Reklama

Rynek pracy otwarty dla Wschodu

Rząd planuje otworzyć rynek pracy sezonowej dla Ukraińców, Rosjan i Białorusinów. Pracownicy ze Wschodu będą pracować bez zezwoleń od sierpnia, w pracach sezonowych których Polacy nie chcą podejmować.

Anna Kalata, minister pracy, i Andrzej Lepper, minister rolnictwa, zamierzają wprowadzić ułatwienia w zatrudnianiu sezonowym pracowników zza wschodniej granicy.

Mimo 16-proc. bezrobocia w Polsce, nasi bezrobotni nie chcą podejmować prac sezonowych. Dlatego Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwo Rolnictwa zamierzają otworzyć rynek pracy dla pracowników z Rosji, Ukrainy i Białorusi. W resorcie pracy powstał projekt rozporządzenia, które wprowadza ułatwienia dla pracowników zza naszej wschodniej granicy. Jak powiedział GP Bogdan Socha, podsekretarz stanu w resorcie pracy, regulacje rozporządzenia mogą już zacząć obowiązywać od początku sierpnia tego roku. Dzięki nim cudzoziemcy z krajów sąsiadujących z Polską, a nienależących do Unii Europejskiej, mogliby przez 3 miesiące w roku kalendarzowym pracować w Polsce bez konieczności uzyskania zezwolenia. Będą mogli być zatrudniani jednak na takich zasadach tylko w rolnictwie i przy uboju zwierząt. Rolnicy musieliby powiadomić właściwy organ administracji publicznej o zatrudnieniu cudzoziemca we własnym gospodarstwie rolnym.

Tania siła robocza

- Takie rozwiązanie pozwoli naszym rolnikom nająć do pracy tanią siłę roboczą, ponieważ pracownikom ze Wschodu nie będą płacić tyle, ile musieliby zapłacić Polakom - powiedział wiceminister Bogdan Socha.

Projekt rozporządzenia rzeczywiście nie określa dolnego pułapu wynagrodzenia dla cudzoziemca.

- To może sprawić, że nawet jeśli do rolnika zgłosi się jakiś bezrobotny, który będzie chciał pracować za stawki minimalne, to wynagrodzenie dumpingowe, za jakie zgodzi się pracować obcokrajowiec, zdyskwalifikuje Polaka - uważa Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Według niego, choć inicjatywa rządowa dotycząca otwarcia rynku pracy na Ukraińców, Rosjan i Białorusinów jest słuszna, bo przyczyniłaby się do poprawy konkurencyjności naszych rolników na rynku, nie może jednak ograniczać się do wprowadzenia kilku enigmatycznych rozwiązań. Jan Guz uważa, że konieczne jest ustalenie zasad zatrudniania cudzoziemców, m.in. wielkości kontyngentu pracowników ze Wschodu, świadczeń wynikających ze stosunku pracy i zabezpieczenia społecznego, z których mogą korzystać, a także stawek godzinowych.

Do pomysłu resortu pracy nie jest tak negatywnie ustosunkowany Jacek Smagowicz, członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. W jego opinii, Polska musi otworzyć swój rynek pracy na pracowników spoza Unii Europejskiej, ponieważ dzięki temu nasze firmy będą bardziej konkurencyjne.

Tymczasem w naszych urzędach pracy jest ponad 1,91 mln bezrobotnych zamieszkałych na wsi.

Lepiej na czarno

- Jedni nie podejmują pracy sezonowej, bo wolą pracować na czarno. Inni nie pracują w gospodarstwach, ponieważ urząd pracy nie kieruje ich do takiej pracy - usłyszeliśmy w Powiatowym Urzędzie Pracy w Kolnie w województwie podlaskim. Do urzędów zresztą rzadko trafiają oferty pracy sezonowej w rolnictwie.

- Rolnik woli zatrudnić obcokrajowca, bo płaci mu grosze i zatrudnia na czarno, nie ponosząc kosztów legalnej pracy - powiedziano nam w PUP w Białej Podlaskiej. Sami bezrobotni zresztą również nie garną się do takiej legalnej pracy.

- Wielu mówi wprost, kiedy proponuje się im pracę, że wolą otrzymywać zasiłek z urzędu i jednocześnie dorabiać na czarno. Ci, którzy nie mają prawa do zasiłku, są w rejestrach, bo zależy im na ubezpieczeniu zdrowotnym. Stawiają się na wezwania urzędu z opóźnieniem, nawet kilkutygodniowym, bo przebywają w Niemczech, Włoszech albo Anglii.

- Często przymykamy na to oko, bo znamy tych ludzi i ich sytuację bytową - powiedział nam pracownik PUP w Kolbuszowej w województwie podkarpackim.

Bez motywacji

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej nie chce motywować bezrobotnych do pracy.

- Nie ma na to woli politycznej - powiedział nam wiceminister Bogdan Socha. Według niego, obecnie nie ma sposobu na to, by naszych bezrobotnych zmusić do aktywności zawodowej. Jedynym sposobem na to jest wprowadzenie dla nich konkurencji w postaci tańszych pracowników ze Wschodu.

Mimo 16-proc. bezrobocia w Polsce brakuje chętnych do pracy sezonowej

- To absurd - podkreśla Jan Guz, według którego wystarczyłoby podnieść w Polsce wynagrodzenia do poziomu odpowiadającego wydajności pracy.

Należałoby też wprowadzić monitoring rynku pracy i dostosować szkolnictwo do jego potrzeb. Wówczas - jak zauważa Jan Guz - nie byłoby problemów z brakiem pracowników.

Reklama

Izabela Rakowska-Boroń

OPINIA

Jan Rutkowski
ekspert rynku pracy z Banku Światowego

Należy odróżnić bezrobotnych, którzy szukają pracy, od tych, którzy nie chcą pracować legalnie, a którym zależy wyłącznie na ubezpieczeniu zdrowotnym opłacanym za nich przez państwo. Motywować do pracy należy więc tych drugich. By fikcyjnie nie figurowali w rejestrach zatrudnienia, należałoby wprowadzić rozwiązanie, nad którym pracował już resort pracy, dzięki któremu bezrobotni, którzy chcą mieć jedynie ubezpieczenie zdrowotne, byliby wykreślani z rejestrów urzędów pracy. Konieczne jest także wzmocnienie nadzoru nad bezrobotnymi przez urzędników. Podejmują oni bowiem rzadko decyzje, szczególnie w małych społecznościach, o wykreśleniu z rejestru bezrobotnych osób uchylających się od pracy.

Dowiedz się więcej na temat: na czarno | rynek pracy | bezrobotni | minister | ze | pracownicy ze wschodu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »