Reklama

Rośnie zużycie węgla w Europie

Europa zwiększyła w tym roku zużycie węgla o kilkanaście procent. Złożyło się na to kilka czynników, w tym długa i chłodna zima przekładająca się na wzrost zużycia gazu i topnienie zapasów błękitnego paliwa w magazynach przy ograniczonym napływie nowych wolumenów oraz ożywienie gospodarcze po koronawirusowym lockdownie.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zużycie węgla na Starym Kontynencie wzrosło w tym roku od 10 do 15 proc. - szacuje Andy Sommer z zespołu analizy fundamentalnej i modelowania z Axpo Solutions AG cytowany przez Bloomberga. Agencja wskazuje na wzrost popytu w takich krajach jak Niemcy, Holandia czy Polska.

Tegoroczna wymagająca zima sprawiła, że europejskie magazyny gazu zaczęły szybko pustoszeć. Ładunki LNG zawijały w tym czasie chętniej do Azji, gdzie dostawcom oferowano korzystne ceny. Do tego doszły problemy z zatłaczaniem gazu z Norwegii w związku z pracami konserwacyjnymi na tamtejsze infrastrukturze. Z magazynów UE surowiec pobierano, ale nie było możliwości ich uzupełnienia. W efekcie poziom ich wypełnienia jest w tej chwili o 25 proc. niższy niż średnia z ostatnich pięciu lat.

Reklama

Gazprom, mimo wysokich cen gazu w Europie, nie zwiększał przesyłu, by nie rezerwować dodatkowych przepustowości w ramach tranzytu przez Ukrainę. Początkowo mówiło się, że spółka chce dawkować surowiec, by przez jak najdłuższy czas, także w sezonie wiosenno-letnim, utrzymywać jego ceny na wysokim poziomie, koncern jednak zaprzeczał. Ceny błękitnego paliwa faktycznie wzrosły. W hubach europejskich na początku roku wynosiły 17 euro za MWh, a już na początku maja było to ponad 25 euro.

Rosyjski dostawca zakłada w bieżącym roku konserwatywnie wolumen eksportu do Europy na poziomie 175-183 mld m sześc., choć przedstawiciele firmy nie wykluczają, że może on ulec zwiększeniu. Generalnie jednak koncern czeka na uruchomienie Nord Stream 2. Obecnie zdolność Gazpromu do przesyłu gazu do Europy (w tym do Turcji, z wyłączeniem Finlandii i krajów bałtyckich) wynosi 187,5 mld m sześc.

Tymczasem w Europie, podobnie jak na świecie, rośnie zapotrzebowanie na energię. Wraz z coraz szerszą akcją szczepionkową gospodarki poszczególnych krajów odżywają, a to pociąga za sobą rosnące zużycie prądu. Do tego dochodzą upały, co również przekłada się na zwiększony pobór energii do chłodzenia. Wykorzystanie energii w Niemczech, Hiszpanii i Czechach jest powyżej średniej pięcioletniej.

W związku z niedoborami gazu rynki stawiają na węgiel. Dzieje się tak w dobie zielonej transformacji i jasnych deklaracji ze strony UE dotyczących dekarbonizacji gospodarek i ograniczania emisji CO2. Teoria jedno, a praktyka drugie. Widać, że system w tej chwili jest jeszcze mocno niedoskonały i nieprzygotowany na wycofanie węgla.

Nic dziwnego, że w obecnym otoczeniu, przy zwiększonym popycie, ceny węgla energetycznego rosną. O ile rok temu kosztował on ok. 50 dol. za tonę, o tyle teraz trzeba za niego płacić ok. 110 dol. Ceny wspierają też dodatkowo problemy produkcyjne - w Chinach są one związane z podniesieniem bezpieczeństwa w kopalniach po serii śmiertelnych wypadków, w Indonezji z obfitymi opadami, a w Kolumbii - z protestami. Jednocześnie światowa polityka klimatyczna coraz bardziej utrudnia inwestowanie w nowe projekty, które mogłyby zwiększyć podaż, ze względu na ograniczony dostęp do finansowania "brudnych" przedsięwzięć.

Wszystko to pokazuje, jak duże jest uzależnienie europejskiego rynku od dostaw ze Wschodu, mimo że mówi się powszechnie o dywersyfikacji dostaw drogą morską, w postaci LNG. Jak widać ten system nie sprawdza się w sytuacjach nadzwyczajnych. Nie ma co też liczyć na europejskie zasoby, które są bardzo ograniczone. Największe złoże w UE - Groningen -  zlokalizowane w Holandii, ma zostać zamknięte w przyspieszonym trybie już w 2022 roku, a nie - jak zakładano wcześniej - w 2030 roku, w związku z rosnącą aktywnością sejsmiczną w tym rejonie.

Gazprom próbuje w tych korzystnych dla siebie realiach upiec trzy pieczenie na jednym ogniu - dzięki wstrzemięźliwej polityce handlowej stymuluje wzrost cen na rynku europejskim, pokazuje Ukrainie jej zależność i przekonuje, że w żaden sposób nie jest zakładnikiem przesyłu przez jej terytorium oraz udowadnia, jak potrzebny Europie jest gazociąg Nord Stream 2.

Monika Borkowska, Interia.pl

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »