m.in. na turystykę, rolnictwo czy tradycyjny przemysł związany m.in. z przerobem drewna (meblarski, papierniczy) dostosowały się do tej sytuacji. W mniejszym stopniu sprzedają na kredyt, a w większym za gotówkę. Było to dla nich łatwiejsze z uwagi na bardziej lokalny zasięg - firmy z najsilniejszych gospodarczo regionów mając szerszą skalę działalności, krajową jak i międzynarodową nie są w stanie tak szybko i w ten sposób reagować na problemy na rynku. Ponadto przemysł meblowy i papierniczy - opakowań ma w tej chwili dobra passę, zwiększa zwłaszcza swoją produkcje eksportową (w odróżnieniu od wspomnianej wcześniej produkcji maszynowo-metalowej). Pod pojęciem niewypłacalności rozumiemy stan faktyczny - niezdolność do regulowania zobowiązań na rzecz wierzycieli. Do końca ubiegłego roku były to upadłość likwidacyjna, jak i układowa. Po zmianie prawa, w tym roku, postępowanie układowe oddzielono, dla podkreślenia zmiany wyodrębnione postępowania naprawcze nie mają już w nazwie "upadłości". Dla zachowania porównywalności danych bieżących z tymi z lat ubiegłych (gdy postępowanie układowe było rodzajem upadłości) nadal traktujemy łącznie wszystkie przypadki postępowań upadłościowych i naprawczych, jako niewypłacalność przedsiębiorstw. Euler Hermes

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »