Reklama

Prezes Lotosu: Na rynku paliw poprawa, ale marże szybko nie wzrosną

Otoczenie firm paliwowych w drugim półroczu się poprawia, ale marże rafineryjne nie wzrosną szybko do poziomów sprzed pandemii - ocenia w rozmowie z Interią prezes Grupy Lotos Paweł Jan Majewski.

Spadek cen ropy i załamanie popytu w wyniku pandemii mocno dały się we znaki spółkom takim jak Orlen czy Lotos. Ucierpiały z tego powodu również inne firmy z sektora na całym świecie.

Reklama

- Na całej branży paliwowej odcisnęły piętno zmiany cen surowca, zmiany cen produktów i co za tym idzie zmiany marż rafineryjnych. W pierwszej połowie roku zanotowaliśmy spory spadek przychodów, teraz mamy do czynienia z odbiciem. Jednak ceny niższe niż ubiegłoroczne utrzymają się w dłuższym okresie. Nie liczymy na szybki powrót marż rafineryjnych do poziomów, z jakimi mieliśmy do czynienia wcześniej - mówi prezes.

Mimo koronakryzysu Lotos utrzymał produkcję na wysokim poziomie, wykorzystując 98 proc. mocy. Majewski tłumaczy, że znaczą część paliw spółka sprzedała, eksportując je drogą morską. Z kolei część produkcji paliwa lotniczego przekierowano na olej napędowy.

- W drugim półroczu będziemy mieć do czynienia z odbiciem, ale wyniki całego roku nie będą tak dobre jak ubiegłoroczne - informuje prezes.

W zeszłym roku spółka zakończyła budowę instalacji efektywnej rafinacji (EFRA). Dzięki niemu ma możliwość produkowania 900 tys. ton dodatkowych wysokomarżowych produktów rocznie, głównie oleju napędowego i paliwa. Zgodnie z pierwotnymi założeniami, uruchomienie instalacji miało przełożyć się na wzrost marży Lotosu o 2 dolary na baryłkę przerabianej ropy. Koronakryzys nie pozwolił jednak na realizację tych założeń.

- Projekt może osiągnąć założone wskaźniki w przyszłości. Teraz, ze względu na pandemię, zmianę cen, zmianę struktury przerobu ropy, EFRA nie ma szans pracować z pełną wydajności. Dopóki trendy się nie odwrócą, nie będzie szans na taką kontrybucję do marży rafineryjnej, jaka jest oczekiwana - mówi Majewski.

Koronawirus przełożył się również na ograniczenie wydobycia węglowodorów przez Lotos na szelfie norweskim. - Pandemia spowodowała przerwę w pracach, mamy tam partnerów zagranicznych, nie decydujemy sami o działaniach operacyjnych - wyjaśnił prezes.

Lotos, mimo licznych wyzwań rynkowych, stara się realizować najważniejsze projekty inwestycyjne według założonych planów, choć zaznacza, że niektóre terminy mogą się poprzesuwać ze względu na decyzje zagranicznych partnerów. - Z naszej strony nie ma powodów do opóźnień, będziemy starali się kluczowe realizować tak szybko, jak wymagają harmonogramy - informuje.

Majewski podkreśla, że transformacja energetyczna wymusi stopniowe odchodzenie od tradycyjnych paliw ciekłych. Wejście do dużej grupy multienergetycznej tworzonej przez Orlen postrzega jako szansę, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

- Paliwa alternatywne w perspektywie najbliższych dekad przestana być alternatywnymi, będą podstawowymi. To powoduje, że trzeba będzie szerzej spojrzeć na proces. Mamy szansę dołączyć do grupy multienergetycznej, o której mówi Orlen. Przy takim połączeniu synergie mogą być naprawdę duże, choćby w obszarze upstreamu, gdzie w tej chwili PKN,  PGNiG i Lotos prowadzą działania niezależnie od siebie - informuje. Wskazuje choćby na większe możliwości w zakresie pozyskiwania finansowania na nowe projekty. - Wydaje się, że to droga, która w zasadzie nie ma alternatywy - podsumowuje.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: Lotos S.A. | rynek paliwowy | ceny ropy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »