Reklama

Polska kroczy śladem włoskiej mafii?

Mechanizm wyprowadzania pieniędzy z wielkich kontraktów realizowanych za publiczne pieniądze jest wzorowany na tym, co robiła włoska mafia w latach 80. minionego stulecia.

- Niedawno opublikowałem tekst o wielkich wydatkach na budowę infrastruktury drogowej i stadionowej sięgających 130 mld zł i jednoczesnej fali bankructw dużych firm realizujących te inwestycje.

Przemilczany list

Wzbudził on spore zainteresowanie i związaną z tym dyskusję m.in. na portalu blogowym Salon 24. Na szczególną uwagę zasługuje jeden z komentarzy zawierający list do premiera Tuska, podpisany przez Kazimierza Turalińskiego specjalistę od spraw bezpieczeństwa gospodarczego oraz przestępczości, autora kilku książek poświęconych tej problematyce. List został wysłany premierowi jakiś czas temu i dokładnie opisuje nie tylko mechanizm wyprowadzania pieniędzy z wielkich kontraktów autostradowych, ale także przestrzega przed niską jakością wykonywanych robót, która już niedługo zagrozi paraliżem komunikacyjnym na większości nowo wybudowanych dróg. Mechanizm wyprowadzania pieniędzy z wielkich kontraktów realizowanych za publiczne pieniądze opisany w tym liście, zdaniem jego autora, jest wzorowany na tym, co robiła włoska mafia w latach 80. minionego stulecia, także wyprowadzając pieniądze z publicznych kontraktów drogowych. Tak realizowany kontrakt ma aż cztery poziomy wykonawców, tworzących swoisty "łańcuch" podmiotów gospodarczych.

Reklama

Przestępczy łańcuch

Ten pierwszy jest renomowanym podmiotem, którego podstawowym zadaniem jest uzyskanie zamówienia publicznego na wielką inwestycję, której realizacja jest związana z wydatkowaniem setek milionów publicznych pieniędzy. Następnie tworzony jest kolejny podmiot, niepowiązany ani kapitałowo, ani osobowo z tym pierwszym, który ma przejąć od niego bezpośrednie wykonywanie prac związanych z inwestycją.

Pomiędzy nimi zostaje zwarta, z reguły bardzo rygorystyczna, umowa, obwarowana wysokimi karami umownymi, nawet w przypadku minimalnych opóźnień w realizacji harmonogramu prac. Ten drugi podmiot korzysta również z licznych, powoływanych na realizację tylko tego kontraktu podmiotów "pośredników", którzy z kolei faktycznie cedują wykonywanie bezpośrednich prac na zewnętrzne "obce" podmioty.

Przy czym, żeby wyeliminować możliwość dochodzenia przez nie zapłaty bezpośrednio od pierwotnego wykonawcy, zakres przekazywanych najniżej robót, polega na ich rozbiciu na takie "czynniki pierwsze", aby nie spełniały definicji robót budowlanych (np. na fakturach u bezpośrednich wykonawców inwestycji umieszcza się wynajem sprzętu budowlanego, dostawy surowców lub wypożyczenie pracowników).

Charakterystyczną cechą całego systemu są wielomiesięczne opóźnienia w wypłacaniu należności faktycznym wykonawcom robót. W momencie zbliżania się do końca realizacji inwestycji spółka, która wygrała przetarg, popada w konflikt ze spółką na drugim poziomie i egzekwuje od niej kary, a jednocześnie zrywa kontrakt, spółka ta ma już podstawy do zgłoszenia wniosku o upadłość. Podobnie spółki na trzecim poziomie po otrzymaniu faktur od bezpośrednich wykonawców mają tak wysokie zobowiązania, że zgłaszają wnioski o upadłość. Spółka, która wygrała przetarg, inkasuje przez cały czas pieniądze od podmiotu publicznego, ale nie trafiają one do ostatecznych wykonawców, bo tych, którzy zlecili im prace faktycznie, nie ma.

Przyzwolenie rządzących

Tak zapewne działo się w tych wszystkich kontraktach autostradowych, gdzie obecnie do GDDKiA zgłaszają się faktyczni wykonawcy inwestycji (firmy z czwartego poziomu), do których nie dotarły pieniądze, bo zainkasowały je podmioty, których już w obrocie gospodarczym nie ma. Ale we wspomnianym liście do premiera Tuska jego autor zwraca także uwagę na niską jakość wykonywanych robót drogowych (pisze m.in., że jeden z odcinków autostrady powstał na gruncie zawierającym blisko 25 proc. pyłów ilastych), co będzie powodowało "rozpływanie" się tego odcinka autostrady. Ale tego rodzaju zamiana surowca, z którego wykonywana jest podbudowa autostradowa, obniża jej koszty o 50 proc., co oznacza "zaoszczędzenie" dziesiątków milionów złotych, które powędrowały do kieszeni nieuczciwych przedsiębiorców.

Niestety, mimo upływu wielu tygodni żadnej reakcji premiera Donalda Tuska na to wystąpienie nie było, więc wygląda na to, że te ostrzeżenia, jak i wiele innych, zostały zamiecione pod dywan, bo rządzących interesowała tylko i wyłącznie przejezdność autostrad na EURO 2012. Przejezdność jednej z nich, a mianowicie A2, właśnie osiągnięto, tylko jakim kosztem?

Faktycznym wykonawcom trzeba będzie dodatkowo wypłacać z publicznych pieniędzy ich należności, setki milionów złotych (jeżeli parlament przyjmie stosowną ustawę), a już niedługo te nowe autostrady będą masowo remontowane, w ramach kolejnych kontraktów drogowych.

dr Zbigniew Kuźmiuk

Autor jest dr. ekonomii, posłem na Sejm RP VII kadencji, wybranym z listy Prawa i Sprawiedliwość.

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i bądź na bieżąco z informacjami gospodarczymi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »