Reklama

Rafał Woś: Polski model kapitalizmu?

Gdy idzie o radzenie sobie z wyzwaniami współczesnej gospodarki (inflacja, energetyka, nierówności), Polska idzie od wielu miesięcy własną autorską i niepodrabialną drogą. I trzeba powiedzieć, że nieźle jej to wychodzi.

Biznes INTERIA na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Zauważyliście państwo, że w naszej debacie ekonomicznej i politycznej pełno jest (i zawsze było) wyświechtanych odwołań do doświadczeń innych krajów. Jedni więc płaczą, że nad Wisłą nie ma "skandynawskiego państwa dobrobytu" (warto im powiedzieć, że w Skandynawii też go już nie ma). Inni narzekają, że nie mamy nad Wisłą państwa tak przyjaznego biznesowi jak Irlandia (inna sprawa, że sami Irlandczycy też go już trochę znieść nie mogą). Albo zagrożenia. Miała być już nad Wisłą "druga Grecja" - to znaczy gwałtowne zawalenie się stabilności finansów publicznych spowodowane (rzekomo) przejadaniem pieniędzy na wydatki socjalne. Nic takiego się nie wydarzyło. Nie było też i nie będzie "wenezuelskiego" poziomu inflacji.

Reklama

A skoro już o inflacji mowa, to nie grozi nam też żaden "scenariusz turecki". Bo wygląda raczej na to, że wzrost cen - owszem - pozostanie z nami przez cały rok 2023. Ale zacznie spadać w kierunku 10-13 proc. To oczywiście ciągle trochę za dużo (według mnie - i paru jeszcze innych ekonomistów - optymalna inflacja to taka z przedziału 5-8 proc). Ale to przecież nie 20-30 proc. wieszczone przez co bardziej radykalnych zwolenników kasandrycznych przepowiedni.

W obecnych warunkach nie ma również większego sensu zestawianie Polski z Węgrami. A to dlatego, że rok temu oba kraje podjęły zupełnie inne decyzje dotyczące sposobu osłaniania kosztów inflacji obywatelom. Orban zdecydował się na całkowite zamrożenie cen paliw (w połączeniu z autorską "kontrolą cen" w innych dziedzinach). Polska poszła raczej drogą stałego niewielkiego zbijania wzrostów cen surowców oraz przeróżnych dodatków dla tych, w kogo podwyżki najmocniej uderzają. W konsekwencji dziś oba kraje są więc na kompletnie odmiennych szlakach. Węgrzy będą mieli teraz skok inflacji do 20-30 proc. (co jest konsekwencją odmrażania rynku paliw). Polska - jak już wspomniałem - idzie na inflację w okolicach 12 proc. w roku 2023.

Porównywanie z innymi nie ma sensu

W ogóle takie ciągłe porównywanie Polski z innymi nie ma większego sensu. I jest raczej przejawem słabości intelektualnej czy - jak kto woli - wąskich horyzontów po stronie tych, co się bez takich porównań obejść nie potrafią. Polska jest dziś dużą gospodarką i stabilnym zachodnim krajem. Na dodatek kraj ten prowadzi od paru lat dość autorską politykę gospodarczą. Nie stosuje już taśmowo rozwiązań przywożonych w teczkach z międzynarodowych organizacji gospodarczych w stylu MFW czy Banku Światowego. Nad Wisłą nie rzucamy się też wygłodniali na kolorowe slajdy z prezentacji tej czy innej firmy consultingowej o ładnie brzmiącej anglojęzycznej nazwie. Dorośliśmy. I jak spojrzycie na duże posunięcia gospodarcze, jak program 500+ albo systemowe podwyżki płacy minimalnej, to zobaczycie, że były one realizowane po naszemu. To znaczy w oparciu o autorską analizę słabości i potrzeb polskiego społeczeństwa i polskiego kapitalizmu 30 lat po przełomie. A nie po to, żeby się przypodobać rynkom finansowym albo instytucjom międzynarodowym.

Oczywiście, że Polska nie jest samotną wyspą. Jesteśmy w Unii, uczestniczymy w międzynarodowym podziale pracy, kurs naszej waluty jest płynny, a potrzeby pożyczkowe państwa i biznesu realizujemy na zachodnich rynkach finansowych. W związku z tym poruszamy się w ramach współczesnego kapitalizmu. Pewnych rzeczy rząd w Warszawie zrobić nie może. Ale ten kij ma dwa końce. Wiele rzeczy zrobić już możemy. I - chwała Bogu - robimy. Na przykład polski bank centralny mógł i interweniował w czasie pandemii covid-19 w to, by dać państwu trochę fiskalnego luzu przy ratowaniu wymęczonej lockdownami gospodarce. Bez oglądania się na czyjekolwiek zielone światło. A rząd - mimo narzekań liberalnej części opinii publicznej - nie wprowadził (i miejmy nadzieję nie wprowadzi) żadnych terapii oszczędnościowych w polityce socjalnej. Podobnie Rada Polityki Pieniężnej. Jako ostatnia w regionie (rok temu) zdecydowała się rozpocząć cykl podwyżek stóp procentowych. Zatrzymując go na niższym poziomie niż mają w Czechach czy na Węgrzech. Co dla polskich kredytobiorców oraz biznesu miało znaczenie istotne i (moim zdaniem) zbawienne.

"Polska idzie własną drogą"

Co jednak ważne - wszystko to nie składa się na żadne kopiowanie kogokolwiek. Nie ma dziś w Polsce żadnego budowania "drugiej Japonii" albo "Irlandii" (porównania popularne na poprzednich etapach polskiej transformacji). Wyblakły gdzieś nawet te nowsze analogie do Korei Południowej, Tajwanu albo nawet "środkowoeuropejskich Niemiec". Polska idzie gospodarczo swoją własną - autorską - drogą. Mieszkanką dużej korekty neoliberalizmu (pod względem socjalnym oraz bardziej sprawiedliwej redystrybucji) i dowartościowania państwa jako ważnego ekonomiczne uczestnika rynku. Ale to wszystko warunkach trzymania się konwencjonalnych reguł wolnego rynku (pilnowanie finansów publicznych, strach przed nowymi podatkami).

Szczerze mówiąc - bardziej by się więc godziło mówić tu o jakiejś "polskiej odmianie kapitalizmu". Niż wymyślać analogie, które (jedna po drugiej) się po prostu nie sprawdzają.

Rafał Woś

Autor felietonu wyraża własne opinie.

(śródtytuły pochodzą od redakcji)

Felietony Interia.pl Biznes
Dowiedz się więcej na temat: kapitalizm | polska gospodarka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »