Reklama

Prasa o spotkaniu Merkel-Putin: dialog prowadzony z konieczności

Dialog z Rosją prowadzony przez Niemcy z konieczności i bez zabiegania o względy - tak niemiecka prasa komentuje w poniedziałek sobotnie spotkanie kanclerz Angeli Merkel z Władimirem Putinem. Porozumienie utrudniają liczne sporne kwestie - podkreślają gazety.

Reklama

"Jak należy odnosić się do prezydenta Rosji, który jest odpowiedzialny za wojny w Syrii i na Ukrainie (...), którego armia bombarduje zamieszkane obszary w Syrii i ochrania zbrodniarza wojennego (syryjskiego prezydenta) Baszara el-Asada (...), na którego konto idą hakerskie ataki mające podkopywać system demokratyczny w krajach Zachodu?" - zastanawia się "Tagesspiegel", oceniając, że jest to "jedno z kluczowych pytań europejskiej polityki zagranicznej".

Jak pisze berliński dziennik, w przeciwieństwie do szefowej MSZ Austrii Karin Kneissl, która "postanowiła przymknąć na to wszystko oko i zaprosić Putina na swoje wesele", kanclerz Niemiec Angela Merkel pokazała, że "można prowadzić z Putinem rozmowę, nie podlizując mu się". Spotkanie Merkel i Putina w Meseburgu pozbawione było protokolarnych honorów, a kanclerz "jednoznacznie pokazała, że prowadzi dialog z Putinem, bo nie ma innego wyjścia".

Jednak "postawa Merkel wobec Kremla nie jest w żadnym razie prostolinijna". Jako największy błąd Merkel w tym kontekście "Tagesspiegel" wskazuje jej poparcie dla budowy gazociągu Nord Stream 2; odnotowuje, że obecnie kanclerz "próbuje ograniczyć (wynikające z tego) szkody i chce zapobiec sytuacji, w której Moskwa mogłaby wkrótce przestać przesyłać gaz przez Ukrainę".

Według "Tagesspiegla" przejawem "prowincjonalnego myślenia" są postulaty o "powrót do normalności w relacjach z Kremlem". "W Niemczech do znudzenia powtarzane jest zdanie, że bez Rosji nie da się rozwiązać międzynarodowych konfliktów. Dotyczy to jednak przede wszystkim tych konfliktów, które Kreml sam rozpoczął lub które podsycał. Powinni przemyśleć to szczególnie ci w Niemczech, którzy sami najchętniej zaprosiliby Putina do tańca" - podsumowuje gazeta.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze z kolei, że wiara licznych polityków i przedstawicieli biznesu w Niemczech w strategiczne partnerstwo Berlina i Moskwy "była i jest iluzją", co pokazała rosyjska aneksja Krymu, postępowanie Rosji na wschodzie Ukrainy i sponsorowane przez Rosję ataki hakerskie na Zachodzie. Z tych i innych spornych kwestii jasno wynika, że "putinowska Rosja definiuje się poprzez separowanie się od Zachodu i w opozycji do niego" - podkreśla dziennik.

"FAZ" ocenia, że Putin podkreśla wagę umacniających się stosunków gospodarczych (między Rosją a Niemcami), bo w USA Kongres prowadzi krytyczną wobec niego politykę, która nie pozostawia dużego pola manewru prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Putin "nie jest więc jaśniejącym wzorem starań na rzecz pokoju; wystarczy spojrzeć na wschodnią Ukrainę czy Syrię" - podkreśla gazeta, dodając, że "mantra o tym, że Moskwa jest niezbędna do rozwiązywania konfliktów, także ma w sobie coś z halucynacji".

W innym artykule "FAZ" wskazuje, że spotkanie Merkel i Putina wywołało pytania o ewentualne zbliżenie między Berlinem i Moskwą w obliczu chaotycznej polityki zagranicznej Trumpa lub o normalizację dwustronnych stosunków. Gazeta ocenia, że obecne warunki nie sprzyjają zbliżeniu, wskazując przy tym na "drażliwe kwestie" takie jak Syria, Ukraina czy Nord Stream 2.

"Die Welt" skupia się na wątku Nord Stream 2, pisząc, że budowa gazociągu "skłóca ze sobą Unię Europejską i NATO", a chodzi w nim o "polityczną i wojskową równowagę oraz pytanie o to, jak niezależna może być Europa od Rosji".

Dziennik zaznacza, że w tej grze o wpływy chodzi o "polityczny i gospodarczy kształt Europy Wschodniej, a szczególnie o przyszłość Ukrainy", która może wpaść w rosyjską strefę wpływów lub stanowić "przedmurze UE z gwarancjami od USA".

Jak argumentuje "Die Welt", "w kwestiach związanych z ropą Putin jest obliczalny". "Rosyjska gospodarka, borykająca się z sankcjami nałożonymi na nią z powodu Ukrainy, Krymu i Syrii, potrzebuje gwarantowanych wpływów ze sprzedaży zachodniosyberyjskiej ropy rozwiniętym państwom Zachodu.

To samo dotyczy państwa rosyjskiego i jego rozbudowanej maszynerii, która wymaga oliwienia (...)" - wskazuje gazeta. Jak dodaje, Chiny jako alternatywny rynek zbytu dla rosyjskiej ropy to na razie wciąż "melodia przyszłości" zarówno ze względu na koszty i odległość, jak i twardy styl Państwa Środka w negocjacjach handlowych.

.....................

USA mają do dyspozycji pakiet sankcji, które mogą być użyte przy próbie wstrzymania budowy rosyjsko-niemieckiego gazociągu Nord Stream 2 po dnie Bałtyku - poinformował w niedzielę dziennik "Wall Street Journal".

Sankcje byłyby skierowane przeciwko firmom uczestniczącym w realizacji tej inwestycji oraz ewentualnie przeciwko finansującym ją bankom. Obecni i byli przedstawiciele władz USA twierdzą, że dyskutuje się o takich sankcjach i ich uruchomienie byłoby kwestią tygodni, ale dodają, że żadna taka akcja rychło nie nastąpi - zaznaczyła gazeta. Nie wyjaśniła jednak bliżej, kim są jej rządowi informatorzy.

W sierpniu ubiegłego roku, w reakcji na doniesienia o ingerencji Rosji w amerykańskie wybory, Kongres USA upoważnił prezydenta Donalda Trumpa do nałożenia sankcji na firmy i osoby fizyczne związane z budową gazociągu. Zdaniem kilku rozmówców "WSJ", można by było z tego skorzystać przy próbie zablokowania dalszej realizacji Nord Stream 2.

Jeden z przedstawicieli amerykańskiej administracji powiedział "WSJ", że ustalanie konkretnych przedsięwzięć karnych, w czym uczestniczą obok Białego Domu także Departament Stanu oraz ministerstwa handlu i energetyki, zbliża się do końca. Jedyną kwestią, której jeszcze nie rozstrzygnięto, jest to, czy sankcje mają dotyczyć tylko firm budujących gazociąg, czy również banków i innych instytucji zaangażowanych w jego finansowanie - wyjaśnił. Dodał, że przed ogłoszeniem sankcji Waszyngton wysłałby Unii Europejskiej stosowne ostrzeżenie.

Według zaznajomionego z kulisami negocjacji europejskiego biznesmena branży energetycznej, którego cytuje "WSJ", przedstawiciele konsorcjum budującego Nord Stream 2 oświadczyli szefowi Biura Zasobów Energetycznych Departamentu Stanu Johnowi McCarrickowi, że pięć europejskich spółek oraz Gazprom wydały już na tę inwestycję 5,5 mld euro i nie zostanie ona wstrzymana nawet gdyby USA wprowadziły swe sankcje.

Dowiedz się więcej na temat: Rosja | Nord Stream 2 | Nord Stream | sankcje | Niemcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »