Reklama

Premier: Wstępny projekt budżetu na 2018 r. skierowany do konsultacji społecznych

Wstępny projekt budżetu na 2018 r. został przyjęty, uzgodniony i przesłany do konsultacji społecznych - poinformowała w czwartek na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu premier Beata Szydło. Jej zdaniem to budżet dobry, prorozwojowy.

Premier powiedziała, że projekt budżetu na 2018 r. był najważniejszym tematem posiedzenia rządu.

- To jest projekt wstępny, kierowany do konsultacji społecznych. Zostały w nim ujęte wszystkie najważniejsze programy, projekty realizowane przez rząd - powiedziała. Zapewniła, że przewiduje on pełne finansowanie programu 500 plus, ale również środki, które będą przeznaczone w krajowym systemie nieruchomości na realizację programu Mieszkanie plus.

- To są oczywiście środki, które pozwolą nam na zagwarantowanie podwyżek dla nauczycieli po wprowadzonej reformie, to są środki, które są przeznaczone na modernizację służb mundurowych i oczywiście na rozwój polskiej armii, zgodnie z tymi zaleceniami, założeniami, które my, jako członkowie NATO musimy stosować i do czego się zobowiązaliśmy - powiedziała.

Reklama

- Myślę, że jest to budżet dobry, jest to budżet, który jest prorozwojowy, budżet, który daje szanse na to, żeby te wszystkie ważne projekty społeczne były realizowane (...) - podkreśliła premier.

Dochody budżetu w 2018 r. wyniosą 355,7 mld zł, a wydatki 397,2 mld zł, co oznacza, że deficyt nie przekroczy w przyszłym roku 41,5 mld zł - wynika ze wstępnego projektu budżetu na 2018 r., przyjętego w czwartek przez rząd.

"Rada Ministrów przyjęła wstępny projekt ustawy budżetowej na rok 2018, przedłożony przez ministra rozwoju i finansów. Głównym celem polityki budżetowej prowadzonej przez rząd pozostaje wspieranie solidarnościowej polityki społecznej i wzrostu gospodarczego przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności finansów publicznych" - napisano w komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu.

Wyjaśniono, że w projekcie budżetu państwa na 2018 rok zaplanowano dochody w wysokości 355,7 mld zł, wydatki budżetu państwa w wysokości 397,2 mld zł. Deficyt budżetu państwa zaplanowano w kwocie nie większej niż 41,5 mld zł.

Zgodnie z komunikatem deficyt sektora finansów publicznych (według metodologii UE) przyjęto na poziomie 2,7 proc. PKB. Ponadto założono, że PKB wzrośnie w ujęciu realnym o 3,8 proc., średnioroczna inflacja wyniesie 2,3 proc.

Przyjęto wzrost przeciętnego rocznego funduszu wynagrodzeń w gospodarce narodowej oraz emerytur i rent w wysokości 6,3 proc. Rząd spodziewa się wzrostu spożycia prywatnego w ujęciu nominalnym o 5,9 proc.

"Projekt budżetu na 2018 r. spełnia kryteria stabilizującej reguły wydatkowej oraz deficytu sektora finansów według metodyki unijnej niższego niż 3 proc. PKB" - czytamy w komunikacie.

- W 2018 r. znacznie wzrosną wydatki na cele społeczne; przeznaczymy blisko 25 mld zł na Rodzinę 500+, wydatki na emerytury i renty będą wyższe o ok. 19 mld zł, na zdrowie o niemal 6 mld zł - poinformował wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. "W projekcie budżetu przewidziany jest znaczny wzrost finansowania celów społecznych, takich jak program Rodzina 500+, na który przeznaczone zostanie blisko 25 mld zł. Wydatki na emerytury i renty zwiększą się o około 19 mld zł, z czego ponad 9 mld zł wynika z obniżenia wieku emerytalnego. Bardzo wysoki jest też wzrost wydatków na zdrowie, o niemal 6 mld zł, oraz na obronność o 4 mld zł" - poinformował Morawiecki cytowany w komunikacie Ministerstwa Finansów. "Tak istotny wzrost finansowania celów społecznych i związanych z bezpieczeństwem może być bezpiecznie realizowany dzięki skutecznej odbudowie różnych dochodów budżetowych i uszczelnieniu systemu podatkowego. Kluczowe są tu rozbudowa zdolności analitycznych aparatu skarbowego, poprawa efektywności działania służb celno-skarbowych oraz stopniowa eliminacja luk prawnych" - wyjaśnił. "Przyjęty projekt budżetu na 2018 rok zakłada bezpieczny poziom deficytu, poniżej progów unijnych, spełnia kryteria stabilizującej reguły wydatkowej, oraz przyczyni się do umocnienia wysokiej jakości wzrostu gospodarczego" - zapewnił wicepremier. W komunikacie podkreślono, że głównym celem prowadzonej polityki budżetowej pozostaje wspieranie solidarnościowej polityki społecznej i wzrostu gospodarczego przy jednoczesnym utrzymaniu stabilności finansów publicznych.

---------

Bujak z PKO BP: Projekt budżetu realistyczny i lepszy od oczekiwań

Projekt budżetu jest realistyczny i lepszy od oczekiwań, wręcz konserwatywny - ocenił w rozmowie z PAP główny ekonomista PKO BP Piotr Bujak. Jego zdaniem niewykluczone, że będziemy pozytywnie zaskoczeni jego wykonaniem.

Bujak powiedział, że projekt jest lepszy, niż można się było spodziewać. Ekonomista zakładał, że deficyt budżetu centralnego w przyszłym roku może wynieść 2,3 proc. PKB, tymczasem - jak wskazał - z projektu wynika, że będzie to nie więcej niż 2,1 proc. PKB.

Jego zdaniem trzeba jednak wziąć pod uwagę rozwój sytuacji gospodarczej i rosnące prawdopodobieństwo, że wzrost gospodarczy w przyszłym roku będzie wyższy niż 3,8 proc. założone, a wzrost konsumpcji nominalnej będzie wyższy niż 5,9 proc. założone w projekcie.

"Wydaje się, że faktyczny deficyt (budżetu - PAP) w przyszłym roku będzie niższy niż te 41,5 mld zł, niższy niż 2,1 proc. PKB" - uważa Bujak.

Zaznaczył, że to oznacza, iż nawet jeśli w sektorze samorządowym będziemy mieli do czynienia z dużym wzrostem inwestycji publicznych i znacznym pogorszeniem wyniku finansowego, po niewielkiej nadwyżce w tym roku, to przy nadal dobrym wyniku w podsektorze ubezpieczeń społecznych - bowiem ZUS powinien odnotować znaczny wzrost składek przy dalszej poprawie sytuacji na rynku pracy - łączny deficyt całego sektora finansów publicznych nie powinien przekroczyć 2,5 proc. PKB w 2018 r.

"Jest prawdopodobne coraz mocniej, patrząc na tendencję w gospodarce (...), że to będzie mniej" - dodał. Według niego jest to możliwe zwłaszcza, że wykonanie tegorocznego budżetu centralnego może być bardzo dobre - deficyt może wynieść poniżej 30 mld zł, wobec dopuszczonego w wysokości prawie 60 mld zł. Bujak zaznaczył, że deficyt sektora finansów publicznych może wynieść ok. 2 proc. PKB lub mniej.

Podkreślił, że projekt jest więc jak najbardziej realny. "Ambitny względem tego, czego niektórzy się obawiali. Natomiast względem tego, co jest wykonalne, realne, biorąc pod uwagę postępy w poprawie ściągalności podatku, biorąc pod uwagę dobrą koniunkturę, biorąc pod uwagę to, co jest wykonalne, to jest dosyć konserwatywny budżet" - ocenił.

"Myślę, że jesteśmy pozytywnie zaskoczeni projektem. Możemy być nadal zaskakiwani w tej chwili wykonaniem. Kolejny, trzeci rok z rzędu (...) jest możliwe, że nadal będziemy zaskakiwani pozytywnie wykonaniem planu. Chociaż pewnie skala nie będzie już tak duża jak w tym roku" - dodał. "To dobry budżet, realny, wykonalny z bardzo mocną stroną dochodową" - powiedział. Zaznaczył, że po stronie dochodowej projekt jest jak najbardziej realistyczny.

---------

Borowski z Credit Agricole: Deficyt finansów publicznych wzrośnie w 2018 r.

Zgodnie z projektem budżetu, deficyt finansów publicznych w 2018 r. znacząco wzrośnie, a przy obecnej, dobrej sytuacji gospodarczej powinien spadać - uważa główny ekonomista banku Credit Agricole Jakub Borowski.

Rząd przyjął w czwartek wstępny projekt budżetu na 2018 r. Zaplanowano dochody w wysokości 355,7 mld zł, wydatki budżetu państwa w wysokości 397,2 mld zł, co oznacza, że deficyt budżetu będzie nie większy niż 41,5 mld zł. Natomiast deficyt sektora finansów publicznych (według metodologii UE) ma

Borowski poinformował, że nie ma specjalnych zastrzeżeń, jeśli chodzi o założenia makroekonomiczne do przyszłorocznego budżetu, są one realne. "Co do zasady, uznaję ten scenariusz, który rząd przedstawił, za dość prawdopodobny. Nie spodziewam się jakichś znaczących odchyleń, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, inflację mamy trochę niżej niż to, co ma rząd - 1,4 proc. na przyszły rok" - powiedział.

Zaznaczył, że ewentualnie niższa inflacja generuje ryzyko niższego wzrostu dochodów budżetu, ale nie jest ono znaczące. Borowski zastrzegł, że póki co najważniejszą miarą w budżecie podaną oficjalnie przez rząd jest deficyt centralny i deficyt sektora finansów publicznych. Borowski uważa, że rząd przewiduje znaczący wzrost w przyszłym roku tego ostatniego wskaźnika - w stosunku do prawdopodobnego, tegorocznego wykonania. Ekonomista spodziewa się bowiem, że w tym roku deficyt finansów publicznych spadnie do 1,4 proc. PKB, wobec zakładanego 2,7 proc. PKB w 2018 r.

Jego zdaniem można przyjąć scenariusz, że deficyt będzie niższy, ale jeśli tak się stanie, nie będzie niewiele niższy. "Czynników ryzyka jest sporo" - ocenił. Wskazał na wydatki samorządów, bowiem w przyszłym roku mamy wybory samorządowe, co oznacza, że deficyt samorządów może być większy niż oczekiwano.

"Pojawiają się nowe znaczące wydatki sztywne (...), mówię przede wszystkim o kosztach podniesienia wieku emerytalnego. To jest czynnik, który trwale podbija deficyt i jest też impulsem fiskalnym. Ostatecznie mamy więc do czynienia z sytuacją, w której deficyt sektora finansów publicznych jest znacząco wyższy niż tegoroczny, w sytuacji w której spodziewamy się utrzymania bardzo dobrej koniunktury w polskiej gospodarce, w zasadzie utrzymania równowagi makroekonomicznej" - powiedział.

Wyjaśnił, że chodzi o sytuację, w której moce wytwórcze w gospodarce są w pełni wykorzystane. Jego zdaniem właśnie w tej chwili mamy z tym do czynienia, bezrobocie jest bowiem na poziomie, poniżej którego bardzo trudno zejść.

"Jeśli równowaga makroekonomiczna się utrzymuje, a deficyt znacząco rośnie, to mamy do czynienia z rozluźnieniem polityki fiskalnej i to rozluźnieniem znaczącym. To rozluźnienie znaczące będzie oczywiście impulsem popytowym w sytuacji, w której gospodarka jest już i tak w bardzo dobrej kondycji" - powiedział.

Według ekonomisty takie rozluźnienie fiskalne podnosi trwale deficyt i tworzy zagrożenia. "Związane z tym, że jeśli przyjdzie jakieś znaczące spowolnienie, to szybko będziemy dobijać do granicy deficytu w wysokości 3 proc. PKB i tę granicę będziemy przekraczać" - powiedział. "Raczej powinniśmy się starać, aby dobre czasy, dobrą koniunkturę wykorzystywać do ograniczania deficytu" - radzi Borowski.

-----------

Mech: Efektywniej byłoby mieć wyższy deficyt

W sytuacji, gdy kraj ma bardzo długi okres procesu konwergencji, a więc doganiania państw wyżej rozwiniętych, efektywniej byłoby mieć wyższy deficyt, o ile byłby przeznaczony na wyższe inwestycje prorozwojowe, a więc doganiające inne kraje - powiedział były wiceminister finansów Cezary Mech w komentarzu dot. założeń budżetu na 2018 r.

Jak zaznaczył ekspert, na taki kształt budżetu złożyły się dwa kluczowe czynniki wynikające z dobrej koniunktury gospodarczej i z poprawy ściągalności podatku VAT. "Przy czym ma ona też taką tendencję, że bardzo dobre wyniki, jeśli chodzi o ściągalność VAT w tym roku w części będzie można przerzucić na budżet przyszłoroczny" - powiedział Mech.

Ekspert podkreślił, że spadek zapotrzebowania kredytowego (czyli dziury budżetowej, którą trzeba sfinansować z pożyczek) mógłby być jeszcze niższy, gdyby nie reforma związana z przywróceniem wieku emerytalnego.

"Gdy patrzymy na zapotrzebowanie kredytowe to widać wyraźnie, że ono maleje, co jest związane z charakterystyką tego budżetu. Niemniej trzeba pamiętać, że jednocześnie brakuje informacji o czynnikach bardzo istotnych, a związanych z tym, że wykorzysta się ten okres na odejście od finansowania w obcych walutach" - zaznaczył. Dodał, że będzie to powodowało z jednej strony powiększanie ryzyka finansowego związanego "z frankizacją gospodarki polskiej", czyli związaną z kredytami frankowymi, a z drugiej strony z planowanym "aż 30-proc. udziałem finansowania w obcych walutach ze strony budżetu".

Natomiast w ocenie Mecha, budżet na 2018 r. jest rozczarowujący z punktu widzenia rozwoju gospodarczego. "W sytuacji, gdy Polska potrzebuje nakładów inwestycyjnych w środki trwałe w wysokości 5 bln zł, w procesie konwergencji do dogonienia krajów o wyższym poziomie rozwoju i wyższym poziomie wynagrodzeń niewykorzystanie możliwości, które tkwią w budżecie, żeby zwiększyć wydatki prorozwojowe tam, gdzie dają one najwyższe przyspieszenie świadczy o tym, że struktura państwa nie do końca orientuje się, gdzie mogłaby te środki umieścić, żeby przyspieszyć proces konwergencji" - ocenił ekonomista.

"Potrzebujemy 5 bln zł na dogonienie tych państw. Jeżeli nie dokonujemy nakładów rozwojowych, to tak naprawdę redukujemy nasz proces doganiania owych państw. Takie rozwiązanie byłoby bardzo korzystne, gdyby dotyczyło kraju, który ma najwyższy poziom gospodarczy. Te państwa mają infrastrukturę wzrostu na bardzo wysokim poziomie - optymalnym" - zaznaczył rozmówca PAP.

Jego zdaniem, w tym kontekście wzrost PKB 3,8 proc. przy bardzo dobrych założeniach, co do koniunktury zagranicznej jest "wzrostem stagnacyjnym", w którym zobowiązania pozabudżetowe będą rosły szybciej "wyhamowując perspektywy wzrostu długoterminowego". "Jest to związane z tym, że zakładany jest bardzo powolny proces konwergencji, o czym świadczy niski zakładany wzrost wynagrodzeń, bo zaledwie o 4,5 proc." - wskazał.

Mech podkreślił, że w sytuacji, gdy występuje w Polsce załamanie demograficzne i związany z nim spadek bezrobocia wskazuje to na kontunuowanie "błędnej polityki". "A mianowicie dalszego schładzania wzrostu wynagrodzeń poprzez wspieranie masowej imigracji z Ukrainy w sytuacji, gdy mamy 2,2 mln emigracji Polaków, których powrót do kraju jest w znacznym stopniu uzależniony od wynagrodzeń w Polsce" - wyjaśnił Mech.

W tym kontekście, jak podkreślił, zakładane oparcie wzrostu, zapisane w propozycjach, nie tylko na inwestycjach unijnych, ale również prywatnych jest zbyt optymistyczne. "Pozwalając pracodawcom na to, żeby oszczędzali na funduszu płac nie skłania się ich do wdrażania inwestycji, innowacji, doszkalania pracowników" - ocenił. Dodał, że tego typu polityka jest związana z brakiem spojrzenia budżetowego z punktu widzenia poszerzenia bazy podatkowej w przyszłości poprzez "dokonanie inwestycji aktualnych, pozwalających na szybszy proces konwergencji i przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń".

"Ten brak jest bardzo widoczny w komentarzach mówiących o tym, że największą pozycją wydatkową dodatkową jest 10-miliardowy wydatek związany z wcześniejszym przejściem na emeryturę, co wiąże się z obniżeniem wieku emerytalnego" - wyjaśnił były wiceminister finansów.

I dodał: "Posiadanie rachunkowości dotyczącej aktywów i pasywów państwa pozwoliłoby na to, żeby uformować budżet bardziej prorozwojowy, a więc taki, w którym dokonuje się niezbędnych inwestycji w przyszłości, spłacających się wyższą bazą podatkową (...).

"Należałoby zatem postulować wprowadzenie rachunkowości zadaniowej opartej o patrzenie na budżet państwa z perspektywy przyszłej bazy podatkowej, przyspieszenia procesu konwergencji, jak też i na patrzenie na wydatki, które są wegetatywne, jak i też te, które pomniejszają przyszłe zobowiązania państwa" - ocenił Mech.

Jego zdaniem brak tego typu spojrzenia sprawia, że obecnie koncentrujemy się na tym, że redukujemy zapotrzebowanie kredytowe budżetu (czyli deficyt budżetowy), nie zwracając uwagi na to, że powiększamy ryzyko spłaty jego zobowiązań. "Jednocześnie redukujemy wzrost gospodarczy, bazę podatkową, jak też nie zwracamy uwagi na efektywne zarządzanie aktywami i pasywami skarbu państwa" - podsumował ekspert.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »