Reklama

Senat chce karać prostytutki

Francuski Senat ma dwa dni na podjęcie decyzji dotyczącej prawa określającego zasady na jakich może w tym kraju funkcjonować prostytucja. Sprawa ta wywołuje wiele kontrowersji.

Autorzy nowego przepisu nie mieli pomysłu, który pozwoliłby na rozwiązanie sprawy sutenerstwa, przymusu kobiet do wykonywania takiej pracy i związanego z tym problemu godności osobistej. Zdaniem pomysłodawców najlepszym rozwiązaniem byłoby karanie klientów. Mandaty dla osób korzystających z usług prostytutek sięgałyby nawet półtora tysiąca euro.

Ten punkt nowej ustawy wywołuje najwięcej kontrowersji i na ten temat wypowiadają się adwokaci, policjanci, antropolodzy, psychologowie i socjolodzy, a także stowarzyszenia charytatywne, które pomagają kobietom wyjść z tak dla nich poniżającej sytuacji.

Reklama

Odezwały się także organizacje obrony praw człowieka, dla których nowe prawo oznacza ograniczenie swobody dysponowania własnym ciałem, a zatem i wolności obywatelskiej.

Za nową ustawą jest większość socjalistów, ale nie wszyscy, a przeciwko senatorzy z opozycyjnej, demokratycznej prawicy UMP i ekolodzy. Jedna propozycja ma poparcie wszystkich, przeznaczenie 20 milionów euro na pomoc dla kobiet, które chcą skończyć z nierządem. W miniony weekend setki prostytutek protestowały na ulicach Paryża przeciwko karaniu ich klientów.

Sąd w Paryżu wszczął natomiast śledztwo w sprawie oskarżeń europosłów skrajnej prawicy o oszustwa i defraudacje. To reakcja na informację jaką francuskiej minister sprawiedliwości Christiane Taubira przesłał Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Sprawa dotyczy warunków na jakich zatrudniani byli sekretarze i asystenci mający rzekomo pomagać europosłom Frontu Narodowego. Podejrzenia skierowane są wobec dwudziestu osób, które w rzeczywistości zamiast dla 23 europosłów skrajnej prawicy, tak naprawdę pracowały na rzecz partii Marine Le Pen.

Wykonując swoje obowiązki w Paryżu, z kasy Parlamentu Europejskiego w Strasburgu otrzymywały wynagrodzenie. Front Narodowy zaoszczędził na tym sporo pieniędzy. Wysokość oszustwa ocenia się na ponad 7 i pół miliona euro. Parlament Europejski w liście do francuskiej minister sprawiedliwości stwierdził, że sekretarze i asystenci powinni pracować tylko i wyłącznie dla europosłów, a nie zajmować się problemami partyjnymi.

Marine Le Pen, liderka Frontu Narodowego, zareagowała na te oskarżenia oburzeniem twierdząc, że to oczywista manipulacja polityczna do jakiej doszło na wniosek socjalistycznego premiera Francji Manuela Vallsa. W ubiegłorocznych wyborach europejskich Front Narodowy uzyskał najwyższy wynik we Francji - niemal 25 procent.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »