Od grudnia żyjemy trochę w politycznym Matriksie. Na poziomie słów, deklaracji oraz w sferze symbolicznej koalicja Tuska dwoi się i troi, żeby zamanifestować swoje przywiązanie do dogmatycznej dePiSizacji. Stąd nieustający festiwal posunięć nierzadko rażąco naruszających poczucie praworządności czy wiary w demokratyczne standardy.
Mieliśmy więc (przypomnijmy z kronikarskiego obowiązku): siłowe przejęcie mediów publicznych, bezprawne (bo przeprowadzone bez koniecznej zgody prezydenta) obsadzenie ważnych stanowisk w prokuraturze czy dyplomacji oraz pospieszne choć mało merytoryczne czystki kadrowe w instytucjach kultury czy spółkach skarbu - to ostatnie akurat zgodne z prawem, choć mocno pachnące stara zasadą teraz "k... my".
Mamy wreszcie bezprecedensowe szykany (uchylanie immunitetu, zatrzymania a nawet wysyłanie do więzienia) wobec legalnie wybranych posłów głównej partii opozycyjnej. Posunięcia, które w każdym demokratycznym kraju powinny budzić spore zaniepokojenie. I które - gdyby posunął się do nich PiS - byłyby dziś mocną podstawą do postawienia Polski pod pręgierzem europejskiego ostracyzmu. Teraz jednak - cóż za zaskoczenie! - uchodzą na sucho, co każe powątpiewać w szczerość tak chętnie podnoszonego argumentu o rzekomym kryzysie polskiej demokracji w latach 2015-2023.
"Rząd PO-PSL i Lewicy idzie dość wyraźnie wytyczoną przez PiS ścieżką"
Wszystko to jednak dzieje się na jednym tylko planie. To jest ten polityczno-medialny Matrix, w którym premier Tusk kreuje się na demiurga radykalnej zmiany, która miała się dokonać w Polsce po październikowych wyborach. W tym samym czasie w świecie gospodarki i ekonomii mamy sytuację, w której rząd PO-PSL i Lewicy idzie dość wyraźnie wytyczoną przez PiS ścieżką. Od czasu do czasu wypuszczając tylko liberalnych harcowników w postaci posła Ryszarda Petru, któremu pozwala się procedować tę czy inną superliberalną ustawę. Bez - miejmy nadzieję - większych szans na ich uchwalenie.
Powiedzmy sobie jednak szczerze. Na najważniejszych polach rząd Tuska kontynuuje - jak dotąd - pomysł na PiSonomikę. Czyli na politykę gospodarczą opartą o wzrost płac, hojne świadczenia społeczne oraz aktywną rolę państwa w gospodarce. Ten pierwszy element to realizacja wyborczej obietnicy wzrostu wynagrodzeń w budżetówce. Drugi polega na utrzymaniu programu 800+. Trzeci polega na podtrzymaniu planów dużych inwestycji strategicznych w stylu CPK, wydatków na zbrojenia czy energetykę.
Zaraz, zaraz - zauważy pewnie dociekliwy czytelnik - czy to nie jest tak, że każdy z tych elementów wisi na włosku? Bo przecież podwyżki w budżetówce - jak słyszymy od ministra finansów - mają zostać w kolejnym roku zredukowane do poziomu inflacji (choć teraz słychać znów, że jednak będą wyższe). Wobec 800+ też co chwila zgłaszane są przez większość rządową wnioski o "racjonalizację". A jeśli przejdą to w mig zniszczą cały sens tego PiSowskiego narzędzia do zrównywania społecznych nierówności i napędzania dynamiki gospodarczej. A CPK, atom i inne? Czy nie jest tak, że Tusk po cichu te plany wygasza twierdząc na pokaz, że wcale tak nie robi?
DePiSizacji gospodarki nie było. "I całe szczęście"
Owszem - odpowie wasz autor na te wszystkie zastrzeżenia! Każdy z tych elementów PiSonomiki prowadzonej przez Donalda Tuska wisi na włosku, a w obozie obecnej władzy niejeden odtańczyłby dziki taniec radości gdyby udało się te włoski pozrywać. Bądźmy jednak uczciwi w ocenie faktów. A fakty są takie, że - jak dotychczas - koalicja antyPiSowska od PiSonomiki się ostatecznie nie odcięła. Rząd Tuska ciągle uznaje za słuszne i zasadne, by iść śladem polityki gospodarczej swoich znienawidzonych poprzedników. Czy czyni to z wyrachowania czy może siłą rozpędu? A może Tusk i spółka nie mają własnego pomysłu na zastąpienie PiSonomiki czymś swoim i autorskim? To nie ma większego znaczenia. Ważne jest, że jak dotąd dePiSizacji gospodarki nie było.
I całe szczęście, że nie było - biorąc pod uwagę bardzo dobre wyniki polskiej gospodarki z lat 2015-2023.
Pytanie tylko, jak długo Tusk uciągnie to zadanie politycznie. I czy starczy mu rozsądku, by nie popłynąć antyPiSizmem także na polu ekonomicznym. Popłynąć - jeśli tak się stanie - w kierunku niechybnego zatracenia.
Rafał Woś
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.












