Reklama

Problem z likwidacją szkód komunikacyjnych. Warsztaty stoją pod ścianą

Ubezpieczyciele od wielu lat dyktują ceny realizowanych dla nich usług przez zakłady blacharsko-lakiernicze. Wywierają na nie wpływ, np. twierdząc, że inne serwisy z ich sieci oferują niższe ceny. Oczekują też od niezależnych przedsiębiorców, aby dzielili się z nimi otrzymywanymi zyskami ze zniżek na zakupy części. Tymczasem stawka za roboczogodzinę prac blacharsko-lakierniczych przy rozliczaniu likwidacji szkód komunikacyjnych pozostaje niezmienna na rynku od dobrych kilku lat. Właściciele warsztatów płacą wynagrodzenia częściowo pod stołem, ale i tak tracą najlepszych fachowców, którzy kolejno emigrują za granicę. A to mocno obniża jakość napraw.

Od wielu lat poważnym problemem na rynku jest to, że towarzystwa ubezpieczeniowe wywierają wpływ na warsztaty blacharsko-lakiernicze w kwestii stawek za naprawy pojazdów. Zazwyczaj stosują w tym celu dwa argumenty. Po pierwsze, twierdzą, że inne serwisy, z którymi współpracują, oferują im niższe ceny. W ten sposób naciskają na kolejnych usługodawców wchodzących do ich sieci i wykorzystują swoją przewagę rynkową. Po drugie, oczekują od właścicieli warsztatów, aby dzielili się z nimi otrzymywanymi zniżkami na kupowane w hurtowniach części. Takie rabaty powinny dawać zyski wyłącznie serwisom, gdyż to one przez lata wypracowały dla siebie określone warunki zakupów, często jeszcze zanim podjęły współpracę z danym towarzystwem.     

Reklama

Ubezpieczyciele od zawsze starają się minimalizować kwoty wypłacanych świadczeń. Rabaty narzucane serwisowi na części przy szkodzie z OC z całą pewnością należą do najmniej zasadnych praktyk. Argumentowanie, że w sieci naprawczej danego ubezpieczyciela koszt byłby mniejszy o 8-10% nie jest przekonujący, ponieważ taniej wcale nie znaczy lepiej. Warsztaty nie mają wpływu na to, jak pojazd poszkodowanego byłby naprawiony w innym punkcie. Odpowiadają wyłącznie za swoją pracę. Dlatego powinny wystawiać faktury na kwoty zgodne z własnymi kalkulacjami. Wtedy powstaje zazwyczaj spór, ale z punktu widzenia prawnego dość zasadny, który można obronić w sądzie i wywalczyć należne kwoty.

Trzeba wyraźnie podkreślić, że z reguły tylko te serwisy, które podejmują walkę w sądach, mogą liczyć na uzyskanie odpowiedniego wynagrodzenia za oferowane usługi. Takie niestety są realia. Ubezpieczyciele ustalili z warsztatami stawki za roboczogodziny 6-7 lat temu i nie zmieniają ich. Z kolei z nowymi serwisami rozpoczynają współpracę na starych zasadach. Niektóre firmy godzą się na to, bo wydaje im się, że nic więcej nie dostaną od silnego gracza rynkowego, ale to nie do końca jest prawdą. Wszystko drożeje, więc zapłata za naprawę ubezpieczonego samochodu również powinna iść do góry. Wysokość stawki mocno nie nadąża m.in. za zmianami w technologii produkcji pojazdów i cen poszczególnych materiałów.

Niskie i nieadekwatne do obecnych czasów stawki roboczogodzin prac blacharsko-lakierniczych rodzą liczne patologie na rynku. Dotykają one nie tylko właścicieli warsztatów, którzy nie są w stanie podnosić wynagrodzeń swoim pracownikom i płacą im częściowo pod stołem. Dobrzy lakiernicy i blacharze coraz częściej porzucają pracę w Polsce. Już od dłuższego czasu widoczny jest ich odpływ za granicę. Przez emigrację zarobkową trudno jest już znaleźć wysoko wykwalifikowanych specjalistów na rynku. Oczywiście na ich miejsce zatrudniane są inne osoby. Mają one mniejsze oczekiwania finansowe, ale też niższe kompetencje oraz słabsze doświadczenie. To z kolei obniża jakość obsługi. I na tym tracą już nie tylko przedsiębiorcy, ale głównie właściciele naprawianych samochodów. Ponadto z tytułu niepłaconych podatków stale rosną straty Skarbu Państwa.

Jeśli koszt naprawy wskazywany przez ubezpieczyciela jest zastanawiająco niski czy wręcz oderwany od bieżących realiów cenowych, można mieć zasadną wątpliwość, jak została ona zrealizowana. Przede wszystkim nie wiadomo, czy rzeczywiście pojazd został przywrócony do stanu sprzed szkody, czy tylko zbliżył się do niego. W praktyce dochodzi do tego, że poszkodowany dostaje propozycję pełniejszej reperacji auta za dodatkową dopłatą. Natomiast ubezpieczenie powinno w całości pokrywać przywrócenie pojazdu do stanu sprzed wypadku. Jego właściciel nie ma obowiązku ponosić w tym celu żadnych dodatkowych kosztów czy też poszukiwać najtańszego warsztatu w okolicy. Coraz częściej zdarza się też tak, że serwisy odmawiają napraw bezgotówkowych, bo usługi wykonywane za gotówkę dają im pewniejsze zarobki.

Ubezpieczyciele często trzymają się narracji, że stawki warsztatów, np. w ASO, są wyższe od przeciętnych lub średnich obowiązujących na rynku i dlatego obniżają je do uśrednionych wysokości. Jednak każdy warsztat powinien być oceniany indywidualnie. Nieautoryzowany serwis zasługuje na stawkę podobną do autoryzowanego, jeśli przy naprawach zachowuje wszelkie normy technologiczne producenta. I jeśli ma znakomite opinie klientów, nie powinien mieć tej samej stawki co ten, który nie może pochwalić się renomą.

Oczywiście jest szansa na to, żeby ww. stawka wzrosła. Jednak trzeba walczyć o to nie samymi kosztorysami, bo i tak finalnie ubezpieczyciele je korygują. Należy wykonywać analizę ekonomiczno-finansową oraz ocenę stanu technicznego i technologicznego firmy, zakończoną certyfikatem. Z tak solidnymi argumentami w ręku właściciel serwisu ma realną szansę wygrać spór sądowy z ubezpieczycielem o poniesione koszty naprawy.

Na rynku można też zauważyć, że już coraz więcej warsztatów decyduje się na podjęcie walki o godziwe wynagrodzenie. Obecnie sprawy sądowe z ubezpieczycielami zakłada tylko co 15-20 serwis Polsce.

Gdyby taka praktyka przyjęła szerszy rozmiar, np. ogólnopolski, wówczas nacisk na zmianę stawek miałby zapewne silniejszy oddźwięk na rynku. Jednak wciąż wielu właścicieli serwisów obawia się, że będzie miało zbyt mało zleceń. Niektórzy boją się też wchodzić w spór o swoje prawa z dużym graczem rynkowym. Natomiast warto powtórzyć, że tylko ci, którzy sprzeciwiają się, otrzymują zarobki adekwatne do oferowanych usług. A na tym ostatecznie zyskują ich klienci.   

Autorem publikacji jest Maciej Kamiński,
ekspert rynku motoryzacyjnego i ubezpieczeniowego,
Prezes Zarządu HELPER CPP



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »