Reklama

Rząd zamyka galerie handlowe. Co na to przedsiębiorcy?

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki ogłosił nowe obostrzenia związane z pandemią koronawirusa. Od soboty 7 listopada zamknięta zostanie większość sklepów w galeriach handlowych. - Ta informacja nie była z nami konsultowana - mówi Interii przedstawiciel branży.

Jak poinformował premier Mateusz Morawieckie od soboty sklepy w galeriach handlowych będą zamknięte, za wyjątkiem sklepów spożywczych, aptek, drogerii i punktów usługowych. O ryzyku zamknięcia galerii handlowych pisaliśmy w Interii w ubiegłym tygodniu.Rząd przewidział w projekcie tarczy branżowej wsparcie dla przedsiębiorców prowadzących sprzedaż detaliczną odzieży, chociaż ich działalność nie była jeszcze wtedy w pełni ograniczona. Źródła zbliżone do resortu rozwoju zaprzeczały wówczas, że władze planują zamknięcie galerii. Stało się inaczej, a ograniczenia w handlu mają obowiązywać do 29 listopada. 

Reklama

- Można powiedzieć, że jest to lockdown gospodarczy, bo perspektywa czasowa całego miesiąca jest bardzo pesymistyczna. Listopad jest jednym z lepszych miesięcy w handlu, trochę napędzającym sprzedaż i koniunkturę przed grudniem - mówi Interii Arkadiusz Pączka, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich . Nie ukrywa również swoich obaw co do samego grudnia. - To kolejny miesiąc, który jest bardzo ważny w usługach i handlu, a obawiam się, że sklepy w galeriach będą mogły być otwarte tylko na chwilę przed Świętami, a do 15 grudnia będą zamknięte - przewiduje.  Jak dodaje, zamknięcie galerii wróży kolejne problemy sklepów, spory o płacenie czynszów, a dla wielu - ryzyko upadłości.

- Jesteśmy  zakończeni, bo naprawdę galerie handlowe zrobiły wszystko, żeby dbać o bezpieczeństwo odwiedzających. I w okresie po wiosennym locdownie i teraz te placówki są jednymi z bezpieczniejszych w przestrzeni publicznej. Ta informacja nie była z nami konsultowana, ani - jak sądzę - z innymi organizacjami miejsc handlu - mówi Interii Radosław Knap, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

- Informowaliśmy, że w centrach handlowych systematycznie po lockdownie wiosennym odwiedzalność zaczęła odżywać. Dochodziła do 70-80 proc. z okresu sprzed pandemii, ale to nie był poziom pozwalający odrobić straty, które - jak szacujemy - wyniosły 30 proc. w stosunku roku ubiegłego - dodaje Knap.

Jak wynika z analizy PRCH średnia odwiedzalność obiektów handlowych w październiku br. była prawie o 30 proc. niższa niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku i wyniosła 72 proc. Analizując tylko ostatnie dwa tygodnie października, odwiedzalność znacząco spadła, osiągając w ostatnim tygodniu miesiąca w dni handlowe wartość 59 proc. w porównaniu do analogicznych dni w roku poprzednim.

- To pokazuje, że nie ma tłumu, a wręcz przeciwnie. Ludzie ze względu na różne obawy i tak nie przychodzili, a ci co przychodzili, to po najważniejsze towary - wskazuje Knap. I podkreśla, że galerie spełniały wymogi Ministerstwa Zdrowia dotyczące liczby osób, które mogą przebywać na danej powierzchni handlowej, a nawet realizowały je z górką, przez co były bezpiecznymi miejscami z epidemiologicznego punktu widzenia.

Dyrektor Polskiej Rady Centrów Handlowych zauważa również, że zamknięcie następuje w okresie wzmożonego handlu, który poprzedza Święta Bożego Narodzenia. - Zamknięcie blokuje możliwość rozłożenia przedświątecznych zakupów w czasie - mówi Interii.

Teraz przedsiębiorczy czekają na oficjalne przepisy dotyczące nowych ograniczeń. - Poczekamy na treść rozporządzania, bo diabeł tkwi w szczegółach. Będziemy dalej zastanawiać się nad kolejnymi krokami po przeanalizowaniu przepisów. Liczymy, że rząd podejmując takie działania, przeanalizował możliwość wsparcia dla branż, które zamyka - wskazuje Radosław Knap.

- Pytanie czy w kontekście tych branż podjęte zostaną szybkie i bardzo zdecydowane kroki. Mówimy o wsparciu płynności, bo ona będzie w dużym stopniu zachwiana - ocenia Arkadiusz Pączka. W związku z lockdownem gospodarczym prognozuje również kiepską końcówkę roku dla gospodarki.

- Wyniki PKB za listopad będą bardzo słabe. Widzę pesymistycznie końcówkę tego roku, która miała być odbiciem, a będzie ciągnęła gospodarkę w dół. Teraz dużą rolę do odegrania ma wicepremier Gowin odpowiedzialny za sprawy gospodarcze. Wiele zależy też od wytrzymałości pomocy publicznej i od środków finansowych - wskazuje nasz rozmówca. Według niego w pomoc branżom dotkniętym obostrzeniami ponownie powinien włączyć się PFR.

- Jestem pesymistą. IV kwartał odciśnie piętno na całym PKB i na poszczególnych branżach, które mogą tego nie wytrzymać. Pamiętajmy, że gospodarka to system naczyń połączonych. To, że dzisiaj mówimy o ograniczeniach w kulturze czy w handlu, to nie oznacza, że pozostanie to bez wpływu na całość - podsumowuje.

Dominika Pietrzyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »