Reklama

Równouprawnienie sposobem na rozwój gospodarczy

Państwa chcąc utrzymać wzrost gospodarczy, muszą likwidować bariery dyskryminacji płci. W przeciwnym razie wzrost będzie hamowany. Istnieje wiele form ekonomicznego wykluczenia kobiet, co wpływa nie tylko na kondycję kobiet, ale również na bogactwo państw.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Pracująca na Oksfordzie profesor Linda Scott zajmuje się m.in. udziałem kobiet w gospodarce. Współpracuje nie tylko z rządami i korporacjami, ale też z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Bankiem Światowym i ONZ. Jest autorką książki: The Double X Economy. The Epic Potential of Women’s Empowerment. Główną tezą tej publikacji, podpartą wynikami licznych badań jest twierdzenie, że równouprawnienie ekonomiczne kobiet zapewnia podstawy powszechnego dobrobytu.

Reklama

Światowe Forum Ekonomiczne i UNDP (Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju) na początku XXI wieku zaczęły analizować korelację między sytuacją kobiet w poszczególnych krajach (na podstawie obowiązującego prawa, zatrudnienia, wykształcenia itp.) z poziomem gospodarczym państw, w których żyły kobiety. Okazało się, że w krajach o najwyższym poziomie nierówności, istniała największa bieda.

Warto zmienić na chwilę perspektywę i popatrzeć nie na rolę mężczyzn, na których tradycyjnie miała spoczywać odpowiedzialność za rodzinę i gospodarkę, ale na tę drugą połowę obywateli, która często jest słabsza i ma bardziej ograniczone możliwości rozwoju zawodowego i społecznego, a która mogłaby się przyczynić do stymulacji wzrostu gospodarczego i zapewnienia większego dobrobytu.

Scott udowadnia, że "to nie bogate kraje stać na wyzwolenie kobiet - to wyzwolenie kobiet czyni kraje bogatymi". We wszystkich państwach mężczyźni pracują. Czynnikiem, który może doprowadzić do skoku zamożności jest umożliwienie pracy kobietom, które nie pracowały albo tylko w ograniczonym zakresie wykonywały pracę zarobkową. Ich wejście na rynek nie powoduje - co pokazuje historia - że mężczyźni są z niego wypierani, a pomaga w powstawaniu nowych miejsc pracy.

Kobiety wciąż słabsze na rynku pracy

Część osób, zgodnie z ideami sprzeciwu wobec interwencjonizmu państwowego, będzie odrzucać tezy z zakresu likwidacji dyskryminacji ekonomicznej. Zgodnie z założeniami szkoły Miltona Friedmana i późniejszych jego naśladowców, rynek wszystkich traktuje tak samo. Jeśli komuś się "nie powodzi", jest to zależne tylko od niego. Odpowiedź ta wydaje się jednak uproszczona i nieuwzględniająca wielu czynników. Z drugiej strony warto pamiętać, że kapitalizm nie stworzył dyskryminacji kobiet, czy ich wykluczania. Istniało ono już wiele wcześniej. Scott przedstawia bojkot dyskusji na forum WTO w kontekście spaw związanych z nieposiadaniem ziemi przez kobiety, podkreśla: "to przecież nie WTO zabrało ziemię tym kobietom - one jej nigdy nie miały".

W Polsce kobiety zarabiają 65 proc. tego, co mężczyźni. Według badań UE, OECD i Światowego Forum Ekonomicznego, luka płacowa w Wielkiej Brytanii wynosi od 18 do 45 proc. Jest to znacząca wartość, nawet jeśli spojrzymy na najmniejszy pułap. W związku z tym obywatelki tego kraju w ciągu roku tracą średnio 9112 GBP na osobę, a łącznie jest to strata w wysokości 123 mld GBP. Zgodnie z wyliczeniami Banku Światowego, nierówność płac ze względu na płeć powoduje straty dla światowej gospodarki w wysokości 160 bln USD.

Kobiety nie były w pełni obecne przez większą część historii gospodarczej z powodu systemowego wykluczania, które utrzymuje się w różnych formach do dziś. Dla przykładu 99 proc. transakcji zawieranych w handlu międzynarodowym dokonywana jest przez mężczyzn. Wynika to między innymi z tego, że kobietom do XX w nie wolno było realizować się gospodarczo, a ich wejście na rynek jest raczej ogólnie postrzegane negatywnie (oczywiście jednostkowe postrzeganie może być inne).

Jak duży wpływ na współczesną sytuację ma jeszcze niedawna  historia, pokazują przepisy w Stanach Zjednoczonych: np. dopiero w 1964 r. zabroniono stosowania regulaminów zakazujących zamężnym kobietom pracy, a dopiero od 1966 r. pracodawca nie mógł odmówić kobiecie awansu tylko ze względu na płeć. Zarówno te, jak i wiele innych zmian w regulacjach prawnych spowodowały, że kobiety zaczęły częściej podejmować pracę, co widać w systematycznie rosnących statystykach do końca XX wieku.

Na brak obecności kobiet na rynku pracy składa się wiele czynników. Jednym z nich jest edukacja. W niektórych regionach na świecie do tej pory dba się o nią tylko u chłopców. Wbrew pozorom jest to logiczne myślenie. Córki po wyjściu za mąż przeprowadzają się do domu męża, a jeśli mają jakiekolwiek przychody, poświęcają je rodzinie męża. Natomiast synowie przejmują gospodarstwo i na starość utrzymują rodziców, dlatego opłaca się inwestować w edukację mężczyzn, a nie kobiet.

Edukacja kobiet się po prostu nie zwraca. Mimo to, co wiadomo nie od dziś, edukacja jest istotna dla przyszłej pracy zawodowej i samego PKB. W książce autorka wykazała to na przykładzie Ameryki Południowej i Karaibów, w ramach przeanalizowanych przez nią danych z lat 1970-2016. Wzrost poziomu edukacji był w pełni skorelowany z odsetkiem kobiet podejmujących pracę, a także ze wzrostem PKB.

Powszechny bywa argument, że kobiety nie posiadają wyższych stanowisk, bo nie mają wystarczającego wykształcenia. Jest to błędne twierdzenie, ponieważ od kilkudziesięciu lat kobiety kończą studia w takich samych albo większych proporcjach niż mężczyźni. Scott zadaje pytanie, jak to możliwe, że grupa często lepiej wykwalifikowana nadal nie awansuje? Tak jest np. w państwach G7, w których kobiety nie awansują w takim samym tempie jak mężczyźni o takim samym wykształceniu. Powoduje to sytuację, że nie wykorzystuje się potencjału tych wykształconych jednostek, na których edukację zostały przecież przeznaczone środki podatników. Czy środki na edukację kobiet nie są w takim razie często marnotrawione?

Olbrzymie dysproporcje ze względu na płeć widoczne są w posiadanej ziemi. Zgodnie z wyliczeniami FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa) kobiety posiadają 18,3 proc. gruntów na świecie. Reszta należy do mężczyzn. Ta proporcja wynika z zaszłości historycznych, ale ma wpływ na teraźniejszość. Nie jest to bez znaczenia, kiedy w krajach rozwijających się kredyt można wziąć jedynie pod zastaw ziemi. Kapitał jest inwestowany, zostawiając kobiety w tyle. Nie mają one kapitału własnego. Często pracują w domu, wychowując jednocześnie dzieci. Posiadają swoją działalność gospodarczą, ale przez brak kapitału nie mogą jej rozwijać. Z tego też powodu przedsiębiorstwom należącym do kobiet, szczególnie mikro i małym, trudniej jest zaistnieć w handlu międzynarodowym. Wymagane są ponadto standardy, których kobiety nie są w stanie spełnić również z powodu braku środków. Powoduje to wykluczenie.

Innym wątkiem są regulacje dotyczące dokumentów tożsamości, założenia konta czy rejestracji działalności gospodarczej. W niektórych krajach rozwijających się dochodzi ograniczanie podstawowych praw kobiet, co wpływa na gospodarkę. Do niedawna w Ugandzie była potrzebna zgoda męża, by kobieta otworzyła konto bankowe. Czasami banki same informują mężów o takich działaniach. Co więcej, czasem problemem jest to, żeby kobieta poszła sama do banku, ponieważ do tego, żeby sama poruszała się po okolicy, konieczna jest zgoda męża.

Według danych Banku Światowego, kobiety w państwach rozwijających się otrzymują łącznie o 1,46 bln USD mniej pożyczek niż mężczyźni. To samo zjawisko zauważyła w USA w 2014 r. komisja senacka ds. przedsiębiorczości i małych firm. Ok. 95 proc. kredytów na działalność gospodarczą przypadało na mężczyzn. Uwzględnijmy, że wnioski o pożyczki były składane osobiście. Być może z tego powodu na całym świecie przedsiębiorstwa należące do kobiet wolniej się rozwijają, niż te będące w posiadaniu mężczyzn.

W Wielkiej Brytanii tylko 9 proc. dostępnego finansowania przypada na kobiety. W ankietach przeprowadzonych przez “Telegraph" w 2018 r. wśród 750 założycielek firm wykazano, że kobiety regularnie spotykały się z odmową finansowania i że w ich odczuciu było to uwarunkowane płcią (uważało tak 67 proc. badanych kobiet). Wśród ankietowanych kobiet 72 proc. założyło firmy z własnych środków lub zadłużając się na karcie kredytowej.

Na łamach “Harvard Business Review" opublikowano wyniki badań, w których okazało się, że ten sam pomysł inwestycyjny zaprezentowany przez mężczyzn dostawał dofinansowanie, a przez kobiety już nie. Mężczyźni w Wielkiej Brytanii mają w 86 proc. większe szanse otrzymania finansowania w ramach venture capital niż kobiety.

Czasem przyczyny są bardzo nieoczywiste. Scott podaje przykład swoich badań nad jednym bankiem w Chinach. Kiedy rozmawiała z przedsiębiorczyniami, okazało się, że blokadą przez którą kobiety nie otrzymywały pożyczek w tej instytucji było... karaoke. Według “rytuału" należało pójść z doradcą kredytowym na kolację z dużą ilością alkoholu, a następnie wspólnie śpiewać karaoke. Takie spotkania kobiety uważały za zagrożenie na tle seksualnym. Ze strony doradców taka postawa była postrzegana jako brak chęci do budowania zaufania.

Przejawów wykluczenia ekonomicznego jest wiele, o różnym natężeniu i odmiennej charakterystyce, w zależności od regionu świata. W najbiedniejszych krajach około połowa obywateli jest dyskryminowana na rynku pracy. Trzeba mieć na uwadze, że dochody wpływają nie tylko na jednostkę, ale też na najbliższe otoczenie, w tym dzieci.

Rodzicielstwo nie powinno być barierą

Wpływ posiadania dzieci na sytuację ekonomiczną jest niebagatelny na wielu poziomach. Kobiety mające dzieci, jeśli brakuje tanich i dostępnych przedszkoli i żłobków, decydują się na pozostanie w domu, a tym samym wypadają z rynku pracy. Po powrocie otrzymują niższe stanowisko niż wcześniej i adekwatnie niższe wynagrodzenie. Decyzja o posiadaniu dzieci jest więc dla kobiet często decyzją o drodze zawodowej, przy czym często efektem jest niższa pozycja zawodowa. Autorka książki podkreśla, że brakuje działań, które by trwale i strukturalnie zmieniły tę sytuację zarówno na poziomach państw, jak i globalnie.

Taka sytuacja to zamknięty krąg. Przy braku dostępu do żłobków i przedszkoli, w większości przypadków, to kobieta rezygnuje z pracy. Jednym z czynników są kwestie finansowe - mężczyzna częściej zarabia więcej. Utrwala to istniejące nierówności. W sytuacji rozejścia się pary, kobiety często zostają same z dziećmi (szczególnie dotyczy to dzieci z niepełnosprawnościami). Jeśli weźmiemy pod uwagę sytuację nie tylko w krajach rozwiniętych, ale też słabo rozwiniętych, gdzie nie ma mechanizmów zobowiązujących ojców do łożenia na dzieci, to trudności i koszty dla kobiety są jeszcze większe.

Koszty życia w miastach są bardzo wysokie, a młodych osób nie stać, by tylko jedna osoba pracowała i utrzymywała rodzinę. Co więcej, kobiety zajmujące się dziećmi mają potem trudności na rynku pracy i często mogą być z niego trwale wykluczone. Nie mają też możliwości oszczędzania środków finansowych czy inwestowania. W najbogatszych krajach wykazano, że 75 proc. kobiet posiadających dzieci a pracujących na niepełny etat lub w ogóle niepracujących, chciałoby pracować w pełnym wymiarze godzin.

Wpływa to także na gospodarkę państw. Mała liczba przedszkoli i żłobków (szczególnie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii), powoduje rezygnację z pracy lub godzinowe jej ograniczenie przez kobiety, co powoduje straty w PKB, a  także w samych przychodach do budżetu. Tworzy się swoista spirala. Na mężczyznach ma ciążyć utrzymanie rodziny, a w wyniku trendu starzenia się społeczeństwa, również utrzymanie rodziców i teściów. Będą rosły podatki, ponieważ państwo też będzie łożyło na osoby starsze, a mężczyzna będzie zarabiał tyle samo.

Warto wziąć pod uwagę, że praca obu partnerów zdejmuje presję utrzymania całej rodziny z barków jednej osoby. Praca kobiet jest też odciążeniem dla mężczyzn, ponieważ dzielą wspólnie koszty utrzymania gospodarstwa domowego. W Stanach Zjednoczonych kobiety są odpowiedzialne za 41 proc. wpływów do rodzinnych budżetów.

W ramach wszystkich strategii  wsparcia młodych matek, przeanalizowanych przez Scott, zapewnienie dostępnych i tanich żłobków i przedszkoli jest najbardziej skutecznym sposobem likwidacji wykluczenia kobiet z rynku pracy. Byłby to też zysk nie tylko dla budżetów domowych, ale też dla państwa. Wyliczono, że w Stanach Zjednoczonych koszt takich placówek dla wszystkich dzieci wynosiłby 84 mld USD. Zdaniem Christine Lagarde (MFW) gdyby kobiety pracowały w tym samym wymiarze godzin co mężczyźni, amerykańskie PKB wzrosłoby o 5 proc. Stanowi to równowartość 1 bln USD, a wpływy do budżetu wzrosłyby o 271 mld USD, czyli o wiele więcej niż wyniósłby koszt placówek dla dzieci.

Kobiety decydując się na dzieci ryzykują utratę kariery zawodowej i mają do dyspozycji mniejsze środki finansowe. Według badania z 2019 r. średnie wynagrodzenie kobiet po narodzinach dziecka automatycznie spada i utrzymuje się na niskim poziomie przez minimum 10 lat. Zjawisko to pojawia się zarówno w Danii, Szwecji, Niemczech jak i Australii. Wynagrodzenie ojców po narodzinach dziecka w takim samym okresie ulega stagnacji.

Scott posługuje się terminem “kary za macierzyństwo", aby jej uniknąć kobiety odkładają rodzicielstwo w czasie, bądź z niego rezygnują. Tym sposobem, nie ze względów światopoglądowych, ale z powodu wykluczenia ekonomicznego, spada dzietność.

Wraz z rosnącą depopulacją, ważne jest, by likwidować formy wykluczania kobiet, co spowoduje większą dzietność, a to z kolei pozytywnie wpłynie na gospodarkę.

Równouprawnienie opłaca się państwom

Ze względu na uprzedzenia, a co za tym idzie, na ekonomiczne wykluczenie kobiet, gospodarka nie rośnie tak jak by mogła, hamuje wzrost PKB. Zgodnie z wyliczeniami analityków Goldman Sachs, kraje BRIC, a także “kolejnej jedenastki" (w tej grupie znajduje się Egipt, Meksyk, Wietnam), muszą zmierzać do stworzenia klasy średniej, która będzie odpowiedzialna za stabilność ich gospodarek. Jedyną pewną ścieżką realizacji tego zadania jest dążenie do równouprawnienia kobiet. Doprowadzi to do wzrostu zamożności gospodarstw domowych, w których do tej pory jedynym źródłem utrzymania była praca mężczyzny. To z kolei wpłynie na wzrost wydatków na edukację, opiekę zdrowotną i konsumpcję.

Według danych kanadyjskiej izby handlowej, zlikwidowanie barier dla pracy kobiet w handlu międzynarodowym, przyczyniłoby się do dodatkowego przychodu tego państwa w wysokości 114 mld USD.

Jak ważny dla rozwoju gospodarczego jest udział kobiet w rynku pracy pokazuje przykład Bangladeszu. Warto zaznaczyć, że w wielu miejscach na świecie kobiety są zależne od mężczyzn, bez ich zgody nie mogą wychodzić z domu czy pracować. Od lat 70. XX w. do Bangladeszu zaczęły napływać ze świata zamówienia na szycie odzieży. Rozpoczęła się migracja samotnych młodych kobiet ze wsi do miasta. Przy produkcji odzieży 80 proc. pracowników stanowią kobiety. Obecnie sektor odzieżowy jest odpowiedzialny za 75 proc. PKB Bangladeszu.

Koszty wykluczania kobiet z rynku pracy mogą być widoczne na wielu poziomach. Kiedy zarabiają one mniej, będą wymagać w przyszłości większej pomocy państwa. Gdyby ktoś chciał np. w krajach rozwiniętych w większym stopniu zatrzymać kobiety w domu w ramach ich tradycyjnych ról, musiałby się liczyć z wielkim negatywnym wpływem na gospodarkę, ponieważ kobiety są odpowiedzialne za sporą część PKB, np. 35-40 proc. PKB polskiego, a 40 proc. PKB USA. Wnioski nasuwają się same: zniknięcie tak dużej siły roboczej z rynku wpłynęłoby znacznie na zubożenie kraju.

Niezależność ekonomiczna kobiet likwiduje wiele patologii rodzinnych, edukacyjnych i społecznych. Posiadanie własnych środków finansowych umożliwia kobiecie łatwiejsze odejście od partnera stosującego przemoc domową. Kobiety mogłyby łatwiej powstrzymać negatywne zjawiska występujące w niektórych regionach świata np. zawieranie ślubów z młodymi dziewczynkami, co oprócz sprzeciwów etycznych, medycznych i naruszania podstawowych praw człowieka, kosztuje gospodarkę światową 1,4 proc. PKB (4 bln USD).

Jeśli dziewczynki będą mogły ukończyć 12 klas szkoły, to długofalowo wpłynie to na ich zarobki w przyszłości. Niezależność ekonomiczna kobiet ograniczyłaby handel ludźmi. Kobiety częściej doświadczają braku środków finansowych i też częściej są ofiarami tego nielegalnego procederu - szacuje się, że stanowią 70 proc. ofiar. Autorka przytacza uwagi Kevina Balesa, eksperta tego tematu, który twierdzi, że niezależność ekonomiczna potencjalnych ofiar handlu ludźmi jest jedyną ścieżką ukrócenia tego procederu.

Po lekturze książki można powiedzieć z przekonaniem, że eliminacja wykluczenia ekonomicznego kobiet może, a nawet na pewno będzie likwidować ubóstwo na świecie. Poprawi również kondycję społeczeństw. Dobrze, żeby wszyscy mieli tego świadomość.

Katarzyna Zarzecka

Absolwentka Stosunków Międzynarodowych na UW, zainteresowania - region Bliskiego Wschodu

Zobacz także:

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »