Reklama

Rafał Woś: Czego nas uczy towarzysz Gierek?

Film "Gierek" wszedł właśnie na ekrany i od razu wywołał wśród opiniotwórczych elit falę oburzenia przemieszanego z histerią. Nie jest to oczywiście żadne zaskoczenie. Film z Koterskim, Kożuchowską, Więdłochą i Pawlickim proponuje bowiem nieco inną interpretację polskiej dekady lat 70. Inną od tej kanonicznej, bezalternatywnej i jaśnie nam od lat panującej.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Dla nieprzyzwyczajonej do pluralizmu i odmiennych opinii części establishmentu ta inność to jest nielichy szok. A nawet powód do agresywnych ataków na film. Nie warto się jednak tymi opiniami zniechęcać. Bo porządna debata o dorobku Gierka bardzo by nam się w Polsce przydała. Zwłaszcza na polu ekonomicznym.

Gierkowskie czasy uczą nas przecież bardzo wielu ciekawych rzeczy. Warto zwrócić uwagę choćby na trzy spośród nich.

Reklama

Pierwsza sprawa to podejście do inwestycji. Za Gierka ich poziom sięgał 38 proc. PKB. Dla porównania w III RP ten współczynnik był dwa razy niższy i wynosił ok. 20 proc. To miało się zmienić i - według planu Morawieckiego - do 25 proc. mieliśmy dojść w 2030. Na razie się jednak na to nie zanosi. W covidowym 2020 roku spadliśmy wręcz grubo poniżej 20 proc. PKB.

Na tym tle jeszcze bardziej docenić trzeba czasy gierkowskie. Bo przypomnijmy, że to w latach 70. powstało lub zostało rozbudowanych prawie 600 zakładów przemysłowych. Z czego większość - wbrew rozpowszechnionej potem propagandzie - w branżach bardzo obiecujących i technologicznie zaawansowanych: w motoryzacji, elektronice oraz energetyce. Nieprzypadkowo to one zostały po roku 1989 w pierwszej kolejności sprzedane zagranicznym inwestorom, dla których była to doskonała okazja do wyeliminowania potencjalnej konkurencji.

Do tego 2,5 mln nowych mieszkań, w których do dziś żyje mniej więcej co szósty Polak lub Polka. Do tego nadal ogrzewa nas i oświetla energia produkowana w zbudowanych lub rozbudowanych za Gierka elektrowniach i elektrociepłowniach. W Bełchatowie, Kozienicach, Jaworznie III, Dolnej Odrze, Rybniku, Połańcu, Żarnowcu i Włocławku. Minęły lata, a one wciąż dostarczają połowę zużywanego w Polsce prądu.

Adam Gierek: Bez ojca nie weszlibyśmy tak szybko do UE

Plus szereg ważnych inwestycji infrastrukturalnych, z których korzystamy do dziś. Takich jak Rafineria Gdańska czy Port Północny, w którym przeładowuje się kontenerowce i surowce strategiczne. To za Gierką zelektryfikowano ok. 2 tys. km linii kolejowych a twardą nawierzchnię uzyskało ponad 10 tys. km dróg. Na podobne inwestycje drogowe Polska musiała czekać aż do wstąpienia do Unii Europejskiej. A i tak linii kolejowych jest dziś o jedną trzecią mniej niż w latach 70. 

"Miały być latające samochody, a zamiast tego dostaliśmy wiadomości na 140 znaków" - powiedział o naszych czasach miliarder Peter Thiel. Inwestor z Doliny Krzemowej wyraził w ten sposób ogólne rozczarowanie regresem postępu technologicznego i społecznego obserwowanym od lat 70. XX wieku na Zachodzie. Coś podobnego można powiedzieć także o naszej Polsce. Gdzie wielkimi osiągnięciami ostatnich lat były... orliki. A przekop Mierzei Wiślanej trwa już tyle lat. Za Gierka większe inicjatywy robiło się... "bez rozgrzewki przed śniadaniem".

Druga lekcja z Gierką to temat długu publicznego. Od początku III RP jest on - ze szkodą dla nas wszystkich - przedstawianych za przyczynę słabości Polski. Jakby komuś wręcz zależało na spowolnieniu rozwoju kraju. Wbrew fundamentalnej wiedzy ekonomicznej próbuje się nam więc wmówić, że państwo powinno być jak oszczędna gospodyni domowa. I że musi wydawać mniej niż "zarabia". Jednocześnie nawet każdy przedsiębiorca wie, że bez kredytu nie ma rozwoju. Gdyby nie dług to nie byłoby żadnego rozwoju i żadnego awansu. Inwestować mogliby tylko ci, co już są bogaci. A biedni musieliby być biedni po wsze czasy. A nam wmawia się, że dług jest złem. Że to z powodu kredytów Gierek upadł, a Polska wpadła w wielki kryzys lat 80. Nieprawda.

Dopiero bardziej uważna i pozbawiona ideologicznego zakłamania analiza gierkowskiej dekady pokaże, że przyczyną notowanego w drugiej połowie lat 70 spowolnienia nie był bynajmniej żaden dług. Tylko właśnie (motywowane presją wewnętrzną i zewnętrzną) zaniechanie dalszych inwestycji. Potem doszedł jeszcze kontekst międzynarodowy i słynne drastyczne podwyżki stóp procentowych szefa Fedu Paula Volckera w roku 1979. Wtrącające bogatszą część świata w recesję i rekonkwistę neoliberalizmu. A kraje na dorobku (Europa Wschodnia, Ameryka Południowa, Azja) w kryzys zadłużeniowy. Ale mówienie, że to wszystko wina Gierką jest ogromnym nadużyciem, które nie wytrzymuje na dodatek konfrontacji z faktami. Gdy "sztygar" oddawał władzę to polski dług sięgał 9 proc. PKB. 9 proc! Spójrzcie choćby na dzisiejsze zadłużenie wszystkich zachodnich krajów sięgające nierzadko nawet 100 proc. PKB. Warto też pamiętać, że przez cały gierkowski czas nawet rynkowy nieoficjalny kurs złotego do dolara był w miarę stabilny i wahał się w przedziale 1 do 100-130. To dopiero po dekadzie rządów junty generałów za dolara musieliśmy już płacić 14 000 zł. Jeśli więc szukać przyczyn kolapsu PRL to raczej w latach 80. a nie w czasie gierkowskiej dekady.

Trzecia lekcja dotyczy oceny PRL-u jako całości. Oczywiście, że Polska Ludowa nie była krajem mlekiem i miodem płynącym. Nikt nie udaje też, jakoby istniała w niej wzorcowa wolność oraz nieskazitelna demokracja. Ale wielkim błędem jest także popadanie w drugą skrajność. W tworzenie wrażenia, że wszystko co wówczas w tym kraju stworzono, wymyślono i wygenerowano było "kłamstwem" i "nieporozumieniem". Taki ideologiczny zaczyn III RP był może uzasadniony na początku jej istnienia. Aby chronić nowy system przed restytucją komuny. Ale teraz - po latach - winien się on zmieniać z ideologicznego na bardziej racjonalny. Gierek nie jest dziś oczywiście żadnym symbolem politycznym. Z resztą nie był nim po odsunięciu od władzy nigdy. Nawet SLD miał zawsze raczej innych bohaterów. Politycznie nie ma się więc co "sztygara" obawiać. Warto raczej potraktować jego dorobek jako naukę. Również po to byśmy unikali absurdalnych sytuacji. Takich jak ocena pierwszego filmu o byłym pierwszym sekretarzu. Która natychmiast zmieniać się musi w histerię. Tylko dlatego, że film nie jest wściekle, dogmatycznie i bezrozumnie anty-PRLowski - jak to zawsze dotąd być musiało.

Autor jest jednym ze scenarzystów filmu "Gierek"

Autor felietonu wyraża własne poglądy

Zobacz także:


Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »