Resort skarbu czyści nieczystości

Resort skarbu sprawdzi oświadczenia majątkowe osób publicznych działających w spółkach Skarbu Państwa, bo chce wiedzieć, czy nie łamią ustawy antykorupcyjnej. Tylko pobieżna analiza ujawniła nazwiska ponad 60 osób, które są na bakier z prawem.

Minister skarbu zamierza sprawdzić oświadczenia majątkowe wszystkich osób związanych zawodowo z resortem skarbu, których działalność podlega weryfikacji w świetle tzw. ustawy antykorupcyjnej, czyli przepisów ograniczających prowadzenia działalności gospodarczej przez urzędników. Informację tę potwierdził Janusz Kwiatkowski, rzecznik MSP. Zalecenie takie wydał wyjeżdżając na urlop Marek Wagner, szef kancelarii premiera. Na raport w tej sprawie czeka też premier.

Janusz Kwiatkowski nie potrafił jednak udzielić odpowiedzi na pytanie, do kiedy resort ma czas na przygotowanie sprawozdania. Zalecenie potraktowano z umiarkowanym zapałem - minister Piotr Czyżewski, jedna z zaledwie dwóch osób upoważnionych do wglądu w oświadczenia majątkowe, również wypoczywa. Analiza oświadczeń będzie zaledwie pierwszym etapem kontroli. Potem przyjdzie czas na decyzje personalne, które na pewno nie przysporzą ministrowi przyjaciół.

Reklama

Prawo też ich dotyczy

Chociaż formalnie resort jeszcze nie określił wielkości grupy, którą musi sprawdzić, to nieoficjalnie już mówi się o 63 osobach, które złamały prawo. Skarb Państwa jest jednoosobowo właścicielem 417 spółek. W 106 podmiotach posiada połowę lub większość udziału w kapitale. Zgodnie z ustawą, ich prezesi i wiceprezesi mają zakaz pełnienia funkcji we władzach innych spółek prawa handlowego. Jednak zgodnie z tradycją większość osób zajmujących te stanowiska dorabiała w "zaprzyjaźnionych" podmiotach. Od zwolnienia z zajmowanego stanowiska chroni tylko jedno - wyznaczenie przez Skarb Państwa do reprezentowania jego interesów. Na ten wyjątek w ustawie będą się powoływać wszyscy zagrożeni utratą stanowiska (patrz casus odwołanego szefa Poczty Leszka Kwiatka), jednak niewielu z niego skorzysta. Bo problem polega na tym, że MSP, ani żaden inny resort, biorąc za rzecz naturalną obejmowanie funkcji w innych podmiotach, nie przykładało wagi do pisemnego wskazania swojego reprezentanta we władzach nadzorowanej firmy. Nikomu to nie było potrzebne, a ustawa nie precyzuje formy wskazania.

- To fakt, że ustawa jest bardzo niedoskonała i wymaga napisania od nowa, ale obowiązuje, a to oznacza, że i urzędnicy, i osoby działające w biznesie z ramienia publicznego, muszą być traktowani jednakowo. Politycy przywykli, że ponieważ stanowią prawo, to ono ich nie dotyczy - mówi Julia Pitera, szefowa Transparency International, organizacji walczącej z korupcją.

W gabinecie premiera

Zainteresowani sprawą szefowie państwowych firm przekonują, że nie ukrywali swoich zajęć i funkcji. Skoro dział kadr MSP nie widział przeszkód we współpracy z nimi, to sami też się ich nie doszukiwali. To prawda, że resort nie wywiązał się ze swojej roli, ale eksperci przekonują, że odpowiedzialność leży po obu stronach

- Kiedy człowiek obejmuje wysokie stanowisko w państwowej firmie, powinien znać ustawę, która będzie regulować jego działalność w nowym miejscu. Musi mieć wiedzę na temat warunków i wymagań. Obowiązuje go zasada dochowania należytej staranności - odpowiada Wojciech Langowski z kancelarii prawnej Miller Canfield.

Jeśli liczba dorabiających osób publicznych potwierdzi się, decyzja, co z nimi zrobić, oprze się prawdopodobnie o gabinet premiera. Nietrudno ich zwolnić, ale eksperci ostrzegają przed skutkami pochopnych rozwiązań. Może się bowiem okazać, że uznanie, iż któryś z członków wszedł do władz spółki z naruszeniem zakazów ustawowych (art. 9), spowoduje konieczność unieważnienia wszystkich decyzji rady nadzorczej podjętych przy udziale tej osoby.

- Na ważność uchwały rady składa się kilka elementów, które są regulowane także przez statut spółki. Jeśli warunki statutowe nie zostaną spełnione, to uchwały mogą być uznane za nieważne. Odradzałbym automatyczne zwalnianie wszystkich, którym zarzucone zostanie złamanie ustawy, bo to może wywołać paraliż decyzyjny. Właściciel powinien najpierw przygotować się do kolejnego etapu, np. znaleźć następców - uważa Wojciech Langowski.

Puls Biznesu
Dowiedz się więcej na temat: analiza | oświadczenia | minister | MSP | resort | oświadczenia majątkowe | skarbu | majątek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »