Reklama

Polska walczy o 75 miliardów euro

- Nie wykluczamy weta ws. budżetu europejskiego na lata 2014-2020. Jest taki scenariusz. Gdyby środki przyznane Polsce miały być mniejsze, niż obiecane przez PO 300 mld zł, doczekamy się twardej reakcji premiera - zapowiada gość Przesłuchania w RMF FM, wiceprzewodniczący PE Jacek Protasiewicz. - Polska dostanie obiecane 300 mld z Unii - dzięki ekipie Tuska. Gdyby nie ta ekipa, bylibyśmy w tarapatach - dodaje.

Jak dziś czuje się szef kampanii wyborczej, który obiecał Polakom 300 mld zł z Unii i gwarantował, że tylko silna ekipa Donalda Tuska jest w stanie to wywalczyć? Posypie pan głowę popiołem?

Reklama

- Nie, odwrotnie, uważam, że gdyby nie ta ekipa, to pewnie bylibyśmy w tarapatach.

Jesteśmy w tarapatach. Już dziś brytyjski premier grozi wetem, jeśli wieloletni budżet nie zostanie zmniejszony, wspierają go inne państwa, w których rządzą politycy z waszej wielkiej rodziny, czyli EPP. No przegraliśmy, nie pora to powiedzieć otwarcie?

- Nie, niczego jeszcze nie przegraliśmy, gramy, A to, że brytyjski premier jest największym zagrożeniem dla efektów w postaci 300 mld zł dla Polski, to też świadczy o tym - ponieważ to jest najbliższy koalicjant PiS-u w Parlamencie Europejskim - że gdyby u władzy była ekipa z PiS-u, to dopiero moglibyśmy rzeczywiście na dwa tygodnie czy miesiąc przed szczytem, który o tym zdecyduje, mówić: Przegraliśmy, nie mamy szans. Ale ponieważ to premier Tusk prowadzi dzisiaj te negocjacje, to jestem optymistą, uważam, że 300 mld zł będzie.

PiS domaga się weta, jeśli budżet miałby być mniejszy. Premier posłucha? Powinien?

- Premier pewnie nie wyklucza takiej strategii, wiem o tym.

Czyli weto jest niewykluczone, tak?

- Nie jest wykluczone, zwłaszcza jeśli mamy po drugiej stronie premiera Wielkiej Brytanii, tak zdeterminowanego, żeby wywrócić to porozumienie budżetowe. Więc zamiast dawać rady polskiemu premierowi, niech może PiS da rady swojemu koalicjantowi z Parlamentu Europejskiego, czyli brytyjskim parlamentarzystom.

Ale ja rozumiem, że jeśli ten budżet miałby być mniejszy, to weto będzie?

- Jeśli to będzie mniejsze o 1 procent, czyli kilka...

Mniej niż 300 mld zł.

Nawet jak będzie 299 mld zł, to jest to powód, żeby wetować?

A jeśli będzie 260, 250?

To zapewne doczekamy się twardej reakcji ze strony premiera, który zresztą w Bukareszcie dwa dni temu na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej, w obecności premierów prawie wszystkich państw, wchodzących w skład tej naszej rodziny centroprawicowej, powiedział wyraźnie: Nie możecie nawoływać do wzmocnienia Unii Europejskiej, jednocześnie ograniczając budżet. To jest hipokryzja i na taką hipokryzję nie ma zgody nie tylko ze strony polskiego premiera, ale ze strony obywateli UE. Powiedział twardą prawdę.

Agnieszka Burzyńska, RMF FM

Gorące negocjacje w sprawie unijnego budżetu na lata 2014-2020.

Finał jest spodziewany w przyszłym miesiącu. Polska walczy o prawie 75 miliardów euro. Tymczasem bogate kraje, które więcej wpłacają do unijnej kasy niż z niej otrzymują, chcą cięć wydatków.

Najbardziej zdeterminowana w tej sprawie jest Wielka Brytania, co pokazał zakończony wczoraj unijny szczyt. Brytyjski premier otwarcie przyznał, że jest gotowy zablokować porozumienie w sprawie unijnego budżetu w przyszłym miesiącu. - Będziemy prezentować twarde stanowisko, oczekują tego Brytyjczycy i dostaną to - zapowiedział David Cameron.

Szef brytyjskiego rządu powiedział, że wprawdzie dobrze byłoby mieć porozumienie, "ale nie do zaakceptowania będzie znaczne zwiększenie wydatków w europejskim budżecie, gdy te w unijnych krajach są obcinane. Na takie porozumienie naszej zgody nie będzie - dodał.

Wielka Brytania jest w grupie, która chce redukcji wydatków nawet o 150 miliardów euro z niemal biliona euro, bo tyle wynosi obecnie projekt budżetu przygotowany przez Komisję Europejską.

- Myślę, że nie będziemy długo spać podczas kolejnego szczytu. To będzie długi szczyt - skomentował szef Komisji Europejskiej Jose Barroso.

David Cameron skorzystał wczoraj z okazji, by nawiązać do negocjacji w sprawie unijnego budżetu, bo na szczycie mowa była o odrębnym budżecie dla eurolandu. Dla brytyjskiego premiera to argument, by zmniejszyć wydatki we wspólnej kasie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »