Reklama

Ropy będzie za dużo

Produkcja ropy jest wyższa niż zapotrzebowanie na surowiec - wynika z raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA). OPEC i kraje stowarzyszone przedłużyły co prawda ograniczenia produkcji do marca 2020 roku, ale dodatkowe wolumeny wrzucają na rynek m.in. Stany Zjednoczone.

W pierwszej połowie tego roku podaż ropy przekroczyła popyt o 0,9 mln baryłek dziennie - podaje IEA. Najnowsze dane wskazują na globalną nadwyżkę na poziomie 0,5 mln baryłek dziennie w samym drugim kwartale tego roku. To tym bardziej zaskakujące, że wcześniej spodziewano się 0,5 mln baryłek dziennie deficytu.

OPEC sam nie zaradzi nadpodaży

Na początku lipca OPEC i kraje stowarzyszone przedłużyły ograniczenie produkcji (o 1,2 mln baryłek dziennie) do marca 2020 roku, licząc na to, że przełoży się ono pozytywnie na cenę surowca. To jednak nie zmienia faktu, że nadpodaż na rynku ropy się utrzyma.

Reklama

OPEC szacuje, że jego przyszłoroczna produkcja i tak będzie o ok. 560 tys. baryłek dziennie wyższa niż zapotrzebowanie rynku, a to ze względu na skutki rewolucji łupkowej w Stanach Zjednoczonych, w wyniku której na rynek trafiają dodatkowe wolumeny produkcyjne. Dostawy spoza OPEC mogą wzrosnąć o 2,4 mln baryłek dziennie za sprawą nie tylko wydobycia w USA, ale i w innych krajach, jak Norwegia czy Brazylia.

Pojawiają się pogłoski, że być może kartel będzie musiał jeszcze bardziej ograniczyć produkcję i dalej wydłużać cięcia w czasie - do końca przyszłego roku. Jednak minister energii Arabii Saudyjskiej Khalid Al-Falih sygnalizuje, że jest niechętny takiej polityce, wskazując, że jego kraj i tak znacznie ograniczył już produkcję.

Średnio w 2020 roku zapotrzebowanie na ropę z OPEC może wnieść 29,27 mln baryłek dziennie. Tymczasem w czerwcu kartel wyprodukował 29,6 mln baryłek dziennie, o 170 tys. baryłek mniej niż w maju (to produkcja miesięczna najniższa od 2014 roku). Globalną konsumpcję z jednej strony wspierają gospodarki wschodzące, jak Indie czy Chiny, z drugiej jednak czynnikiem hamującym jest stagnacja jeśli chodzi o konsumpcję w krajach rozwiniętych.

Osłabienie gospodarki zmniejszyłoby popyt na ropę

Kluczowe dla kształtowania się przyszłego popytu na surowiec jest stan gospodarki. Spowolnienie dałoby o sobie znać producentom. W tym kontekście ryzykowne są wszelkie napięcia geopolityczne, jak trwająca od ponad roku wojna handlowa między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Rynki wypatrywały porozumienia między gigantami, ale jak dotąd bezskutecznie.

Spory znajdują już przełożenie w kondycji gospodarek. PKB Chin spadł w drugim kwartale do 6,2 proc. z 6,4 proc. kwartał wcześniej. To najsłabszy wynik od 27 lat. Nieco bardziej optymistycznie przedstawiają się dane miesięczne dotyczące produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i inwestycji w środki trwałe w tym kraju - w czerwcu były one lepsze od oczekiwań rynkowych. Produkcja przemysłowa Chin wzrosła w zeszłym miesiącu o 6,3 proc. rok do roku (rynek zakładał 5,2 proc.). Sprzedaż detaliczna wzrosła z kolei o 9,8 proc. (prognozowano 8,5 proc.).

W ostatnim czasie swoje prognozy dotyczące globalnego PKB przedstawili analitycy Euler Hermes. Szacują oni, że światowy PKB wzrośnie w 2019 i 2020 r. o 2,7 proc. w porównaniu ze wzrostem o 3,1 proc. w zeszłym roku. Dalsze spowolnienie na świecie nie pozostałoby bez wpływu na rynek ropy.

Surowiec póki co drożeje

Mimo przewagi podaży nad popytem cena surowca rośnie. W ciągu miesiąca ropa Brent podrożała z 61 dol. do ponad 67 dol. Wpływają na to bieżące zdarzenia, jak choćby niedzielne silne burze w Zatoce Meksykańskiej, w wyniku których przejściowo wstrzymane zostało trzy czwarte produkcji ropy (w związku z tropikalnym sztormem ewakuowano tam załogi z kilkunastu jednostek).

Do tego dochodzą niepokojące informacje z Bliskiego Wschodu. Niepewność wywołuje sytuacja w Iranie. Francja, Wielka Brytania i Niemcy ostrzegły w niedzielę we wspólnym komunikacie, że rosnące napięcia w Zatoce Perskiej i w stosunkach między USA i Iranem mogą doprowadzić do złamania międzynarodowego porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 roku.

W 2015 roku USA, Chiny, Rosja, Wielka Brytania, Francja i Niemcy podpisały pakt nuklearny z Iranem. Prezydent USA Donald Trump wycofał z paktu Stany Zjednoczone i nałożył na Iran sankcje. W efekcie Iran zaczął wycofywać się z przestrzegania niektórych zapisów układu. Pozostali sygnatariusze umowy chcieliby, by pozostała ona w mocy. Sam prezydent Iranu Hasan Rowhani zapowiada, że kraj jest gotów w do rozmów z Ameryką, o ile ta zniesie sankcje wymierzone w irański sektor naftowy.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »