Powiew dawnych czasów, czyli rynek rzemiosła artystycznego

Szkatułka, podpórka do książek, chochelka do ponczu, wazonik, patera czy szczotka do okruchów z szufelką. Polski rynek rzemiosła artystycznego oferuje prawdziwe cuda z historią, z których stworzyć można niebanalną i jednocześnie bardzo praktyczną kolekcję. A przy tym nie wydać majątku.

Mało kto potrzebuje dziś kałamarza czy podstawki do pióra, ale wśród przedmiotów, które stanowiły kiedyś nieodłączny element mieszczańskiego życia codziennego znajdziemy wiele przydatnych i dziś. Ozdobna misa czy wazon w stylu art deco będą ciekawym akcentem każdego domu niezależnie od jego stylistyki, a stara pudernica, zegar czy kryształowa karafka do wody mogą z powodzeniem zastąpić używane na co dzień przedmioty produkowane masowo. Minimalistów niech zachęci fakt, że precjoza te służyć mogą przez kolejne pokolenia, a odpowiednio wybrane - stanowić ciekawą lokatę kapitału.

Reklama

Jakość ponad ilość

Dużym powodzeniem na rynku rzemiosła artystycznego cieszą się najrzadsze, trudne do znalezienia obiekty. - Z ceramiki zaliczyłbym do nich porcelany polskie z wytwórni wołyńskich: Korzec, Baranówka, Horodnica - mówi Adrian Kurowski, kierujący działem ceramiki Sopockiego Domu Aukcyjnego. - To także słynny Ćmielów i pochodzące stamtąd rzadsze serwisy z międzywojnia czy XVII-wieczna porcelana miśnieńska - dodaje.

W ostatnich latach powstała nawet prywatna kolekcja polskiej porcelany z XVIII i XIX wieku, której nie powstydziłoby się Muzeum Narodowe.

Wśród sreber i platerów także dominują rodzime obiekty: z puncą Malcz, Radke, Schwartz, Pogorzelski, Lilpop. - Do chętnie kupowanych należą też wyroby dobrych złotników z ośrodków takich jak Gdańsk, Lwów, Kalisz, Wrocław, Wilno oraz platery warszawskie - Norblina i Frageta - wymienia Kurowski.

Na polskim rynku znajdziemy także europejską i dalekowschodnią porcelanę - przede wszystkim chińską, pochodzącą z XVII-XIX wieku. Chętnie zresztą kupują ją u nas Chińczycy. Wśród szkieł poszukiwane są z kolei rzadkie modele Mosera i secesyjne produkcji Daum, Galle i Loetz.

- Znacząco wzrosło zainteresowanie rzemiosłem dwudziestolecia oraz polskiego designu powojennego. Przed zapomnieniem i zniszczeniem ratowane są świetne wyroby polskiej sztuki użytkowej - zauważa Adam Chełstowski, prezes domu aukcyjnego Artissima. Obiektów wysokiej klasy jest coraz mniej, a dla wytrawnych kolekcjonerów zawsze starsze i rzadsze oznacza lepsze, czyli wytrwalej poszukiwane. - Przestaje to być jednak istotne, gdy w grę wchodzi moda. Obserwuję spore i wciąż rosnące zainteresowanie przedmiotami w stylu art deco oraz kilka dekad młodszymi - pochodzącymi z lat 50. i 60. ubiegłego stulecia - przyznaje Piotr Lengiewicz, szef domu aukcyjnego Rempex.

Do najstarszych obiektów pojawiających się w polskich galeriach i antykwariatach należą te sięgające XVI wieku. - To unikaty z segmentów sreber, mebli czy ceramiki. Łakome kąski dla świadomych kolekcjonerów. Na ostatniej aukcji charytatywnej ze zbiorów Barbary Piaseckiej Johnson, którą pomagaliśmy organizować, było wyjątkowo dużo obiektów z XVII w. Na takie perełki trzeba czekać długo i wyszukiwać wytrwale, bowiem okazja ich zakupu nadarza się zaledwie kilka razy do roku. Nieporównanie starsze i rzadsze są obiekty antyczne - mówi Adam Chełstowski.

- Niezwykle rzadko, ale jednak znaleźć można cenną ceramikę z dynastii Tang (lata 618-690 i 705-907) i Song (z lat 960 - 1279), jednak nie są tak popularne jak porcelana Ming, a zwłaszcza Qing (1644-1912) - zaznacza Kurowski. - Nasz rynek jeszcze nie jest gotowy na przedmioty tej klasy - ocenia Lengiewicz.

Amatorzy tychże, którzy dodatkowo dysponują zasobnym portfelem, mogą za to przebierać w ofertach zachodnich domów aukcyjnych. Naczynia pochodzące z okresu dynastii Song zakupić można w cenach do 5 tys. dol, z okresu panowania Tang mogą natomiast osiągnąć rząd wielkości kilkudziesięciu tysięcy dolarów.

Górny pułap

Wiek obiektów nie musi jednak wcale stanowić o cenie, jaką skłonni są zapłacić ich amatorzy. W podobnych kwotach sprzedają się XIX-wieczne flakoniki, XVIII-wieczne tabakiery, zegary i meble. Bajońskie sumy płacą zakochani w dalekowschodniej ceramice pochodzącej z okresu panowania cesarza Qianlonga (XVIII wiek). Za misternie zdobione wazony kolekcjonerzy gotowi są płacić wielomilionowe kwoty.

Najbardziej okazałe obiekty na polskim rynku osiągają wartość rzędu 100 tys. zł. Sopocki Dom Aukcyjny zarejestrował w ostatnich latach kilka takich sprzedaży - było to rzemiosło dalekowschodnie, ale i porcelana miśnieńska.

- Do większych sukcesów zaliczam sprowadzenie do Polski dużego półmiska z miśnieńskiego serwisu Łabędziego, wartego ponad 100 tys. zł czy sprzedaż XVII-wiecznego gdańskiego zegara kaflowego - wymienia szef Artissimy. - Do niedawna takie przedmioty raczej z Polski wyjeżdżały. Wielką satysfakcją było wyszukanie i sprzedaż nieznanego dotąd bardzo wczesnego XVII-wiecznego gdańskiego kufla ze srebra.

W Rempeksie to dla odmiany głównie srebra odpowiadają za rekordy. Wyroby polskich i rosyjskich złotników udawało się tam sprzedać nawet za kilkaset tysięcy złotych. Ogólna ocena kondycji tego rynku według ekspertów nie jest jednak optymistyczna.

- Duża część mniej zamożnych zbieraczy wypadła z rynku lub wybrali inne kanały sprzedaży, jak allegro i giełdy, gdzie można czasem znaleźć coś taniej, ale bez gwarancji autentyczności. Jeżeli chodzi o zamożniejszych kolekcjonerów, to wydaje się, że nadal mogą tworzyć poważne zbiory i jeśli trafią na unikat - kupują. Niekiedy trudno ich zaspokoić, bo mają już bardzo rozbudowane kolekcje - przyznaje Adam Kurowski. Wtóruje mu Adam Chełstowski: - Mam wrażenie, że zmniejsza się zapotrzebowanie ilościowe na piękne przedmioty mające zdobić wnętrza. Panuje moda na minimalizm. Natomiast zdecydowanie pozytywnym trendem jest wzrost wymagań kupujących, którzy zawężają krąg zainteresowań i powstają naprawdę poważne kolekcje dobrego dawnego rzemiosła. Tego rzemiosła nie ma dużo na rynku w Polsce, dlatego poszukujemy obiektów na całym świecie. W ciągu kilkunastu lat powstały zbiory, z których można by urządzić świetne wystawy w najlepszych muzeach. I myślę, że takie skoncentrowane kolekcje to przyszłość dla rynku rzemiosła.

Targi tylko dla wprawionych

Specyficzny popyt nie demotywuje jednak antykwariuszy do tworzenia obszernych ofert i rozbudowanych aukcji rzemiosła artystycznego. Prawie 200 obiektów znalazło się na przedwakacyjnej aukcji Sopockiego Domu Aukcyjnego (Gdańsk) poświęconej secesji i art deco. Niektóre przedmioty, jak dzbanek do kakao, bomboniera, talerz do tortu czy komplet toaletowy z początku XX wieku licytować można było już od kilkuset złotych. Na szczególną uwagę zasługuje oferta wazonów secesyjnych ze wskazaniem na dwa pochodzące z huty Emile Gallé - francuskiego projektanta słynnego z floralnych wzorów art nouveau. Oba uzyskały ceny 9500 zł, czyli poniżej rynkowej, która zwykle wynosi 10 tys. zł. Podobne aukcje organizują też Ostoya, Desa Unicum i Rempex. Na czerwcowej aukcji Ostoi za niewielkie kwoty zakupić można było dekoracyjne drobiazgi, jak choćby: chochelkę do ponczu w cenie 350 zł, puderniczkę w cenie 350 zł czy parę kieliszków za 130 zł.

Warto szukać w sprawdzonych domach aukcyjnych, galeriach i antykwariatach. Targi staroci to miejsca wciąż dość chętnie odwiedzane przez amatorów dawnej sztuki użytkowej, ale należy poszukiwać tam precjozów tylko wtedy, gdy posiadamy ugruntowaną wiedzę o kupowanych przedmiotach. Inna opcja to odwiedziny targów z ekspertem, który wyszuka i oceni godne uwagi obiekty.

- W wielu przypadkach można jeszcze coś znaleźć, chociaż raczej polecałbym penetrowanie zasobów antykwariatów i aukcji. Jest oczywiście drożej, ale w zamian mamy zapewnienie, że obiekty już sprawdzone pod kątem jakości - radzi Adam Chełstowski. - Obecnie bazary zasypane są masową produkcją antykopodobną z Chin i innych krajów azjatyckich, a także zupełnie bezwartościowymi wyrobami z połowy XX wieku produkcji zachodnioeuropejskiej. Aby to wszystko przejrzeć, należy poświęcić mnóstwo czasu. A ocena i tak nie będzie precyzyjna bez wiedzy eksperckiej - ostrzega Adrian Kurowski.

Wspomniane ceny aukcyjne nie są wyjątkowym zjawiskiem. Niebanalne upominki lub urokliwe przedmioty, które urozmaicą wnętrza naszych domów można bez wysiłku znaleźć w niewygórowanych cenach. Warto rozglądać się w szczególności za obiektami mniej popularnymi, spoza głównego zainteresowania uczestników rynku - te będą prawdopodobnie osiągały stosunkowo dużo niższy pułap cenowy. W granicach 500 zł kupimy w renomowanych galeriach wyroby platerowe lub ze szkła (na przykład firmy Niemen), pojedyncze srebrne sztućce, porcelanowe filiżanki ze spodkiem (nawet miśnieńskie, Rosenthala czy z Ćmielowa), polską lampę czy budzik z lat 60. Wbrew pozorom takich drobiazgów znajdziemy całkiem sporo w wielu antykwariatach albo na aukcjach wyprzedażowych. - Można też trafić coś z porcelany, ale raczej będzie to przedmiot dekoracyjny niż kolekcjonerski - dodaje Lengiewicz - Galerie mają w ofercie wiele tego typu przedmiotów w bardzo przystępnych cenach.

Iwona Żelazna

Private Banking
Dowiedz się więcej na temat: inwestowanie | kolekcje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »