Reklama

Sierpiński: Fabryka osocza w Polsce za trzy lata

- Polska co roku wydaje na leki osoczopochodne od 80 do 100 mln zł. To jest ta oszczędność, która się pojawi na początek - mówi w rozmowie z Interią Radosław Sierpiński, nowy pełnomocnik premiera ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych. - W ciągu 3 lat doprowadzę do stworzenia fabryki osocza w Polsce - zapewnia. Inwestycja pochłonie ok. 0,5 mld zł.

Bartosz Bednarz, Interia: Pana rola w Agencji Badań Medycznych się kończy?

Reklama

Radosław Sierpiński, p.o. prezesa ABM, pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych: - Dalej będę kierować pracami Agencji. Funkcja, na którą powołał mnie premier, nie wiąże się ze zmianą formy zatrudnienia. W ABM będzie się wiele działo w przyszłym roku. Mamy już właściwie przygotowany plan na 2021 rok. Będzie to okres projektów tematycznych, zbieżnych z wizją Ministerstwa Zdrowia. Ogłosimy konkurs na badania kliniczne dotyczące chorób rzadkich, na który planujemy przeznaczyć co najmniej 100 mln zł. W II kw. uruchomimy konkurs na badania kliniczne i prace badawcze w obszarze zdrowia psychicznego. Ta reforma, która się dokonuje w psychiatrii powinna być dodatkowo wsparta w większym zakresie przez polskich naukowców. Ostatni projekt - to wsparcie badań nad chorobami cywilizacyjnymi z takich obszarów jak kardiologia, onkologia, diabetologia i geriatria. Mam nadzieję, że uda się przeprowadzić też kilka mniejszych konkursów w temacie sztucznej inteligencji i e-zdrowia.

Premier Mateusz Morawiecki powołał pana na funkcję pełnomocnika rządu ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych. To oznacza nowe obowiązki.

- Branża biotechnologiczna otrzymała swojego przedstawiciela przy szefie rządu. Będę bezpośrednio do premiera raportować postępy prac nad zadaniami, które mi powierzono. Taka jest umowa. Przypomnę, że mam wsparcie kierunkowe rządu, by stworzyć biotechnologiczny hub, ale przede wszystkim, by w Polsce w końcu powstała narodowa fabryka osocza.

Fabryka, z budową której Polska nie radzi sobie od ponad 20 lat.

- Zdaje sobie sprawę, że zabieramy się do rozwiązania tego problemu w Polsce od ponad dwóch dekad. Kolejne rządy mierzyły się z tym wyzwaniem, ale z różnych przyczyn nie udawało się tej fabryki wybudować. To, że premier wyznaczył specjalnego pełnomocnika do kierowania pracami, pokazuje, że jest determinacja, żeby ten temat zamknąć. Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da i on właśnie to robi - trzymam się tych słów Alberta Einsteina i w ciągu 3 lat doprowadzę do stworzenia fabryki osocza w Polsce. Podchodzimy do tego projektowo, w mocno analityczny sposób. W przyszłym tygodniu najpewniej będziemy mieli gotowy zespół, który zajmie się kolejnymi punktami wdrażania projektu w życie. Przystąpimy do legislacji, m.in. w ustawie o publicznej służbie krwi, wybierzemy lokalizację i firmy, które zrealizują inwestycję. Przed nami konieczność uzyskania serii pozwoleń i licencji od zagranicznych partnerów.

Czemu nie skorzystać z polskich doświadczeń? Biomed Lublin, przykładowo, ma technologię do frakcjonowania osocza.

- Osocze to jest globalny biznes. W związku z tym chcemy z tych międzynarodowych doświadczeń korzystać. Bliższy nam jest model "narodowego frakcjonatora", działającego np. w Holandii, który będzie dbać o bezpieczeństwo produkcji i dostawy przede wszystkim w kontekście potrzeb rynku wewnętrznego, niż model, w którym to podmiot prywatny ma pozycje monopolistyczną. Traktujemy na tę chwilę ten drugi wariant jako opcję, a nie preferowane rozwiązanie. Licencje musimy pozyskać z zagranicy - kompetencji w tym obszarze w Polsce nie mamy. Wspomniany Biomed Lublin ma pewną część wymaganego know-how w produkcji immunoglobuliny anty-D. Ponadto, posiada niezbędne technologie i jesteśmy otwarci, żeby to wykorzystać. To polska firma i widzielibyśmy ją w rozmowach. To jednak tylko fragment produkcji, którą zajmowałaby się fabryka osocza. Kilka procent tego, czego potrzebujemy. Pozyskanie licencji na pozostałe produkty jest dzisiaj niezbędne.  

- Pamiętajmy, że Europa mierzy się z niedoborem osocza. W Polsce jesteśmy pod tym względem samowystarczalni - system honorowego krwiodawstwa działa bardzo dobrze. Mam nadzieję, że będziemy krajem świadczącym usługi w obszarze frakcjonowania osocza na zewnątrz, w kierunku Grupy Wyszehradzkiej czy partnerów na wschodzie.

Ile osocza rocznie pozyskuje się w Polsce?

- Szacuje się, że to około 200 tys. litrów. Przewidujemy, że ta wielkość będzie wzrastać. Na dzisiaj wykorzystujemy ok. 80 proc. Reszta - marnuje się. Przepada. Honorowe krwiodawstwo jest dobrze rozwiązane w Polsce, ale chcemy przygotować dodatkowe przywileje, rozszerzyć ich wachlarz, co jeszcze poprawi naszą sytuację i więcej osób zdecyduje się podzielić osoczem.

Kto jest zaangażowany w prace nad specustawą i samą koncepcją budowy fabryki?

- Jesteśmy w przededniu - jak wspomniałem - pokazania zespołu. Konsultujemy jeszcze jego skład z premierem i z ministrem zdrowia. Na pewno będzie to zespół interdyscyplinarny, w skład którego wejdą eksperci od biotechnologii, ale również analitycy, przedstawiciele branży biznesowej i prawniczej. Idziemy w kierunku międzyresortowym, angażując w prace także Ministerstwo Spraw Zagranicznych, by te kontakty międzynarodowe nawiązać w sprawny sposób. Jednocześnie rozważamy kilka modeli realizacji inwestycji: od partnerstwa międzyrządowego, partnerstwa publiczno-prywatnego, po rozwiązania, które zakładają finansowanie inwestycji środkami krajowymi lub przy wsparciu funduszy unijnych.

- Szacuje się, że inwestycja pochłonie ok. 500 mln zł. Przy pełnym obłożeniu w naszych analizach i prognozach - będzie to spółka rentowna. Nie tworzymy podmiotu, który będzie przynosić straty, a taki, który w założeniu ma świadczyć usługi zewnętrzne i zarabiać. Polska co roku wydaje na leki osoczopochodne od 80 do 100 mln zł. To jest ta oszczędność, która się pojawi na początek. Wychodząc na rynki zagraniczne z produktami, przy założeniu, że osocze będzie rosło w cenie ze względu na jego niedobory, co zakładamy że nastąpi, fundamenty biznesowe dla tego przedsięwzięcia są naprawdę solidne.

Kiedy będzie specustawa?

- Prace ruszą jeszcze w tym roku, ale spodziewam się, że będzie ona gotowa w I kw. 2021 r. Wiele wskazuje na to, że ten temat produkcji krwiopochodnych leków w Polsce zostanie tym razem doprowadzony do końca. I będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy samowystarczalni.

Pandemia uwypukliła kwestie bezpieczeństwa dostaw, w tym też leków.

- Bezpieczeństwo dostaw jest kluczowe nie tylko podczas pandemii, ale szerzej każdego zagrożenia zewnętrznego. Gdy kraje się zamykają - dostawy są wstrzymywane, a każde państwo stara się zaspokoić potrzeby najpierw wewnętrzne swoich obywateli, a dopiero później myśli o eksporcie. Pandemia pokazała, że łańcuchy dostaw mogą praktycznie z dnia na dzień być zerwane. W przypadku leków z osocza, gdyby tak się stało, to pacjenci z niedoborami immunologicznymi zostaliby bez leczenia.

W Polsce powstanie biotechnologiczny hub.

- Dotychczas prace z obszaru biotechnologii nie były koordynowane. Nikt nie zarządzał tymi pomysłami z punktu widzenia interesów ochrony zdrowia w Polsce. To nie jest tak, że wynajdujemy koło ponownie. Nie ścigamy się ze Szwecją, USA czy Izraelem, gdzie te biotechnologiczne huby są i działają dobrze. Planujemy stworzyć platformę, dzięki której, duże koncerny farmaceutyczne mogłyby być częścią specjalnego funduszu inwencyjnego i wspólnie z przedstawicielami z NFZ, MZ, czy z resort rozwoju - decydować jakie projekty są dla krajowego systemu zdrowia niezbędne, jak rozstawić akcenty na przyszłość, a następnie je współfinansować.

- Pieniądze nie są dzisiaj kłopotem, jest dużo źródeł finansowania innowacji. Nie mówimy o stworzeniu nowego źródła finansowania, ale koordynacji istniejących polityk i większego ich wsparcia kapitałem prywatnym z szeroko rozumianej branży biotechnologii i farmacji. Oczekujemy od dużych firm farmaceutycznych zaangażowania, po to, żeby wzmocnić zdolności rozwoju i komercjalizacji polskich projektów, które w ostatnich latach nie radzą sobie najlepiej, o czym świadczy chociażby spadek liczby patentów medycznych. Mamy już pierwsze deklaracje dużych, globalnych firm z obszaru farmacji i e-zdrowia o ich gotowości do przystąpienia do funduszu. Polska jest dla nich atrakcyjnym krajem na inwestycje. Wciąż są u nas relatywnie niewielkie koszty w porównaniu do krajów anglosaskich i skandynawskich, jeśli chodzi o prowadzenie badań, a mamy dobre zaplecze badawcze i dobrych specjalistów.

- Z drugiej strony, chcielibyśmy uniknąć drenażu mózgów w branży biotechnologicznej. Dlatego zaproponujemy mechanizmy wspierające te technologie na kolejnych fazach ich rozwoju, by zapewnić im cały łańcuch finansowania: od badań do komercjalizacji. Liczę na współpracę z PFR i NCBR.

Jakiej wielkości będzie to fundusz?

- Na razie realnym poziomem jest kilkanaście mln zł na start. Zakładamy, że czym więcej będzie partnerów prywatnych, tym większe fundusze wraz z nimi będą do dyspozycji. Tylko ABM będzie mieć w przyszłym roku na konkursy 0,5 mld zł. Do tego PFR i NCBR dysponują gigantycznymi budżetami na finansowanie innowacji i badań. Trzeba to tylko odpowiednio skoordynować.

Rozmawiał Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »