Reklama

Rosjanie ratują brytyjskie gazety

Kiedy Aleksander Lebiediew i jego syn Jewgienij przejęli brytyjską gazetę "The Evening Standard" ponad rok temu, media skupiały się na przeszłości Lebiediewa-ojca - byłego agenta KGB i rosyjskiego oligarchy oraz zamiłowaniu obydwu panów do pięknych kobiet. W wielu tekstach prasowych przewijało się pytanie, czy będą mieć niezdrowy wpływ na jedną z czołowych brytyjskich gazet.

Przed 25 marca, kiedy Lebiediewowie kupili inną szanowaną, choć upadającą brytyjską gazetę "The Independent", zadawano sobie pytania, czy panowie będą w stanie ocalić nadzieje na przetrwanie poważnego dziennikarstwa w Wielkiej Brytanii.

Reklama

- Uważam, te słowa za zbyt pochlebne - mówił z nutką ironii 50-letni Aleksander Lebiediew w drodze do Moskwy, gdzie jechał na spotkanie ze swoim partnerem biznesowym - Michaiłem Gorbaczowem - byłym radzieckim prezydentem. - Mam nadzieję, że nie dam się rozpieścić - dodał.

Prasa - w odniesieniu do przejęcia "The Independent" przez rosyjskiego miliardera - po raz kolejny wspominała o związanej z KGB przeszłości oligarchy i jego ogromnym majątku (szacowanym na 2 miliardy dolarów - jak podaje "Forbes") i politycznych aspiracjach. Tym razem ukazano to jednak w innym świetle - uznano zasługi panów Lebiediewów w udanej akcji reanimacyjnej dwóch upadających dzienników. Gazety te prawdopodobnie zostałyby zlikwidowane, gdyby nie nowi właściciele i ugodowa polityka niewtrącania się w treść publikowanych na łamach "The Evening Standard" artykułów.

- Początkowo byliśmy nastawieni sceptycznie, ale nie mamy żadnych podstaw, by twierdzić że Lebiediewowi zależy na czym innym, niż tylko na finansowaniu bezpłatnej prasy - powiedział Tim Luckhurst, kierownik ośrodka dziennikarzy na uniwersytecie w Kent. - Mówi o tym z wielką pasją i można twierdzić, że nie kłamie - dodał.

W październiku ubiegłego roku Lebiediewowie zmodyfikowali "The Evening Standard", który zajmował się początkowo samym Londynem, w bezpłatną gazetę bez konieczności redukowania zawartości. Nakład zwiększył się prawie trzy razy - do 600 tys. "The Standard" - w kontekście zamknięcia dwóch bezpłatnych londyńskich dzienników - zyskał o wiele więcej dzięki przychodom z reklam niż stracił w wyniku "bezpłatnego"charakteru gazety.

- Udało nam się zmniejszyć straty z prawie 500 tys. funtów tygodniowo o połowę lub nawet jeszcze więcej - mówił 29-letni Jewgienij Lebiediew, prezes "The Standard", który sprawuję również tę funkcję w "The Independent". Syn jest o wiele bardziej zaangażowany w rynek prasy niż jego ojciec.

Czy Lebiediewowie wpadli na pomysł nowego modelu biznesowego w borykającej się z kryzysem branży? Czy ich pomysł może być niebezpieczny dla konkurencji?

W ciągu wielu miesięcy negocjacji dotyczących "The Independent" media informacyjne spekulują, czy również będzie gazetą bezpłatną czy może obniży cenę - za gazetę płaci się obecnie symbolicznego funta. To by oznaczało, że będzie sprzedawana taniej niż inne poważne dzienniki, w szczególności "The Guardian", który w swoich lewicowych preferencjach jest zbliżony do "The Independent".

- Jedną rzeczą, którą wiemy na pewno jest to, że nie możemy robić postępu w dotychczasowym kształcie - powiedział Jewgienij Lebiediew w odniesieniu do "The Independent", który stracił 12,4 miliona funtów w zeszłym roku. - Potrzebujemy wprowadzić zmiany w tym modelu biznesowym - dodał.

Lebiediewowie mówią, że jeszcze nie podjęli decyzji ws. nowej strategii. Co bardziej uderzające, mówią, że przejmują się tym, jaki wpływ wywarłoby to na inne gazety - a takie podejście różni się od typowego podejścia przeciętnego, pozbawionego skrupułów barona prasowego. - Jeśli próbujesz ocalić dobrą gazetę, nie starasz się działać na szkodę innych - powiedział Aleksander Lebiediew.

Eksperci wątpią w to, że gazeta może się stać dziennikiem bezpłatnym w całej Wielkiej Brytanii bez gigantycznych strat, ponieważ koszty dystrybucji są bardzo wysokie. - Dysponują siecią dystrybucji w Londynie, więc właśnie tam "The Independent" mógłby być gazetą bezpłatną. W pozostałych miejscach może być normalnym, płatnym dziennikiem - uważa Roy Greenslade, były wydawca kilku większych brytyjskich gazet, który pisze komentarze zarówno dla "Guardiana", jak i "The Standard". - To powód do zmartwień dla pozostałych gazet - dodaje.

Cokolwiek zrobi Aleksander Lebiediew, i tak będzie zwracał na siebie uwagę. Brytyjską prasą zainteresował się w latach 80. - czytał ją na zlecenie KGB. Gromadził wtedy informacje na temat brytyjskiej gospodarki. To właśnie KGB wysłało go na kilka lat do Londynu. Na początku lat 90. - po upadku Związku Radzieckiego - rozpoczął działalność gospodarczą. Zbudował imperium, które obejmuje banki, linie lotnicze, i hotele.

Kiedy inni rosyjscy potentaci kupowali sportowe drużyny, Lebiediew - wraz z Gorbaczowem - inwestował w "Nową Gazetę", która wypłynęła dzięki krytycznemu spojrzeniu na prace rządu i interesy biznesowe. Jest również znana z innego powodu - czworo jej dziennikarzy - w tym Anna Politkowska - zostało zamordowanych w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Niektóre brytyjskie media informacyjne kwestionowały na początku tego roku niezależność Lebiediewa-ojca od Kremla po tym, jak zgodził się wykupić udziały w państwowych liniach lotniczych Aerofłot. Aleksander Lebiediew ma doświadczenie w administracji publicznej, przez cztery lata był członkiem rosyjskiej Dumy. Wiele razy zmieniał partie i razem z Gorbaczowem rozmawiał o stworzeniu partii reformistycznej.

Po tym, jak kupił 74,1 proc. udziałów w "The Standard", zatrudnił nowego wydawcę - Geordie Greiga - który miał ożywić gazetę. Przeprowadzono kampanię reklamową z hasłem "Przepraszamy za słaby kontakt", która była odpowiedzią na postrzeganie gazety jako zbyt "suchej" i zbyt negatywnie nastawionej do Londynu. Greig sprawił, że pierwsza strona gazety stała się "lżejsza" i bardziej interesująca - mówi Lorna Tilbian, analityk medialny z banku inwestycyjnego Numis, ale "nie zrobił tego kosztem ważnych informacji".

W Rosji i Wielkiej Brytanii Lebiediewowie są adwokatami wolnej prasy, która wymyka się wszelkim przejawom kontroli ze strony jakichkolwiek politycznych czy biznesowych frakcji. Pod ich rządami "The Standard" odszedł od prokonserwatywnej linii. Jewgienij Lebiediew dąży do zrobienia z "The Independent" szlachetnego dziennika. Czy będzie w nim miejsce na wszechobecne, przyciągające wzrok treści rozrywkowe? Nie. - Ta nisza jest już przepełniona - uważa młodszy Lebiediew.

Richard Perez-Pena/The New York Times

Tłum. Ewelina Karpińska-Morek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »